O co chodzi w polskiej polityce wschodniej? "Wepchnęliśmy go w objęcia Putina"
± Ppłk Marek Świerczek, były funkcjonariusz UOP-u i ABW tłumaczy, w jaki sposób Sowietom udało się przekonać Zachód, że są na skraju upadku, jednocześnie wykorzystując polski wywiad jako narzędzie do szerzenia spreparowanych informacji. Padają mocne tezy o tym, że największym problemem często nie był wróg, lecz brak zdolności do krytycznego spojrzenia na własne środowisko i ludzi, którym ufano. Rozmowa przechodzi od historii II RP do współczesności, pokazując ciągłość mechanizmów wpływu i operacji specjalnych.
− Padają mocne tezy o tym, że największym problemem często nie był wróg, lecz brak zdolności do krytycznego spojrzenia na własne środowisko i ludzi, którym ufano.
− Rozmowa przechodzi od historii II RP do współczesności, pokazując ciągłość mechanizmów wpływu i operacji specjalnych.
+ Rozmowę zaczęliśmy od przypomnienia historii sprzed ponad stu już lat, czyli legendarnej Operacji Trust. Operacja ta była dezinformacyjną akcją sowieckiego wywiadu, który zdołał przekonać służby wywiadowcze państw zachodnich, że w Rosji Sowieckiej istnieje potężna monarchistyczna organizacja, która lada dzień obali władzę bolszewicką. Wniosek z tego płynący był zaś taki, by bolszewików nie zwalczać, skoro chylą się ku upadkowi.
+ Czytaj też: "Raport Międzynarodowy". Nie potrzeba wroga, gdy sami podcinamy sobie fundamenty
+ Rosjanie, jak stwierdził płk Świerczek, zrobili to, w czym są mistrzami, czyli "udawali trupa". Rosja zawsze albo udaje bardzo silną, albo bardzo słabą.
+ Polski wywiad nie był tak naprawdę celem Operacji Trust, ale jako że uważano nas (a i my uważaliśmy samych siebie) za specjalistów od Rosji, Rosjanie zaczęli dezinformować Zachód niejako przez Polskę. Nasza rzekomo ekspercka wiedza na temat Sowietów dodawała wiarygodności rosyjskiej dezinformacji. Dlaczego to jest istotne? Ano dlatego, że skoro już 100 lat temu okazało się, że żadnymi specjalistami od Rosji nie byliśmy, to może czas zadać sobie pytanie, czy jesteśmy nimi obecnie.
+ W historii Operacji Trust istotna jest nie tylko sama akcja, ale też jej następstwa, czy też — precyzyjniej rzecz ujmując — ich brak. Bo winnych nigdy nie rozliczono. Co gorsza, nawet nie próbowano szukać tych, którzy — jak się później okazało — byli sowieckimi agentami. Agentem był np. usunięty z wywiadu, ale zatrudniony następnie w Ministerstwie Spraw Zagranicznych jeden z najbliższych współpracowników ministra Józefa Becka, który był dyrektorem Departamentu Wschodniego.
+ Czytaj też: Witold Jurasz: nasze stosunki z Ukrainą są chyba najgorsze spośród wszystkich państw Zachodu
+ Pułkownik Świerczek opisując tę dramatyczną i straszliwie kompromitującą historię, na pytanie, dlaczego nigdy tak naprawdę nie wyciągnęliśmy wniosków z naszej klęski, odpowiedział jednoznacznie. Po pierwsze dlatego, że uderzyłoby to w bardzo wpływowych ludzi, a po drugie dlatego, że jesteśmy chłopskim społeczeństwem i więzi towarzyskie i koleżeńskie zawsze okazywały się ważniejsze od lojalności wobec państwa. Też nihil novi, nieprawdaż?
+ Pułkownik Świerczek w niedawnym wywiadzie dla redaktora Marka Kozubala z "Rzeczpospolitej" zwrócił uwagę, że współczesna Polska jest jedynym liczącym się krajem Zachodu, w którego służbach nie wykryto żadnego kreta. Zadaliśmy więc z Agnieszką Bryc pytanie naszemu gościowi, czy owa, jak to określa Świerczek, anomalia kontrwywiadowcza może też dotyczyć polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych i polskiego zaplecza eksperckiego. Koniec końców sukcesów na kierunku wschodnim nie mamy praktycznie żadnych. Odpowiedź była niestety twierdząca. Co gorsza, przyczyny, z racji których dajemy się wodzić za nos, wydają się niczym nie różnić od tych sprzed stu lat.
+ Czytaj też: Witold Jurasz: Rosja może dopuścić się zbrojnej prowokacji wobec Polski
+ Rozmawialiśmy również o tym, jakie są prawdziwe cele Rosji w stosunku do Polski i czy, będąc antyrosyjskim, należy się Rosji panicznie bać, czy też może niekoniecznie. Pułkownik Świerczek, którego o sympatię w stosunku do Rosji podejrzewać się nie da, jednoznacznie stwierdził, że Rosja prowokacji, owszem, dopuścić się może, ale wojny z Polską, czy też tym bardziej z NATO, nie chce.