Jak prosektor Szpitala Południowego handlował zwłokami. Ujawniamy kulisy
+ AKTUALIZACJA: W czwartek Szpital Południowy przekazał, że rozwiązał umowę z Arturem Habowskim. To bezpośredni efekt publikacji Onetu i zero.pl
Pokazujemy każdą zmianę, jaką zaobserwowaliśmy między kolejnymi zapisami — nie oceniamy.
+ AKTUALIZACJA: W czwartek Szpital Południowy przekazał, że rozwiązał umowę z Arturem Habowskim. To bezpośredni efekt publikacji Onetu i zero.pl
− — Raz klient poprosił, żeby na każdą pozycję w fakturze przedstawić paragon, bo potrzebował go do wypłaty pieniędzy z banku. Poszliśmy z tym do Artura, żeby wystawił pokwitowanie za ubieranie ciała. Nigdy tego nie zrobił — mówi jeden z właścicieli zakładu.
+ U Joanny problemy rozpoczęły się krótko po śmierci bliskiej osoby. W środku nocy dostała telefon ze smutną wiadomością. Następnego dnia o godz. 10 miała przyjechać do oddziału szpitala.
+ — Nie mogliśmy odebrać karty zgonu. Ktoś podobno coś źle wypełnił i trzeba było poprawić. I brakowało jakiegoś podpisu. Jakieś zamieszanie. Kolejna dziwna sprawa, że po poprawioną kartę miałam wrócić nie do oddziału, ale już do prosektorium — opowiada nam.
+ To ją najbardziej zaskoczyło. Jak to po dokumenty do prosektorium. Z drugiej strony od razu przerażenie. Nigdy w życiu nie była w takim miejscu, gdzie leżą zwłoki.
+ — Zmroziło mnie, ale poszłam. Tam zastałam pana Artura. Właściwie od razu pytał, czy chcę, żeby moja bliska osoba była przez niego przygotowana. Akurat dobrze się składa, bo on prowadzi takie usługi i może je zaproponować, ale, że oczywiście kosztuje. Na pewno namawiał na balsamację.
+ Doskonale pamięta swoje zdziwienie tymi propozycjami. Pierwszy raz w życiu organizowała pogrzeb i wtedy jeszcze nie wiedziała, że szpitale wykonują takie usługi. Ale lista usług Habowskiego właśnie się rozpoczynała.
+ — W końcu zapytał, czy mam wybraną firmę, która będzie organizowała pogrzeb i obrócił do mnie monitor swojego komputera, pokazując palcem zakład pogrzebowy, który był wtedy najbliżej szpitala. Szybko dodał, że jego babcia niedawno zmarła, on ją tam chował, i to wszystko pięknie zrobili.
+ Odpowiedź kobiety wytrąciła go z równowagi.
+ — Odpowiedziałam, że mamy już wybraną firmę. I od tego momentu zaczęły się problemy — mówi Joanna.
+ Znowu ten sam scenariusz: koordynator prosektorium utrudniał wydanie ciała, mówił, że najwcześniej będzie można w poniedziałek, ale w tym dniu on akurat jedzie na urlop, więc nie wyda, że nie ma możliwości, że to będzie kłopot, żeby wydać innej firmie, niż ta, która jest blisko szpitala. Siódmego dnia od śmierci ciało trafiło do rodziny.
+ Ale to nie wszystko. Przy wydaniu ciała miał nawet obrażać rodzinę zmarłego.
+ — Mówił, że to nasza wina i że jesteśmy bardzo problemowi. Był wulgarny dla nas i dla pracowników zakładu. Dla mnie to było niesmaczne, że w momencie śmierci ktoś chciał na mnie zarobić. Po tym rozmawialiśmy w rodzinie, że od tej afery łowców skór właściwie niewiele różni się.
± Znany profesor: profesor medycyny: — Jeśli rzeczywiście tak jest, to jest to afera łowców skór.
± Kto robił te usługi? Pracownicy na zlecenie Artura Habowskiego. Nie mieli tego zapisanego w umowach ze szpitalem, ale kiedy pytali, na jakiej podstawie mają ubierać, malować, balsamować, słyszeli od swojego bezpośredniego zwierzchnika, że w umowie jest punkt dotyczący wykonywania poleceń przełożonego…Wiemy, przełożonego… Wiemy, ile zarabiali podwładni koordynatora — z reguły ich dochody oscylowały wokół najniższej krajowej.
± Afera "łowców skór" to proceder z przełomu lat 90. i początku XXI wieku, w., w którym pracownicy łódzkiego pogotowia ratunkowego, lekarze, dyspozytorzy i kierowcy przez lata handlowali z przedstawicielami zakładów pogrzebowych informacjami o zgonach pacjentów. Sanitariusze w zamian za łapówki celowo opóźniali pomoc lub podawali chorym Pavulon, który przyspieszał ich śmierć.
± W sekretariacie zarządu spotykam nową dyrektor. Obiecuje spotkanie o godz. 14. Jednak po kilku godzinach zmienia zdanie. Pół godziny przed umówioną rozmową odwołuje spotkanie. Słyszę zapewnienie, że odpowiedzi na nasze pytania dostaniemy jeszcze tego samego dnia. Wieczorem, o godz. 20:11 20:11, przychodzi mail z linkiem do komunikatu prasowego.
W Szpitalu Południowym w ostatnich latach dochodziło do nielegalnego handlu ciałami zmarłych. Dotarliśmy Rozmawialiśmy m.in. do rodzin z rodzinami nieżyjących pacjentów, a także lekarzy, pracowników lekarzami, pracownikami prosektoriów oraz przedstawicieli przedstawicielami zakładów pogrzebowych, którzy ujawniają kulisy tego skandalicznego procederu. Oto jak wyglądało królestwo koordynatora prosektorium Artura Habowskiego.
± Wszystko nielegalnie, z jawnym łamaniem prawa, wszystko do prywatnej kieszeni Artura Habowskiego. Dotarliśmy do informacji, Mamy informację, że tylko w ciągu dwóch miesięcy zeszłego roku w prosektorium Szpitala Południowego zostało ubranych ponad 80 ciał. Jeśli zgodził się przyjąć tę najniższą stawkę, to w tym okresie "zarobił" ponad 40 tys. zł tylko na tej "usłudze". A usług było więcej.
± Świadkowie, do których dotarliśmy, Świadkowie ujawniają kulisy tego procederu. Rozmawialiśmy z pracownikami prosektoriów i zakładów pogrzebowych, z rodzinami pacjentów zmarłych w Szpitalu Południowym, z lekarzami i dyrektorami szpitali, a także podjęliśmy próbę rozmowy z samym Arturem Habowskim.
± Kto robił te usługi? Pracownicy na zlecenie Artura Habowskiego. Nie mieli tego zapisanego w umowach ze szpitalem, ale kiedy pytali, na jakiej podstawie mają ubierać, malować, balsamować, słyszeli od swojego bezpośredniego zwierzchnika, że w umowie jest punkt dotyczący wykonywania poleceń przełożonego… Dotarliśmy do informacji dotyczących pensji podwładnych przełożonego…Wiemy, ile zarabiali podwładni koordynatora — z reguły ich dochody oscylowały wokół najniższej krajowej.
± Wiemy natomiast, że zakłady zamawiają u Habowskiego usługi, a które od 2021 r., czyli od momentu otwarcia Szpitala Południowego, mieli wykonywać kolejni jego podwładni. Często w pojedynkę. Kiedy zwłoki ważą 50 kg, to jeszcze jakoś można sobie poradzić, ale kiedy 120 czy więcej, to nawet silny mężczyzna może mieć z tym problem. Koordynator przy tym nie pomaga.
± Nie obowiązują jednak w warszawskim Szpitalu Południowym, placówce, która miała być medyczną wizytówką stolicy. Powód? Rządy nad ciałami zmarłych pacjentów zostały tam oddane w ręce Artura Habowskiego. Zgodę na to, według naszych ustaleń, wydała była dyrektor medyczna i ordynator oddziału zakaźnego Agata Kusz-Rynkun.
± — Tata zmarł w czwartek na intensywnej terapii jesienią zeszłego roku. Zadzwonili, powiedzieli, że karta do odbioru w prosektorium. Zdziwiłam się, bo kilka miesięcy wcześniej umarła mama. Też w szpitalu, tylko że w innym i tam kartę dostałam na oddziale od lekarza prowadzącego. A tu, że mamy iść do jakiegoś pana koordynatora. Firmę pogrzebową miałam już umówioną, tę samą, która zorganizowała pogrzeb mamie — słyszymy od jednej z bliskich zmarłego pacjenta w Południowym.
± Część informacji o tym, co działo się w prosektorium w szpitalu na ul. Pileckiego w Warszawie, we wtorek ujawnił także portal zero.pl.
− Habowski podpisał się także na kolejnej karcie, do której udało nam się dotrzeć.