Upał królowi latynoskiego popu niestraszny, czyli Ricky Martin w Krakowie [RELACJA]
± Pod koniec koncertu artysta "pożegnał" się z publicznością (stosując dobrze znaną stałym bywalcom koncertów taktykę artystów), gwiazd), jednak widzowie natychmiast zaczęli skandować jego imię i domagać się powrotu na scenę. Martin nie kazał długo czekać — gdy w głośnikach wreszcie zabrzmiało "Livin’ La Vida Loca", sala eksplodowała entuzjazmem. Nie było chyba ani jednej osoby, która siedziałaby wtedy na swoim miejscu. Na zakończenie wykonał jeszcze "The Cup of Life", a z sufitu posypały się białe konfetti, dopełniając niezapomnianą atmosferę wieczoru.