← wróć
Onet 1 obserwowana zmiana

Jurasz: byłem wstrząśnięty tym, co usłyszałem na SOR-ze w Szpitalu Południowym

Pokazujemy każdą zmianę, jaką zaobserwowaliśmy między kolejnymi zapisami — nie oceniamy.

zmiana treści zaobserwowano 03.07 13:10 · kopiuj link do tej zmiany

Jurasz: byłem wstrząśnięty tym, co usłyszałem na SOR-ze w Szpitalu Południowym

Lead

W listopadzie 2022 r. moja mama trafiła na słynny już w całej Polsce SOR w Szpitalu Południowym w Warszawie. To, czego byłem świadkiem, a w jeszcze większym stopniu to, co wówczas usłyszałem, do dzisiaj budzi moje w mnie przerażenie, oburzenie, ale też strach. Przede wszystkim jednak oczekiwanie, by moje państwo w końcu zaczęło działać, a nie tylko udawać, udawało, że istnieje.

Treść

± Przez 10 godzin czekaliśmy na przyjęcie przez lekarza. Gdy już dostaliśmy się do niego, mamie zlecono jedno badanie, po którym znów czekaliśmy kilka godzin na przyjęcie przez lekarza. Łącznie w Szpitalu Południowym spędziłem tego dnia z mamą 16 godzin, z czego na szpitalnym oddziale ratunkowym blisko 14.

± Lekarz, z którym rozmawiałem, rozpoznał mnie jako dziennikarza. Wyraźnie zaznaczyłem, że moje pytanie zadałem jako syn bardzo już starej i, proszę wybaczyć tutaj potoczność, ledwie żywej kobiety. Młody, bardzo miły lekarz powiedział mi, że w chwili, w której rozmawiamy, ma pod opieką dwóch pacjentów z zawałami i jedną pacjentkę z podejrzeniem udaru i jakkolwiek zdaje sobie sprawę, że moja mama może nie przeżyć wizyty na SOR, to jeśli zajmie się moją mamą, a nie wspomnianymi pacjentami, oni nie przeżyją na pewno.

± Gdy spytałem, dlaczego tylko on jeden pracuje na SOR-ze i czy w całym szpitalu nie ma innych lekarzy, którzy mogliby mu pomóc, lekarz odpowiedział, że w szpitalu szpitalu, owszem, na wielu oddziałach są inni lekarze. Co więcej, mają oni w umowach wpisany obowiązek "schodzenia z oddziałów na SOR", ale tego nie robią, "bo im się nie chce", a jako że są od niego ważniejsi, to nie jest w stanie ich do tego zmusić.

± Gdy opisałem powyższą historię na Facebooku, spotkałem się z bardzo brutalnym, furiackim wręcz furiackim atakiem utytułowanych i ustosunkowanych lekarzy, którzy w komentarzach pisali, że kłamię i nie mam pojęcia, o czym piszę. Nie brak było brakowało wyzwisk.

± Najczęściej stosowanym argumentem był ten, że lekarz z oddziału nie może pomagać na SOR, SOR-ze, gdyż narażałby życie pacjentów z oddziału. Jeden z lekarzy ze szpitalnego oddziału ratunkowego dał mi jednak swój numer telefonu. Zadzwoniłem i spytałem, czy może ten argument skomentować. Odparł, że jest on zwykłym kłamstwem. to zwykłe kłamstwo. Na oddziałach, owszem, mają miejsce zdarzają się nagłe zdarzenia. Tyle że droga z SOR-u na oddział zajmuje od jednej do dwóch minut, a życie pacjentów realnie narażają profesorowie, doktorzy habilitowani i doktorzy, nie wtedy, gdy schodzą na SOR, ale wtedy, kiedy tego nie robią.

± Poziom organizacyjnej niekompetencji, ale też moralnej zgnilizny, którą który zobaczyłem w Szpitalu Południowym, był taki, że to, co dziś publikuję, powinienem był opisać już cztery lata temu.