Paszynian wygrywa po raz trzeci. Prorosyjscy oligarchowie wracają do gry
± W rezultacie partia oligarchy Gagika Carukiana, Carukiana Kwitnąca Armenia, która należała do "trójgłowej partii wojny", jak Paszynian nazywał opozycję, nie weszła do parlamentu. Zabrakło jej niewiele głosów, ledwie około 50. To dobrze czy źle w tym rozkładzie?
± Myślę, że w USA nie trzeba tego jakoś specjalnie wyjaśniać, ale w Europie — owszem. Prawda jest taka, że gdyby ci ludzie nie mieli poparcia w Rosji, już dawno siedzieliby w więzieniach i nie mieliby prawa wpływać na politykę kraju w żaden sposób. W takiej sytuacji w Armenii mogłaby pojawić się normalna, demokratyczna opozycja — od prawa do lewa, być może nawet prorosyjska, choć pewnie nie tak zależna od Moskwy jak ta, z którą mamy do czynienia dzisiaj. Po rewolucji w 2018 r. oligarchiczne klany straciły u nas władzę polityczną, ale zachowały bardzo silne wpływy ekonomiczne. No i kieruje nimi Rosja. Przypomnę, że kiedy w 2019 r. posadzili Koczariana, to w dzień jego urodzin osobiście zadzwonił do niego Putin. Do więzienia. Potem, w 2020 r., kiedy wybuchła wojna o Karabach, wypuszczono go, a sprawa ucichła. I tak to u nas wygląda. Rosja mówi nam, że to jej ludzie i mamy ich nie ruszać. To samo przecież zrobił Putin na spotkaniu z Paszynianem 1 kwietnia. Wstawił się za Karapetianem, zaznaczając, że ten ma rosyjskie obywatelstwo, a siedzi w areszcie. Armenia jest zależna od Rosji, więc niestety nie posiada odpowiednich narzędzi by takich ludzi sprawiedliwie ukarać i potraktować zgodnie z prawem. Sprawy się u nas otwiera, potem wiszą latami i nikt z nimi nic nie robi. Pamiętajmy, że to bardzo bogaci ludzie, których stać na najlepszych prawników. Karapetian zatrudnił na przykład Roberta Amsterdama [amerykańsko-kanadyjski prawnik międzynarodowy, który specjalizuje się w sprawach o silnym tle politycznym. Reprezentował m.in. Michaiła Chodorkowskiego, Apostolski Kościół Ormiański czy rząd turecki przeciwko ruchowi Fethullaha Gülena — przyp. SB]. Mogą sobie na nich pozwolić. Zwykli ludzie, którzy chcieliby zaistnieć w armeńskiej polityce, nie mają z nimi najmniejszych szans. To nie jest konkurencja. Paszynian jest u władzy, więc ma zasoby i możliwości, by się z nimi mierzyć. Startuje z innej pozycji. Tyle że na koniec dnia i tak się okazuje, że mamy wybór pomiędzy aktualnym rządem a oligarchami.
± Nie wiem, ale wydaje mi się, że tak. Silna Armenia, jej czarny koń, dostała się do parlamentu, więc można powiedzieć, że wyszła z tego z twarzą. Te ich 40 procent proc. głosów może pozytywnie wpłynąć na nasze wzajemne relacje. Jest szansa, że zaczną się normalizować.
± A jak, Twoim twoim zdaniem, do wyników wyborów odnosi się Baku? Jest zadowolone z takiego rozkładu sił?
+ Karapetian zatrudnił na przykład Roberta Amsterdama [amerykańsko-kanadyjski prawnik międzynarodowy, który specjalizuje się w sprawach o silnym tle politycznym. Reprezentował m.in. Michaiła Chodorkowskiego, Apostolski Kościół Ormiański czy rząd turecki przeciwko ruchowi Fethullaha Gülena — przyp. SB]. Mogą sobie na nich pozwolić. Zwykli ludzie, którzy chcieliby zaistnieć w armeńskiej polityce, nie mają z nimi najmniejszych szans. To nie jest konkurencja. Paszynian jest u władzy, więc ma zasoby i możliwości, by się z nimi mierzyć. Startuje z innej pozycji. Tyle że na koniec dnia i tak się okazuje, że mamy wybór pomiędzy aktualnym rządem a oligarchami.
+ Przeczytaj wywiad z Ilgarem Velizade tutaj