Miałyśmy żyć jak Carrie Bradshaw. Jesteśmy przepracowane i spłacamy kredyty
± Angelika Warlikowska, urodzona w 1993 r. redaktorka mody, pamięta, że gdy w domu włączony był telewizor, najczęściej leciały programy stacji MTV. Największe wrażenie robiły na niej "Laguna Beach", "The Hills" i "The City", ukazujące na ekranie życie młodych, pięknych dziewczyn, pracujących w redakcjach mody. Zawsze świetnie ubrane, odbywały staże w "Teen Vogue", żyły w świecie, który wydawał się odległy, a jednocześnie całkowicie osiągalny. — Byłam przekonana, że tak właśnie będę pracować. Wydawało mi się, Miałam wrażenie, że nie istnieje żadna inna droga — wspomina.
± — Wejście do świata z programu MTV, który był dla nas zamknięty i odrealniony, było też może motorem do tego, by wieść życie w szybkim tempie. Każdy z tych seriali pokazywał przecież, że w życiu nie można się nudzić. Ono Nasza codzienność musi być bogate. bogata. Zarówno w doświadczenia, jak i materialnie — mówi Warlikowska. Popkultura przekonywała, że sukces zawodowy nie jest jednym z elementów życia. Jest jego najważniejszym celem.
± — Zaczęłam analizować swoją stabilność finansową. Gdzie jest czas na odpoczynek? Dlaczego tyle pracuję, a i tak nie mogę pojechać na porządny urlop? — mówi. — Byłam przekonana, że osiągnęłam wszystko, o czym marzyłam. Pracowałam w miejscu, do którego chciałam trafić. I właśnie dlatego tak długo nie widziałam problemu — dodaje. W końcu zaczęła odpowiedzialniej podchodzić do kwestii finansów. Odłożyła na wkład własny, kupiła wymarzone mieszkanie i zrezygnowała z pracy, którą zachodnia popkultura nauczyła ją traktować jak "pracę marzeń". — Najtrudniejsze nie było odejście, ale nauczenie się, kim jestem bez stanowiska. Kim jestem, jeśli nie dziewczyną z redakcji? — wspomina.Od wspomina. Od najmłodszych lat media przekonywały ją przecież, że praca i zawodowe sukcesy są jej tożsamością. — Bez terapii pewnie nie dałabym rady — podsumowuje.
± Karolina Naji śmieje się, że mimo 33 lat nadal czasem ma wrażenie, że jest "za młoda" na dziecko. — Do tej pory mam strach przed nastoletnią ciążą — śmieje się. To doświadczenie wydaje się charakterystyczne dla wielu kobiet z pokolenia milenialsów. Dorastały w kulturze, która najpierw kazała im najpierw zdobyć wykształcenie, zrobić karierę, zbudować niezależność finansową i znaleźć swoje miejsce w świecie. Dopiero później można było pomyśleć o rodzinie. W efekcie wiele z nich po trzydziestce odkrywa, że cele, które miały zapewnić poczucie bezpieczeństwa, nieustannie się oddalają. Kariera okazuje się bardziej wymagająca, niż obiecywała telewizja, a moment na założenie rodziny nigdy nie wydaje się wystarczająco dobry.