Ekspertka: NATO w Ankarze musi pokazać polityczną spójność. Trzeba wzmocnić odstraszanie Rosji
± Zmiana zaczęła się jeszcze przed prezydenturą Trumpa. USA stopniowo przesuwały swoje strategiczne priorytety w stronę Indo-Pacyfiku – wystarczy przypomnieć zwrot Baracka Obamy ku Azji i długofalową rywalizację z Chinami. Bardziej zrównoważony podział wydatków obronnych był postulatem kierowanym do Europejczyków od dawna, jeszcze zanim stał się jednym z głównych punktów obecnej agendy. Prezydent Trump nie wymyślił tego trendu. On go jedynie przyspieszył i wyraził znacznie ostrzej niż poprzednie administracje.
± W tym kontekście istotna staje się koncepcja NATO 3.0 Elbridge’a Colby’ego, zastępcy sekretarza obrony USA ds. politycznych. Zakłada ona, że NATO powinno przejść od relacji opartej na zależności do relacji partnerskiej. Według tej wizji – którą wspiera również sekretarz generalny NATO Mark Rutte – Europa przejęłaby główną odpowiedzialność za konwencjonalną obronę kontynentu, podczas gdy Stany Zjednoczone nadal zapewniałyby rozszerzone odstraszanie nuklearne, najbardziej zaawansowane zdolności wojskowe, wsparcie strategiczne i pozostałyby w pełni zaangażowane w artykuł 5.
± Czy Trump kiedykolwiek będzie zadowolony z europejskich wydatków obronnych? Nie znam odpowiedzi na to pytanie. Mam nadzieję, że tak. Tak jak Europa potrzebuje USA w NATO, tak Stany Zjednoczone potrzebują NATO – dla swojej wiarygodności jako aktora politycznego i militarnego oraz dla projekcji odstraszania nie tylko wobec Rosji, ale także w obszarze Indo-Pacyfiku.
± Oczywiście spory polityczne wewnątrz NATO nie są niczym nowym. W całej swojej historii – od kryzysu sueskiego, przez wojnę w Iraku, po debaty o podziale obciążeń – NATO często sprawiało wrażenie politycznie podzielonego, pozostając jednocześnie skutecznym militarnie. Różnica polega na tym, że dziś te dyskusje odbywają się w momencie, gdy Rosja aktywnie próbuje wykorzystać każdy dostrzeżony podział – poprzez presję militarną, działania hybrydowe i operacje manipulacji informacyjnej.
± Iana Maisuradze: Tak. Po pierwsze, przegląd strategii obronnej i obecności wojskowej trwa już od pewnego czasu. To nie jest coś, co zostało dopiero ogłoszone – ten temat był przedmiotem rozmów już w ubiegłym roku, a nawet wcześniej. To ciągły proces i w nadchodzących miesiącach zobaczymy, w jakim kierunku będzie zmierzał.
− Bardziej zrównoważony podział wydatków obronnych był postulatem kierowanym do Europejczyków od dawna, jeszcze zanim stał się jednym z głównych punktów obecnej agendy.
− Prezydent Trump nie wymyślił tego trendu. On go jedynie przyspieszył i wyraził znacznie ostrzej niż poprzednie administracje.
− Według tej wizji – którą wspiera również sekretarz generalny NATO Mark Rutte – Europa przejęłaby główną odpowiedzialność za konwencjonalną obronę kontynentu, podczas gdy Stany Zjednoczone nadal zapewniałyby rozszerzone odstraszanie nuklearne, najbardziej zaawansowane zdolności wojskowe, wsparcie strategiczne i pozostałyby w pełni zaangażowane w artykuł 5.
− Tak jak Europa potrzebuje USA w NATO, tak Stany Zjednoczone potrzebują NATO – dla swojej wiarygodności jako aktora politycznego i militarnego oraz dla projekcji odstraszania nie tylko wobec Rosji, ale także w obszarze Indo-Pacyfiku.
− Różnica polega na tym, że dziś te dyskusje odbywają się w momencie, gdy Rosja aktywnie próbuje wykorzystać każdy dostrzeżony podział – poprzez presję militarną, działania hybrydowe i operacje manipulacji informacyjnej.