Zaliczyłem podróż w czasie. W Polsce takich miejsc już nie ma. Niestety
± Jeden z mieszkających w Meksyku Polaków opowiadał mi, że na tutejszych imprezach nikogo nie dziwi widok emerytki tańczącej z 20-latkiem. I że często to starsza osoba wychodzi z inicjatywą. Żadnych Nie ma żadnych konwenansów.
− — Poczekaj, Alberto, zrobię tylko zdjęcie — rzucam do nowo poznanego Gwatemalczyka, a ten nie może się nadziwić. — U nas tego już właściwie nie ma — tłumaczę, ale nie zmienia to zbytnio jego oblicza. — Praktycznie każdy ma internet w domu. Nie musi chodzić do kafejki internetowej — kontynuuję, choć nie wygląda na to, żeby do mojego nowego znajomego to dotarło.
− Meksyk wydaje się też idealnym miejscem dla przedstawicieli pokolenia Y, którzy chcieliby wrócić do czasów młodości i potłuc w dżojstik. Wciąż funkcjonują tu miejsca, gdzie można zagrać np. w Mortal Kombat. Są to raczej obskurne pakamery, ale dla wielbicieli Sub-Zero, Scorpiona czy innej postaci z tej kultowej gry nie ma to większego znaczenia.
− W Meksyku wciąż funkcjonuje taka instytucja jak pucybut. Główna arteria tutejszej stolicy jest wręcz upstrzona przedstawicielami tego zawodu. Wystarczy usiąść na podwyższeniu i oddać się np. czytaniu gazety (kolejna odchodząca do lamusa czynność w Polsce) i po kilku chwilach można przeglądać się w swoich butach. Oczywiście o ile ma się skórzane. Zresztą innych pucybuci też nie przepuszczą. Jeden z nich chciał wyglancować mojemu koledze białe obuwie materiałowe.
− Meksyk to też kraj, gdzie do tej pory dobrze mają się też wszelkiej maści dancingi. I to bez podziału na kategorie wiekowe.
+ Kawiarenki internetowe, automaty z grami (np. Mortal Kombat) czy wszechobecni pucybuci – taki widok w stolicy Meksyku to żadne zaskoczenie. W tym mieście mają się też dobrze wszelkiej maści dancingi. I to bez podziału na kategorie wiekowe.