Trump dostał miliardy i znowu pokochał NATO. Ale na jak długo? Korespondencja z Ankary
± Ankara sprząta po szczycie NATO. Z ulic znikają rzędy specjalnie na ten cel wyprodukowanych niebieskich barierek z logiem Sojuszu. Z fasady hotelu Marriott znika gigantyczna flaga Stanów Zjednoczonych. W okolice pałacu prezydenckiego Beştepe, gdzie odbywał się szczyt, wraca normalny ruch, a mieszkańcy stolicy znów mogą korzystać z zamkniętej na czas szczytu stacji metra.
± Europejscy przywódcy wyjechali z Ankary z nietypowymi pamiątkami — – podarowanymi im przez prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdoğana rewolwerami z wygrawerowanymi nazwiskami i ostrą amunicją. Jak ujawnił „Wall Wall Street Journal”, Journal, każdy z obdarowanych otrzymał także specjalny dokument zwalniający broń z kontroli eksportowej.
± Pierwszego wieczoru przywódcy zostali po sułtańsku przyjęci na kolacji w pałacu przez Erdoğana i jego żonę. Z tego wieczoru media społecznościowe obiegł widok, jak prezydent Francji Emmanuel Macron chce na powitanie pocałować Emine Erdoğan w rękę, ale ta – nie zważając na konsternację prezydenta Francji – zabiera dłoń. rękę. Część komentatorów tłumaczyła to przestrzeganiem przez nią konserwatywnych zasad dotyczących kontaktu fizycznego między kobietami i mężczyznami. Część z lubością pisała o „upokorzeniu” Macrona.
± Imponująco wyglądała też organizacja szczytu z perspektywy dziennikarzy. Szczyt odbył się w gigantycznym i bardzo reprezentacyjnym kompleksie prezydenckim wybudowanym przez Erdoğana. Żeby wnętrza trzymały się kupy kolorystycznie, w wielu pomieszczeniach kompleksu wykładziny wymieniono na niebieskie.
± Choć granica między jednymi, jednymi a drugimi, drugimi może być bardzo płynna. Przekonałam się o tym, relacjonując w 2023 roku wybory prezydenckie w Turcji.
± Tuż przed szczytem doszło też do kolejnej fali zatrzymań dziennikarzy w Turcji. dziennikarzy. Według Komitetu Ochrony Dziennikarzy (CPJ) między 23 czerwca a 7 lipca tureckie służby zatrzymały co najmniej 11 przedstawicieli mediów. Część zatrzymań miała miejsce podczas szerokich operacji policyjnych prowadzonych przed szczytem NATO.
± To właśnie w takiej scenerii — – między pokazem perfekcyjnej organizacji i wielkiej dyplomacji a przypomnieniami o autorytarnym charakterze tureckiej władzy — – przywódcy 32 państw NATO spotkali się, by wysłać w świat przede wszystkim jeden komunikat: Sojusz pozostaje zjednoczony. Temat łamania praw człowieka w Turcji, czy — ku niezadowoleniu premiera Grecji Kyriakosa Mitsotakisa — nierozwiązanego sporu o wody terytorialne na Morzu Egejskim, nie został zaadresowany.
± W deklaracji przywódcy Przywódcy potwierdzają też „niezachwiane zaangażowanie na rzecz naszej zbiorowej obrony zgodnie z art. 5 Traktatu Waszyngtońskiego oraz na rzecz więzi transatlantyckiej”.
± Entuzjastycznie o szczycie wypowiedział się też Donald Trump. „Spędziliśmy tu wspaniały czas i myślę, że odnieśliśmy wielki sukces” – powiedział. Ale podczas konferencji zamykającej szczyt Trump nie zająknął się ani o obowiązywaniu artykułu 5, ani o „żelaznym przywiązaniu USA” do zasady kolektywnej obrony.
± Bez komentarza zostały też jego niejasne wypowiedzi dotyczące przyszłości amerykańskiej obecności wojskowej w Europie. Tuż przed szczytem, podczas spotkania z dziennikarzami, Trump znów zasugerował, że USA mogłyby wycofać swoje wojska z Europy.
± Gdy podczas konferencji zamykającej szczyt Trump mówił o „niesamowitej jedności”, która rzekomo panowała na sali, nie miał na myśli mówił o obowiązywaniu artykułu 5. Mówił o porozumieniu dotyczącym zwiększenia wydatków obronnych przez Europejczyków z 2 do 5 procent PKB. Zachwycał się tym, że jeszcze w zeszłym roku część sojuszników twierdziła, że „to się nie da”, a obecnie – według Trumpa – wszyscy są zachwyceni „historyczną zmianą”, która – żeby nie było wątpliwości: dzięki niemu – zachodzi w Sojuszu.
± Sekretarz Generalny Sojuszu Mark Rutte z zapałem podkreślał na konferencjach prasowych „efekt Trumpa” i „miliardy Trumpa”, chwaląc dynamiczny wzrost wydatków sojuszników na obronę i przypisując go „amerykańskiej presji”. obronę.
± Wiele mediów opisuje ten plan Marka Ruttego na szczyt jako „sprytny”. sprytny. Opierał się on bowiem na idei przemówienia do Trumpa jednym z dwóch języków, które ten rozumie najlepiej: językiem korzyści. To, obok języka Jeśli bowiem czegoś od Trumpa chcesz, a nie jesteś w stanie mówić językiem siły, język korzyści to jedyna droga do porozumienia z amerykańskim prezydentem. szansa na przyciągnięcie jego uwagi.
± Mimo to chwilowa emocja Trumpa wobec sojuszników poprawiła się na tyle, że podczas konferencji zamykającej szczyt określił ich nawet mianem „dobrych ludzi”. Nieco umniejszył też ciężar wcześniejszych oskarżeń o brak lojalności w sprawie Iranu. Pytany o tę kwestię, zamiast rzucanych wcześniej oskarżeń o nielojalność i brak wdzięczności, stwierdził, że „mieli po prostu zły moment”.
± Tylko on nie uległ żądaniom prezydenta USA, Trumpa, by zwiększyć wydatki obronne do 5 proc. w ciągu 10 lat. Uznał, że Hiszpania jest w stanie bez problemu wypełnić wszystkie, wszystkie wynikające z regionalnych planów obronnych zobowiązania względem Sojuszu przy wydatkach na poziomie 2 procent.
± Poza tym swoją polityką migracyjną uderza w sam rdzeń przekazu ideologicznego całego obozu MAGA: że śmiertelnym zagrożeniem dla naszej kultury i cywilizacji jest właśnie migracja. A co, jeśli się okaże, że rzekomo »zalana« setkami tysięcy migrantów Hiszpania po takim kroku się nie zawali, a może nawet odnotuje korzyści?
± Z jego po szczytowego wystąpienia wynika, że podejście do NATO ma – jak do wszystkiego – czysto transakcyjne. Aby był zainteresowany pozostaniem w Sojuszu, musi mieć poczucie, że mu się to opłaca. Czasem za to w przypływie dobrego humoru zaproponuje innym coś, co później może niekoniecznie uda się okazać obietnicą bez pokrycia. potem zrealizować.
± Wygląda więc na to, że na szczycie nie poruszono tematów trudnych: nie dowiedzieliśmy się niczego na temat planowanych zmian amerykańskiej obecności wojskowej w Europie, Europie ani nie usłyszeliśmy zapewnień, że ewentualne wycofywanie amerykańskich zdolności z kontynentu będzie robione w taki sposób, by nie sabotować europejskiego odstraszania.
± To, że deklaracja ze szczytu wspomina Rosję jako długoterminowe zagrożenie dla Sojuszu, także nie znalazło potwierdzenia w słowach Trumpa po szczycie. Administracja Trumpa zaakceptowała ten zapis w ramach szerszego kompromisu: Europa bierze na siebie większy ciężar finansowy, a USA podpisują się pod wspólną oceną zagrożeń.
± I bynajmniej nie chodzi o filar UE w NATO, ale szerzej: Europę, Wielką Brytanię, Turcję, Norwegię, Islandię oraz Kanadę. Europejczycy przyjechali na szczyt nie tylko z deklaracjami, ale też z konkretnymi pieniędzmi, zamówieniami i zdolnościami, a Trump zobaczył, to co chciał zobaczyć. zdolnościami.
± Deklaracja, art. 5, Rosja jako „długoterminowe zagrożenie”, wydatki i kontrakty wzmacniają wiarygodność odstraszania. Ale eksperci podkreślają, że prawdziwe odstraszanie zależy od tego, czy pieniądze szybko zamienią się w zdolności: produkcję, amunicję, obronę powietrzną, drony, logistykę, mobilność wojskową.
± Szczyt w Ankarze nie usunął jednak więc podstawowych niejasności towarzyszących relacjom transatlantyckim. Pokazał jednak kierunek: mniej europejskiego oglądania się i czekania na decyzje Waszyngtonu, więcej odpowiedzialności za to kierunek. własne bezpieczeństwo.
± Dla skuteczności odstraszania kluczowe jest nie tylko to, co przywódcy NATO zapiszą we wspólnej deklaracji, ale przede wszystkim to, czy Rosja uwierzy, że Sojusz ma zarówno wolę polityczną, jak i realne zdolności wojskowe, by bronić każdego centymetra swojego terytorium – mówiła w przedszczytowej rozmowie z OKO.press Iana Maisuradze, ekspertka z European Policy Centre. terytorium.
− Choć za milczenie podczas jego konferencji prasowych i przytakiwanie wszystkiemu, co amerykański prezydent mówi, spotkała go też szydera. Jeden z duńskich dziennikarzy po zakończeniu szczytu zapytał Marka Ruttego, czy ten, pomimo ciągłego potakiwania Trumpowi, także wówczas, gdy Trump mówi o aneksji Grenlandii, czy zapowiada nowe wojny handlowe, jest w stanie ocalić resztki poczucia szacunku do samego siebie. Rutte odpowiedział od rzeczy: że „docenia, gdy pochwały są zasłużone” i przekonywał, że Trumpowi należy oddać zasługi za to, że NATO jest dziś silniejsze.
− Produkcja Patriotów w Ukrainie? Zwiększenie amerykańskiej obecności wojskowej w Polsce? Czas pokaże, co z tego wyniknie.
− Tymczasem w reakcji na szczyt Kreml z kilkunastogodzinnym opóźnieniem zmienił narrację — pisze w OKO.press Agnieszka Jędrzejczyk. Początkowo rosyjska propaganda bagatelizowała ustalenia z Ankary i kpiła z Ukrainy. Nowe wytyczne przyszły 9 lipca rano. Brzmiały: „NATO to wróg”, a Trump „się myli”.
− „Sam akt ogłoszenia kogoś przeciwnikiem jest w istocie aktem agresji” – mówił rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow, odnosząc się do deklaracji przywódców NATO, w której Rosję nazwano długoterminowym zagrożeniem dla bezpieczeństwa euroatlantyckiego.
− Pieskow przekonywał, że nie jest to dla Moskwy zaskoczenie, bo — według Kremla — NATO od początku było „instrumentem stworzonym do konfrontacji” z Rosją. W odpowiedzi na zapowiedzi wzmacniania zdolności obronnych Sojuszu i zwiększania wydatków wojskowych państw europejskich stwierdził, że Rosja musi „być silna, pewna siebie i kontynuować swoją konsekwentną politykę”.
− Na zapowiedź przekazania Ukrainie licencji na produkcję rakiet do systemu Patriot rosyjska propaganda najpierw reagowała kpinami. „Nie dali rakiet, kazali samemu sobie produkować” – relacjonuje Jędrzejczyk. Następnego dnia Pieskow zapewniał już jednak, że rosyjskie władze „wiedzą dokładnie, co robić”, aby chronić swoje interesy.
− Moskwa musiała też przyznać, że zmienia się podejście USA. Pieskow mówił o „pewnych błędnych przekonaniach” administracji Trumpa, że presja militarna może ułatwić zakończenie wojny. Jednocześnie Kreml nadal podkreśla, że liczy na „konstruktywny dialog” Putina z Trumpem.
− Ostatecznie więc najważniejszym testem po szczycie w Ankarze będzie to, jak długo potrwa dobry humor Donalda Trumpa oraz czy Moskwa uzna, że za deklaracjami jedności stoją realna siła i gotowość do jej użycia. Europejskie wywiady wciąż ostrzegają przed możliwą eskalacją agresywnych działań bezpośrednio wobec państw NATO jeszcze tego lata.
+ „Atak na jednego z nas jest atakiem na wszystkich” – czytamy.
+ Tymczasem Kreml nie odniósł się jeszcze do ustaleń szczytu.