O patologii w Szpitalu Południowym wiedziało kierownictwo. "Robiła wielkie oczy"
— Przyjęli nas pani doktor Agata Kusz-Rynkun i pan doktor patomorfolog w takiej jakby sali konferencyjnej. Bratowa wyjęła kartkę, na której notowała propozycje pana z prosektorium, a ja mówiłam, czego doświadczyłam. Pani doktor była zdziwiona, robiła wielkie oczy tak, jakby słyszała o tym pierwszy raz — mówi Onetowi Małgorzata Niziołek, pani Małgorzata, która o patologiach w prosektorium Szpitala Południowego informowała samo kierownictwo placówki już wiosną zeszłego roku.
± "W marcu ubiegłego roku na SOR-ze zmarła moja mama. Nie mam zastrzeżeń do pracy tego oddziału, ale najgorsze czekało na mnie i moją bratową w prosektorium. Całkowicie potwierdzam to, co opisali państwo w artykule. Nie mogąc pogodzić się z tym faktem, napisałam mail do sekretariatu szpitala z prośbą o kontakt z dyrekcją. Bardzo szybko odezwał się do mnie dział prawny szpitala i zaproponował spotkanie. W kwietniu 2025 r. byłam razem z bratową na spotkaniu z p. dyrektor i kierownikiem oddziału patomorfologii, gdzie przedstawiłyśmy swoje zastrzeżenia. Dyrekcja nie może mówić, że o niczym nie wiedziała. Pozdrawiam. Małgorzata Niziołek" Pozdrawiam."
± Poprosiliśmy, żeby autorka opowiedziała nam, czego doświadczyła w prosektorium Szpitala Południowego. Zgodziła się na upublicznienie swojego imienia Jej imię i nazwiska. nazwisko jest znane redakcji.