Walczył o życie w szpitalu. Pacjent za parking zapłacił fortunę
± "Szpitalny parking nie posiada żadnego limitu dobowego dla pacjentów w stanie zagrożenia życia, a cennik przy wjeździe jest celowo odwrócony tyłem/bokiem do kierowców. Gdy o godzinie 9.12 rano po ludzku wyjaśniłem operatorowi, że dopiero co opuściłem reanimację kardiologiczną, nie mam w tej chwili takiej kwoty na karcie, karcie i poprosiłem o wystawienie faktury/wezwania z odroczonym terminem, abym mógł pojechać do domu i przyjąć ratujące życie leki - szpitalny parking wziął mnie i mój samochód jako zakładników" - opisuje oburzony mężczyzna.
± Pacjent dodaje, że przez kolejne godziny stał przed szlabanem i wielokrotnie kontaktował się przez interkom z operatorem parkingu. "W odpowiedzi spotkałem się z potwornym chamstwem - kobieta po drugiej stronie krzyknęła mi bezczelnie: 'to 'To pożycz pieniądze od znajomych! znajomych'. I się rozłączyła" - pisze.