Łukasz Żak skazany za wypadek na Trasie Łazienkowskiej. Sąd nie miał litości
± Jednym z najważniejszych dowodów w trwającej sprawie była opinia biegłych. Wynikało z niej, że kierowca Volkswagena był pod wpływem alkoholu, a w chwili wypadku trzymał w ręku telefon komórkowy, którym nagrywał przejazd. Eksperci oszacowali prędkość samochodu na około 226 km/h, mimo że na tym odcinku obowiązuje ograniczenie do 80 km/h. Po wypadku oskarżony uciekł z miejsca zdarzenia, a następnie został zatrzymany w niemieckiej Lubece na podstawie europejskiego nakazu aresztowania.
− Po wypadku oskarżony uciekł z miejsca zdarzenia, a następnie został zatrzymany w niemieckiej Lubece na podstawie europejskiego nakazu aresztowania.
− Oskarżyciele podkreślali, że w ich ocenie w sprawie nie występowały okoliczności łagodzące. Przypomnieli, że Łukasz Żak był wcześniej wielokrotnie skazywany m.in. za przestępstwa narkotykowe, prowadzenie pojazdów pod wpływem alkoholu oraz łamanie sądowego zakazu prowadzenia pojazdów.
− Prokuratura zwracała również uwagę na zachowanie oskarżonego po wypadku oraz po zatrzymaniu w Niemczech. Według śledczych nie interesował się losem poszkodowanych, a już po osadzeniu miał kontaktować się z osobami związanymi ze sprawą, kierować groźby i podejmować próby wpływania na świadków.
+ Wkrótce po ogłoszeniu wyroku w sprawie Łukasza Żaka, jego obrończyni - Mecenas Izabela Ławińska - zapowiedziała apelację. Jej zdaniem wyrok 20 lat więzienia jest bardzo surowy, choć jak oceniła, jej klient przyjął go z pokorą. Zwróciła uwagę, że jej klient sam zgłosił się na policję, co jest okolicznością łagodzącą. Jednocześnie podkreśliła, że Żak został "wytypowany" przez media.