Treść
± Wcześniej niejednokrotnie podnoszono, że zarówno sam Łukasz Żak, jak i jego koledzy, którzy również zasiedli na ławie oskarżonych - podczas rozpraw m.in. uśmiechali się do siebie, gestykulowali czy szeptali. Również wdowa po 37-latku, który zginął w wypadku podkreślała, że miała wrażenie że oskarżeni na rozprawy "przychodzili jak na spotkanie towarzyskie", wymieniając wśród ich zachowań uśmiechy, przybijanie sobie piątek, żarty czy strojenie min.
± Współoskarżeni w procesie Łukasza Żaka zostali w czwartek skazani przez warszawski sąd rejonowy za pomoc w próbie uniknięcia przez sprawcę wypadku odpowiedzialności karnej. Otrzymali wyroki od 5 do 2 do 5 lat więzienia. Muszą też zapłacić zadośćuczynienie rodzinie ofiary wypadku.
+ W ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia Maciej Mitera podkreślił, że do wypadku doprowadziło działanie z premedytacją Żaka. - Co trzeba mieć w głowie, żeby rozpędzić (Volkswagena - red.) Arteona - to "mały czołg", do 200 km na godzinę? Wtedy nie ma szans na reakcję, nikt nie miałby szans z tym Arteonem - powiedział sędzia.
+ Zaznaczył, że Żak zrobił to z premedytacją. - Nagrywał to. Chciał pan komuś zaimponować? Przecież to groziło katastrofą. To groziło katastrofą i tak się skończyło. Panie Żak, powiem tak, może na wyrok nie, ale na tę karę pracował pan sobie tutaj latami. To jest wypadkowa pana całej działalności - dodał.
+ - Uważam, że tylko ta kara zabezpieczy społeczeństwo przed takimi kierowcami, jak pan - podkreślił sędzia Mitera. Dodał raz jeszcze: - Tym wyrokiem chronię społeczeństwo przed panem.
+ Odniósł się też do zachowania skazanego podczas kolejnych rozpraw. - Obserwowałem pana podczas procesu (...) - zero refleksji - podkreślił sędzia Mitera.