Treść
± Jak przekazała prokuratura w komunikacie, śledztwo zostało wszczęte w związku z informacjami ujawnionymi przez portal Onet. Wynika z nich, że na terenie jednego z najważniejszych szpitali w Polsce bliscy zmarłych pacjentów od lat są nagabywani, by skorzystali z usług prywatnego zakładu pogrzebowego. pogrzebowego "Nadzieja".
+ Aleksandra Czurczak, Dagmara Pakuła
+ Publikacja opisywała sytuacje, w których rodziny osób zmarłych w szpitalach Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego miały otrzymywać propozycje organizacji pogrzebu właśnie przez wskazany zakład.
+ Jak podaje Onet, przez dwa tygodnie zebrano materiały obejmujące m.in. dokumenty, relacje byłych pracowników placówki, rodzin zmarłych pacjentów oraz przedstawicieli innych firm z branży pogrzebowej. Z ich relacji wynikało, że zakład "Nadzieja" miał prowadzić działalność na terenie szpitala, co - według rozmówców - mogło naruszać obowiązujące przepisy.
+ Jedna z opisanych sytuacji dotyczyła mężczyzny, który pojawił się w prosektorium, aby zidentyfikować ciało zmarłego ojca. Jak relacjonował, osoba pokazująca ciało miała przy okazji zaproponować pomoc w organizacji całego pogrzebu.
+ Podobne relacje miały przedstawiać także inne rodziny. Jedna z osób bliskich zmarłego przekazała, że pracownica prosektorium miała sugerować wybór konkretnego zakładu, argumentując, że w takim przypadku rodzina nie poniesie kosztów związanych z przechowywaniem ciała w chłodni.
+ W sprawie opisywanej przez Onet, głos zabrali także byli pracownicy szpitala oraz osoby związane z branżą pogrzebową. Jedna z byłych pracownic placówki przy Banacha twierdziła, że rodziny osób zmarłych miały znajdować się pod szczególną presją.
+ - Nie rozumiałam, dlaczego w naszych szpitalach tak się dręczy bliskich zmarłych pacjentów - relacjonowała. Dodała także, iż otrzymywała "telefony z pretensjami od pani z chłodni, że nie przysyłam do niej rodzin".
+ Przedstawiciel branży pogrzebowej przekazał natomiast, że przy prosektorium miało funkcjonować biuro konkretnego zakładu, w którym znajdowały się przygotowane wcześniej dokumenty.
+ - Przy prosektorium normalnie funkcjonowało biuro zakładu pogrzebowego. Były w nim już gotowe formularze umów. Pracownik widział człowieka w rozpaczy i miał za zadanie namówić go na podpisanie umowy jeszcze w szpitalu - mówił.
+ Według właściciela innego domu pogrzebowego sytuacja w placówce wymaga wyjaśnienia przez organy ścigania.
+ - Tym, co się dzieje w szpitalu na Banacha, powinien zainteresować się prokurator. Jak to możliwe, że szpital oddaje prywatnemu zakładowi pogrzebowemu prowadzenie chłodni? Taki zakład ściąga później ciała do siebie, a to jest zabronione prawnie - stwierdził.