±Jak przekazała prokuratura w komunikacie, śledztwo zostało wszczęte w związku z informacjami ujawnionymi przez portal Onet. Wynika z nich, że na terenie warszawskiego szpitala przy Banacha - jednego z najważniejszych szpitali w Polsce - bliscy zmarłych pacjentów od lat są nagabywani, by skorzystali z usług prywatnego zakładu pogrzebowego "Nadzieja".
Oś zmian · kiedy zmieniano i gdzie artykuł był wtedy na stronie głównej
Zmiany · 5 zapisów ze zmianami, najnowsze u góry
usunięte słowa
dodane słowa
± akapit zmieniony
+ akapit dopisany
− akapit usunięty
- Treść
- Treść
±- Nie rozumiałam, dlaczego w naszych szpitalach tak się dręczy bliskich zmarłych pacjentów - relacjonowała. Dodała także, iż otrzymywała "telefony z pretensjami od pani z chłodni, że nie przysyłam do niej rodzin".
- Treść
±- Nie rozumiałam, dlaczego w naszych szpitalach tak się dręczy bliskich zmarłych pacjentów - relacjonowała.
Dodała także, iż otrzymywała "telefony z pretensjami od pani z chłodni, że nie przysyłam do niej rodzin". - Treść
±Jak przekazała prokuratura w komunikacie, śledztwo zostało wszczęte w związku z informacjami ujawnionymi przez portal Onet. Wynika z nich, że na terenie jednego z najważniejszych szpitali w Polsce bliscy zmarłych pacjentów od lat są nagabywani, by skorzystali z usług prywatnego zakładu
pogrzebowego.pogrzebowego "Nadzieja".+Aleksandra Czurczak, Dagmara Pakuła
+Publikacja opisywała sytuacje, w których rodziny osób zmarłych w szpitalach Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego miały otrzymywać propozycje organizacji pogrzebu właśnie przez wskazany zakład.
+Jak podaje Onet, przez dwa tygodnie zebrano materiały obejmujące m.in. dokumenty, relacje byłych pracowników placówki, rodzin zmarłych pacjentów oraz przedstawicieli innych firm z branży pogrzebowej. Z ich relacji wynikało, że zakład "Nadzieja" miał prowadzić działalność na terenie szpitala, co - według rozmówców - mogło naruszać obowiązujące przepisy.
+Jedna z opisanych sytuacji dotyczyła mężczyzny, który pojawił się w prosektorium, aby zidentyfikować ciało zmarłego ojca. Jak relacjonował, osoba pokazująca ciało miała przy okazji zaproponować pomoc w organizacji całego pogrzebu.
+Podobne relacje miały przedstawiać także inne rodziny. Jedna z osób bliskich zmarłego przekazała, że pracownica prosektorium miała sugerować wybór konkretnego zakładu, argumentując, że w takim przypadku rodzina nie poniesie kosztów związanych z przechowywaniem ciała w chłodni.
+W sprawie opisywanej przez Onet, głos zabrali także byli pracownicy szpitala oraz osoby związane z branżą pogrzebową. Jedna z byłych pracownic placówki przy Banacha twierdziła, że rodziny osób zmarłych miały znajdować się pod szczególną presją.
+- Nie rozumiałam, dlaczego w naszych szpitalach tak się dręczy bliskich zmarłych pacjentów - relacjonowała. Dodała także, iż otrzymywała "telefony z pretensjami od pani z chłodni, że nie przysyłam do niej rodzin".
+Przedstawiciel branży pogrzebowej przekazał natomiast, że przy prosektorium miało funkcjonować biuro konkretnego zakładu, w którym znajdowały się przygotowane wcześniej dokumenty.
+- Przy prosektorium normalnie funkcjonowało biuro zakładu pogrzebowego. Były w nim już gotowe formularze umów. Pracownik widział człowieka w rozpaczy i miał za zadanie namówić go na podpisanie umowy jeszcze w szpitalu - mówił.
+Według właściciela innego domu pogrzebowego sytuacja w placówce wymaga wyjaśnienia przez organy ścigania.
+- Tym, co się dzieje w szpitalu na Banacha, powinien zainteresować się prokurator. Jak to możliwe, że szpital oddaje prywatnemu zakładowi pogrzebowemu prowadzenie chłodni? Taki zakład ściąga później ciała do siebie, a to jest zabronione prawnie - stwierdził.
- Treść
±Prokuratura Rejonowa Warszawa-Ochota w Warszawie wszczęła śledztwo w sprawie przyjęcia korzyści majątkowych przez osoby pełniące funkcje publiczne zatrudnione w UCK WUM w związku z ich pełnieniem. Chodzi o nagabywanie bliskich zmarłych pacjentów na korzystanie z usług prywatnego zakładu
pogrzebowego.pogrzebowego - co opisał w piątek Onet.