← wróć
Interia 3 obserwowane zmiany

Nowe doniesienia ws. Piesiewicza i Zondacrypto. Członek PKOl ujawnia prawdę

Pokazujemy każdą zmianę, jaką zaobserwowaliśmy między kolejnymi zapisami.

Część szerszego pokrycia
Areszt Radosława Piesiewicza
zobacz pełne wydarzenie →
akapit zmieniony zaobserwowano 01.09 15:50 · kopiuj link do tej zmiany

Nowe doniesienia ws. Piesiewicza i Zondacrypto. Członek PKOl ujawnia prawdę

Treść

± - Na dywaniku nie byłem. Raz zostałem zaproszony na spotkanie, na które z racji szacunku do funkcji, którą pełnił prezes Piesiewicz, się stawiłem. Na jego nieszczęście ja dosyć dużo wiedziałem. W związku z tym odnośnie tego, co mi przedstawiał, ja wiedziałem, że w wielu kwestiach mija się z prawdą. Miałem możliwość zweryfikowania coś wcześniej lub nawet po tej rozmowie. To tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że można pięknie opowiadać z uśmiechem na twarzy. Bo rzeczywiście, prezes Piesiewicz potrafił barwnie opowiadać i opisywać, w jakiej jesteśmy pięknej krainie miodem i mlekiem płynącą. płynącej. Natomiast jeżeli ktoś zadał sobie trochę trudu albo potrafił łączyć kropki, to wiedział, że daleko i w wielu miejscach mija się z prawdą.

± - Wiem, że wielokrotnie w różnych rozmowach prywatnych mnie krytykował, bo mamy też wspólnych znajomych. Więc dochodziło do mnie, co na temat mojej osoby sądził. Zresztą postawa prezesa Piesiewicza w sytuacjach, kiedy się spotykaliśmy, czy to było na poziomie zarządu, czy walnego zgromadzenia, czy w innych miejsc, postawa prezesa Piesiewicza miejscach, była jednoznaczna. Tu nawet nie mam żalu, dlatego że mógł mieć poczucie, że wypowiadam się o jego osobie dosyć stanowczo. Ja w dalszym ciągu podtrzymuję to, co mówiłem. Być może prezes Piesiewicz miał poczucie, że niestety dla niego w wielu miejscach trafiam dokładnie w punkt, więc nie było mu to na rękę. Powodowało to, że pewne zobowiązania PKOl-u wobec Polskiego Związku Judo były nierealizowane i w momencie, kiedy informowałem o tym prezesa, on mówił, że nic o tym nie słyszał. Oczywiście na maile też nie mamy odpowiedzi, więc jego działanie było dosyć oczywiste w stosunku do mojej osoby, czy w tym wypadku do mojej dyscypliny. Moją rolą jest dbać o wizerunek całego sportu, oczywiście głównie judo, bo do tego zostałem powołany i tę dyscyplinę kocham. Dlatego nie mogę dawać przyzwolenia na wszystkie rzeczy, które działy się w Polskim Komitecie Olimpijskim, ani układać się z prezesem Piesiewiczem tylko po to, żeby moja dyscyplina miała lepiej, gdy miałbym świadomość, że jest to delikatnie mówiąc nieuczciwe w stosunku do innych rodaków.

± - Chyba to, że w żadnym momencie prezes Piesiewicz nie miał refleksji, w której właściwie za cokolwiek by chciał przeprosić lub chociaż na momentach się zatrzymać i powiedzieć: "tu mieliście rację, tu mieliście rację, to zrobiłem źle". Nie mówię już o tym, żeby patrząc na wszystko, co się wydarzyło, miał na tyle honoru i uczciwości w sobie, aby zrezygnować z funkcji prezesa Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Jednak właśnie to, że do samego końca jest taki konsekwentny w swoim kłamstwie. Nawet jeżeli Jeżeli spojrzymy na jego ostatnie wypowiedzi, już nawet w momencie zatrzymania, to w dalszym ciągu szedł w zaparte. Przedstawiał, że ten słynny zegarek kupił, jednego dnia za euro, kolejnego dnia za franki. Wielokrotnie mówił, że jest poszkodowanym i stracił chyba 200 tysięcy euro, tymczasem miał dostać informację i te środki odzyskać. W moim odczuciu to nie tylko osoba arogancka, co pokazało choćby jego zachowanie podczas walnego, gdy na sali siedzieli naprawdę wybitni sportowcy, medaliści olimpijscy, mistrzowie olimpijscy. I prezes nie znalazł nawet kilku minut, żeby z nami porozmawiać, odpowiedzieć na pytania, pomimo tego, że był wzywany. Z uśmiechem na twarzy odmawiał rozmowy, kiedy ludzie często jechali przez właściwie całą Polskę, żeby się z nim spotkać. A on nawet nie miał ochoty rozmawiać z tymi osobami. Cynizm, arogancja, buta... Wiem, że to są bardzo mocne słowa, ale one pokazują, że prezes Piesiewicz był osobą, która do końca nie miała w sobie żadnych refleksji. Bez względu na to, co by się działo i jak wiele szkody by wyrządził sportowcom oraz samej instytucji. Nie było w nim żadnej refleksji w stosunku do własnej osoby i do swoich decyzji, które miały miejsce w przeszłości. Naprawdę ciężko jest znaleźć drugą osobę, która postępuje w sposób równie bezwzględny, jak robi to prezes Piesiewicz. Jeśli pan pozwoli, chciałbym dodać jeszcze jedną rzecz, by ona wybrzmiała.

± - Należy zwrócić uwagę, że pomimo tych wszystkich błędów, które popełnił prezes Piesiewicz i jego postawy, która wielokrotnie pokazywała, że jest skoncentrowany tylko na sobie, a nie liczy się z nikim i niczym, nasze działanie było zawsze ukierunkowane na zgodność z prawem i statut Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Pomimo naszych skrajnych wizji, my nigdy nie dopuszczaliśmy ani prowokacji, ani donosów, ani działania na szkodę osoby prezesa Piesiewicza. Proszę mi wierzyć, naprawdę nikt z nas nie ma satysfakcji z tego, że prezes Piesiewicz w tej chwili to przychodzi. przechodzi. Wszystko, co w tej chwili teraz się dzieje, jest efektem jego własnych decyzji, które zresztą podejmował często jednoosobowo. I z tym musi się zmierzyć, musi stanąć przed sądem i bronić ewentualnie swojej niewinności, a wcześniej przekonywać prokuraturę, że ta się myli. Chcę podkreślić, że nasze działanie nigdy nie było skierowane wobec osoby. My po prostu chcieliśmy, żeby PKOl miał prezesa, na którego zasługuje, który będzie działał dla dyscyplin i jest to trudna sytuacja dla Polskiego Komitetu Olimpijskiego, której nigdy byśmy sobie nie wyobrazili.

akapit zmieniony zaobserwowano 01.09 15:40 · kopiuj link do tej zmiany

Nowe doniesienia ws. Piesiewicza i Zondacrypto. Członek PKOl ujawnia prawdę

Treść

± Krzysztof Wiłkomirski: - To nawet nie jest w kategoriach, czy respektujemy, dlatego że my staramy się funkcjonować zgodnie ze statutem i zgodnie z prawem. I ten nasz statut, w odróżnieniu od tego, co robił prezes Piesiewicz, szanować. Zgodnie właśnie z tym artykułem 50, prezes miał do tego prawo. Jedyne, co mnie wczoraj trochę zastanawiało, tyczy się tego, dlaczego pan wiceprezes Nowicki tę informację przez kilka dni ukrywał. Taka informacja powinna Powinna trafić przynajmniej do członków zarządu natychmiast po tym, kiedy było wiadomo, że prezes Piesiewicz został na kilka miesięcy aresztowany. Więc nie rozumiem, z czego wynikała ta zwłoka przez kilka dni, kiedy wiadomo było, że w tej chwili całe środowisko i cały zarząd zastanawia się, w jak najlepszy sposób dla Polskiego Komitetu Olimpijskiego funkcjonować. Dlatego jak najbardziej to szanuję.

± - Wiem, że jest taka opinia, iż to jest trochę inna sytuacja niż ta, która jest zapisana w statucie. Dlatego w mojej opinii przede wszystkim najważniejsze by było w tej chwili nie tylko zwołanie posiedzenia prezydium, jak zdecydował pan Nowicki, ale przede wszystkim zwołanie zarządu. To jest ciało, które w tej chwili powinno najbardziej debatować i szukać optymalnych rozwiązań, bo jest władne podejmować ważne decyzje.

± - Ja szczerze mówiąc uważam, że zwołanie zarządu powinno się odbyć jak najszybciej. I powinno być oczywiście nie jutro, bo część ludzi musi mieć możliwość przygotowania się, a być może odwołania swoich obowiązków po to, żeby uczestniczyć w takim posiedzeniu zarządu. Natomiast myślę, że przyszły tydzień to jest ten czas, w którym powinno się to odbyć. Mam taką nadzieję, że wiceprezes Nowicki właśnie doprowadzi przede wszystkim do posiedzenia zarządu, a nie tylko do zebrania prezydium.

± Wiceprezes Nowicki, czyli osoba, co do której ma pan zaufanie i takie poczucie, że będzie powierzoną funkcję sprawowała sprawował dla dobra wspólnego PKOl-u, czy jest pan pełen obaw?

± Najświeższe ustalenie, o których pan mówi, są wynikiem reporterskiej pracy dziennikarzy WP Wiadomości. I faktycznie włos się jeży się na głowie, według tego medium sprzedane zostały wizerunki i głosy olimpijczyków dla giełdy, a także byłych olimpijczyków od Londynu 2012 roku.

± - Przede wszystkim kuriozalny jest ten zapis na sam koniec, że całą odpowiedzialność za ewentualne nieprawidłowości, roszczenia i odszkodowania ponosi Polski Komitet Olimpijski. Nie mieści mi się w głowie, jak ktoś mógł coś takiego wymyślić, już nie mówiąc, że ktoś mógł coś takiego podpisać. podpisał. Sportowcy nie mieli w ogóle prawa głosu, z automatu zostali zaprzęgnięcie do całej tej machiny. Więc, teoretycznie, gdyby dany sportowiec miał roszczenia finansowe w kwestii odszkodowania, to przecież mówilibyśmy o horrendalnych. horrendalnych kwotach. Wyobraźmy sobie dla przykładu kilkukrotnego złotego medalistę olimpijskiego Kamila Stocha, przecież odszkodowanie dla niego mogłoby opiewać na kilka milionów. I w myśl tej umowy całe takie zobowiązania miałby wziąć na siebie Polski Komitet Olimpijski. Przecież to jest chore. Idźmy dalej, nietrudno sobie wyobrazić zbiorowy pozew wielu mistrzów i medalistów olimpijskich, którzy na przykład niegodnie zostaliby wykorzystani w reklamach. To mogłoby narazić PKOl na straty rzędu kilkudziesięciu milionów złotych! Prezes lekką ręką podpisał umowę, która mogła mieć dewastujące skutki dla komitetu.

± - Jednak przede wszystkim moment, w którym prezes Piesiewicz był wybierany, to czas, gdy ja jeszcze nie byłem prezesem Polskiego Związku Judo. W związku z tym nie podejmowałem tej decyzji, nie byłem na kongresie i, mówiąc brutalnie, nie przyłożyłem ręki do wyboru tego prezesa. Polityka w sporcie była, jest i będzie. Nie jest to dobre, ale tak jest i nie możemy zaklinać rzeczywistości, ale nigdy w przeszłości prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego nie był aż tak mocno wybrany politycznie i nie były aż tak duże naciski. Taka rzeczywistość, kiedy ktoś jest mocno powiązany z polityką i zostaje na jakieś stanowisko wepchnięty, w sytuacji zmiany partii rządzącej będzie budziło budziła z dużą dozą prawdopodobieństwa kolejne konflikty i napięcia. Potrzebujemy prezesa działającego dla dobra sportu i dobra Polskiego Komitetu Olimpijskiego, a nie dla prywatnych korzyści czy budowania swojego wizerunku. Być może taka osoba byłaby zaakceptowana przez wszystkie strony. Ale na pewno już nie ktoś taki, jak Radosław Piesiewicz, który od początku był ukierunkowany na siebie i promowanie siebie. Jak wiemy, ambicje miał bardzo duże i w tym wypadku wiadomo było, że będzie to powodowało kolejne zgrzyty. Zresztą też te wszystkie konflikty z ministrami sportu... Rozumiem pierwszy konflikt, natomiast minister sportu się zmienił i nagle się okazało, że tu także jest zupełnie nie na rękę. I co by się nie działo, to wszyscy są źli, tylko prezes Piesiewicz jest dobry, a sam uważa, że wszyscy robią mu na złość. Przy czym jednocześnie nawet nie rozmawia z członkami zarządu i ukrywa wszystkie istotne kwestie, podejmując sobie decyzje jednoosobowo, jakby to była jego prywatna firma.

± - Szczerze mówiąc bardziej widzę innego kandydata. I chciałbym wierzyć, że są osoby, które będą bardziej skoncentrowane dla sportu niż dla własnych korzyści. A takich ludzi niestety - w mojej ocenie, choć bez nazwisk - jest niestety stosunkowo bardzo dużo. Niestety też musimy być bardzo uważni, wybierając kolejnego prezesa, żebyśmy sobie nie powtórzyli sytuacji do tej, która miała miejsce albo podobnej. To musi być naprawdę bardzo wyważony i rozsądny wybór, aby przyszły prezes potrafił scalić środowisko, a nie pogłębiać ten głęboki konflikt. Polski Komitet Olimpijski jest w bardzo trudnym położeniu i w bardzo trudnej sytuacji, więc tak istotna jest osoba następnego prezesa.

± - Tak, ale chciałbym odpowiedzieć w taki sposób, by wszyscy dobrze odczytali moje słowa, bo to bardzo delikatny temat. Rzeczywiście jakby same związki sportowe, a często też środowiska sportowe, są trudne. I mówię to z pełną odpowiedzialnością, bez względu na to, czy to jest moja dyscyplina sportu, czy każda inna. Ludzie czasami mają duży problem z tym, żeby naprawdę działać na rzecz dyscypliny, bo często niestety koncentrują się głównie na sobie, co powoduje różnego typu napięcia i konflikty. Tak jest również w mojej dyscyplinie i niestety, jak myślę, w większości dyscyplin. Czy to jest rak sportu? Takie słowo na dziś jest trochę przesadzone, niemniej problemów wewnątrz przeróżnych związków jest bardzo dużo. Zaryzykuję stwierdzenie, że właśnie pewnie właściwie pewne problemy są we wszystkich związkach sportowych. Mniejsze, większe, niektóre wychodzą na światło dzienne, a o innych wie tylko wąskie grono osób.

± - Niestety ma to miejsce właściwie wszędzie i na pewno nie jest to dobre dla sportu. Ja też z tym codziennie się mierzę i jest to ta część, która niestety zabiera bardzo dużo energii, bardzo dużo czasu. To niepowetowany, zmarnowany czas, bo zamiast tworzyć coś nowego, boksujemy się z sytuacjami, które nigdy nie powinny mieć miejsca. Podobne sytuacje mają miejsce też w strukturach międzynarodowych, może niestety jest to ludzkie, ale nieprzerwanie wywołuje frustrację. Zamiast iść do przodu, buksujemy w miejscu, a problem, który rozwiązujemy, często nie wnosi nic w rozwój danej dyscypliny. Ja od bardzo dawna wypowiadałem swoje opinie na temat pana prezesa Piesiewicza. Jakkolwiek to zabrzmi, nie bałem się mówić tego pod swoim nazwiskiem.

± - Na dywaniku nie byłem. Raz zostałem zaproszony na spotkanie, na które z racji szacunku do funkcji, którą pełnił prezes Piesiewicza, Piesiewicz, się stawiłem. Na jego nieszczęście prezesa Radosława Piesiewicza ja dosyć dużo wiedziałem. W związku z tym odnośnie tego, co mi przedstawiał, ja wiedziałem, że w wielu kwestiach mija się z prawdą. Miałem możliwość zweryfikowania coś wcześniej lub nawet po tej rozmowie. To tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że można pięknie opowiadać z uśmiechem na twarzy. Bo rzeczywiście, prezes Piesiewicz potrafił barwnie opowiadać i opisywać, w jakiej jesteśmy pięknej krainie miodem i mlekiem płynącą. Natomiast jeżeli ktoś zadał sobie trochę trudu albo potrafił łączyć kropki, to wiedział, że daleko i w wielu miejscach mija się z prawdą.

lead akapit zmieniony zaobserwowano 01.09 15:30 · kopiuj link do tej zmiany

Nowe doniesienia ws. Piesiewicza i Zondacrypto. Członek PKOl ujawnia prawdę

Lead

- Jesteśmy w tak trudnej sytuacji, trudnym położeniu, iż chciałbym wierzyć, że w obecnej sytuacji nikt nawet nie będzie się wygłupiał i przestaną używać zupełnie

Treść

± - Jesteśmy w tak trudnej sytuacji, trudnym położeniu, iż chciałbym wierzyć, że w obecnej sytuacji nikt nawet nie będzie się wygłupiał i przestaną używać zupełnie nietrafionych argumentów za tym, żeby w tej chwili jeszcze bronić prezesa Piesiewicza. I tego wszystkiego, co miało miejsce, sposobu jego funkcjonowania - mówi w rozmowie z Interią Krzysztof Wiłkomirski, członek zarządu Polskiego Komitetu Olimpijskiego oraz prezes Polskiego Związku Judo, w reakcji na decyzję PKOl o powierzeniu sprawowania funkcji prezesa Mieczysławowi Nowickiemu.

± - Ja szczerze mówiąc uważam, że zwołanie zarządu powinno się odbyć jak najszybciej. I powinno być oczywiście nie jutro, bo część ludzi musi mieć możliwość przygotowania się, a być może odwołania swoich obowiązków po to, żeby uczestniczyć w takim posiedzeniu zarządu. Natomiast myślę, że przyszły tydzień to jest ten czas, w którym powinno się to odbyć. Mam taką nadzieję, że wiceprezydent wiceprezes Nowicki właśnie doprowadzi przede wszystkim do posiedzenia zarządu, a nie tylko do zebrania prezydium.

± - Natomiast jesteśmy w tak trudnej sytuacji, trudnym położeniu, iż chciałbym wierzyć, że w obecnej sytuacji nikt nawet nie będzie się wygłupiał i przestaną używać zupełnie nietrafionych argumentów za tym, żeby w tej chwili jeszcze bronić prezesa Piesiewicza. I tego wszystkiego, co miało miejsce, sposobu jego funkcjonowania. Dzisiaj też dowiedzieliśmy się o różnych zapisach umowy z Zondacrypto. I tak się zastanawiam, że gdybym nawet chciał działać na szkodę Polskiego Komitetu Olimpijskiego, to chyba tak absurdalnych zapisów w umowie bym nie wymyślił. Chodzi o to, jak mogą być wykorzystywani polscy olimpijczycy, polscy medaliści olimpijscy i ich wizerunek, a przy tym całą odpowiedzialność przy ewentualnych roszczeniach brałby na siebie Polski Komitet Olimpijski. Naprawdę, tak absurdalnych zapisów bym nie wymyślił nawet gdybym chciał skrajnie zaszkodzić PKOl-owi. A proszę zwrócić uwagę, że takie zapisy w umowie z Zondacrypto właśnie się znalazły. Nie wiem, co kierowało prezesem Piesiewiczem, nie tylko z uwagi na sposób, w jaki zawarł umowę, ale w ogóle że dopuścił takie zapisy. To jest ewidentnie działanie na szkodę Polskiego Komitetu Olimpijskiego i samych sportowców, tutaj nie ma żadnej dyskusji.

± - Przede wszystkim kuriozalny jest ten zapis na sam koniec, że całą odpowiedzialność za ewentualne nieprawidłowości, roszczenia i odszkodowania ponosi Polski Komitet Olimpijski. Nie mieści mi się w głowie, jak ktoś mógł coś takiego wymyślić, już nie mówiąc, że ktoś mógł coś takiego podpisać. Sportowcy nie mieli w ogóle prawa głosu, z automatu zostali zaprzęgnięcie do całej tej machiny. Więc, teoretycznie, gdyby dany sportowiec miał roszczenia finansowe w kwestii odszkodowania, to przecież mówilibyśmy o horrendalnych. Wyobraźmy sobie dla przykładu kilkukrotnego złotego medalistę olimpijskiego Kamila Stocha, przecież odszkodowanie dla niego mogłoby opiewać na kilka milionów. I w myśl tej umowy całe takie zobowiązania miałby wziąć na siebie Polski Komitet Olimpijski. Przecież to jest chore. Idźmy dalej, nietrudno sobie wyobrazić zbiorowy pozew wielu mistrzów i medalistów olimpijskich, którzy na przykład niegodnie zostaliby wykorzystani w reklamach. To mogłoby narazić straty PKOl na straty rzędu kilkudziesięciu milionów złotych! Prezes lekką ręką podpisał umowę, która mogła mieć dewastujące skutki dla komitetu.