Nowe doniesienia ws. Piesiewicza i Zondacrypto. Członek PKOl ujawnia prawdę
± - Na dywaniku nie byłem. Raz zostałem zaproszony na spotkanie, na które z racji szacunku do funkcji, którą pełnił prezes Piesiewicz, się stawiłem. Na jego nieszczęście ja dosyć dużo wiedziałem. W związku z tym odnośnie tego, co mi przedstawiał, ja wiedziałem, że w wielu kwestiach mija się z prawdą. Miałem możliwość zweryfikowania coś wcześniej lub nawet po tej rozmowie. To tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że można pięknie opowiadać z uśmiechem na twarzy. Bo rzeczywiście, prezes Piesiewicz potrafił barwnie opowiadać i opisywać, w jakiej jesteśmy pięknej krainie miodem i mlekiem płynącą. płynącej. Natomiast jeżeli ktoś zadał sobie trochę trudu albo potrafił łączyć kropki, to wiedział, że daleko i w wielu miejscach mija się z prawdą.
± - Wiem, że wielokrotnie w różnych rozmowach prywatnych mnie krytykował, bo mamy też wspólnych znajomych. Więc dochodziło do mnie, co na temat mojej osoby sądził. Zresztą postawa prezesa Piesiewicza w sytuacjach, kiedy się spotykaliśmy, czy to było na poziomie zarządu, czy walnego zgromadzenia, czy w innych miejsc, postawa prezesa Piesiewicza miejscach, była jednoznaczna. Tu nawet nie mam żalu, dlatego że mógł mieć poczucie, że wypowiadam się o jego osobie dosyć stanowczo. Ja w dalszym ciągu podtrzymuję to, co mówiłem. Być może prezes Piesiewicz miał poczucie, że niestety dla niego w wielu miejscach trafiam dokładnie w punkt, więc nie było mu to na rękę. Powodowało to, że pewne zobowiązania PKOl-u wobec Polskiego Związku Judo były nierealizowane i w momencie, kiedy informowałem o tym prezesa, on mówił, że nic o tym nie słyszał. Oczywiście na maile też nie mamy odpowiedzi, więc jego działanie było dosyć oczywiste w stosunku do mojej osoby, czy w tym wypadku do mojej dyscypliny. Moją rolą jest dbać o wizerunek całego sportu, oczywiście głównie judo, bo do tego zostałem powołany i tę dyscyplinę kocham. Dlatego nie mogę dawać przyzwolenia na wszystkie rzeczy, które działy się w Polskim Komitecie Olimpijskim, ani układać się z prezesem Piesiewiczem tylko po to, żeby moja dyscyplina miała lepiej, gdy miałbym świadomość, że jest to delikatnie mówiąc nieuczciwe w stosunku do innych rodaków.
± - Chyba to, że w żadnym momencie prezes Piesiewicz nie miał refleksji, w której właściwie za cokolwiek by chciał przeprosić lub chociaż na momentach się zatrzymać i powiedzieć: "tu mieliście rację, tu mieliście rację, to zrobiłem źle". Nie mówię już o tym, żeby patrząc na wszystko, co się wydarzyło, miał na tyle honoru i uczciwości w sobie, aby zrezygnować z funkcji prezesa Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Jednak właśnie to, że do samego końca jest taki konsekwentny w swoim kłamstwie. Nawet jeżeli Jeżeli spojrzymy na jego ostatnie wypowiedzi, już nawet w momencie zatrzymania, to w dalszym ciągu szedł w zaparte. Przedstawiał, że ten słynny zegarek kupił, jednego dnia za euro, kolejnego dnia za franki. Wielokrotnie mówił, że jest poszkodowanym i stracił chyba 200 tysięcy euro, tymczasem miał dostać informację i te środki odzyskać. W moim odczuciu to nie tylko osoba arogancka, co pokazało choćby jego zachowanie podczas walnego, gdy na sali siedzieli naprawdę wybitni sportowcy, medaliści olimpijscy, mistrzowie olimpijscy. I prezes nie znalazł nawet kilku minut, żeby z nami porozmawiać, odpowiedzieć na pytania, pomimo tego, że był wzywany. Z uśmiechem na twarzy odmawiał rozmowy, kiedy ludzie często jechali przez właściwie całą Polskę, żeby się z nim spotkać. A on nawet nie miał ochoty rozmawiać z tymi osobami. Cynizm, arogancja, buta... Wiem, że to są bardzo mocne słowa, ale one pokazują, że prezes Piesiewicz był osobą, która do końca nie miała w sobie żadnych refleksji. Bez względu na to, co by się działo i jak wiele szkody by wyrządził sportowcom oraz samej instytucji. Nie było w nim żadnej refleksji w stosunku do własnej osoby i do swoich decyzji, które miały miejsce w przeszłości. Naprawdę ciężko jest znaleźć drugą osobę, która postępuje w sposób równie bezwzględny, jak robi to prezes Piesiewicz. Jeśli pan pozwoli, chciałbym dodać jeszcze jedną rzecz, by ona wybrzmiała.
± - Należy zwrócić uwagę, że pomimo tych wszystkich błędów, które popełnił prezes Piesiewicz i jego postawy, która wielokrotnie pokazywała, że jest skoncentrowany tylko na sobie, a nie liczy się z nikim i niczym, nasze działanie było zawsze ukierunkowane na zgodność z prawem i statut Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Pomimo naszych skrajnych wizji, my nigdy nie dopuszczaliśmy ani prowokacji, ani donosów, ani działania na szkodę osoby prezesa Piesiewicza. Proszę mi wierzyć, naprawdę nikt z nas nie ma satysfakcji z tego, że prezes Piesiewicz w tej chwili to przychodzi. przechodzi. Wszystko, co w tej chwili teraz się dzieje, jest efektem jego własnych decyzji, które zresztą podejmował często jednoosobowo. I z tym musi się zmierzyć, musi stanąć przed sądem i bronić ewentualnie swojej niewinności, a wcześniej przekonywać prokuraturę, że ta się myli. Chcę podkreślić, że nasze działanie nigdy nie było skierowane wobec osoby. My po prostu chcieliśmy, żeby PKOl miał prezesa, na którego zasługuje, który będzie działał dla dyscyplin i jest to trudna sytuacja dla Polskiego Komitetu Olimpijskiego, której nigdy byśmy sobie nie wyobrazili.