Maja Ostaszewska się myli. Dziki nie uciekają przed strzelbą, tylko idą na łatwy obiad [OPINIA]
± A presja łowiecka? Tym tematem zajmował się zespół naukowców z Czech i Szwecji: Astrid Olejarz, Evelina Augustsson, Petter Kjellander , Kjellander, Milosz Jeżek oraz Tomasz Podgórski. Badanie z 2024 r., obejmujące 55 dzików monitorowanych GPS-em w Czechach i Szwecji (podczas trzech sezonów polowań), wykazało, że podczas polowania zbiorowego z naganiaczami dziki znajdujące się bezpośrednio w obszarze polowania zwiększały dzienny zasięg o 59 proc., a pokonywany dystans o 41 proc. Średnio po polowaniu oddalały się o 1,8 km i potrzebowały około 25 godzin, by WRÓCIĆ wrócić do wcześniejszego areału. Co ważne, dziki z większym doświadczeniem łowieckim częściej wybierały strategię "leave", czyli opuszczały obszar polowania. Druga reakcją było "pozostanie" w ukryciu.
± Dziki nie są ani "ofiarami cywilizacji" (mam na myśli powtarzany bełkot jakoby człowiek wyciął las i zabrał dom), dom) ani "najeźdźcami miasta". Modele opracowane przez izraelskich badaczy pokazały, że rozmieszczenie zasobów pokarmowych jest jednym z najważniejszych czynników wyjaśniających, dlaczego dziki coraz częściej wchodzą do miast.
± Zatem mamy wersję zdecydowanie mniej histeryczo-romantyczną histeryczno-romantyczną niż opowieść o dziku, który przerażony hukiem strzelby rzuca się do ucieczki w stronę najbliższego osiedla. Dzicza kalkulacja jest znacznie prostsza: "O, proszę. Nowe siedlisko, żarcie, woda i krzaki do spania. Możemy zostać".