← Niepowodzenie Bartosza Bocheńczaka w Krakowie
WP · ciche edycje po publikacji · wiadomosci.wp.pl ↗

Wróblewski: Takiej kompromitacji Konfederacji nie było od lat

2 zmiany po publikacji w ciągu 25 min: lead raz, 3 akapity zmienione, 8 usuniętych, 6 dopisanych.

Pokazujemy każdą zmianę, jaką zaobserwowaliśmy między kolejnymi zapisami artykułu (3 zapisy, pierwszy 08.09 o 18:15). Godzina zmiany to przedział między dwoma zapisami, nie moment edycji w redakcji.

Oś zmian · kiedy zmieniano i gdzie artykuł był wtedy na stronie głównej

08.09 18:10 08.09 18:40
treść i dopisania 18:40
każda kreska to jedna zaobserwowana zmiana — kliknij, by do niej przejść pozycja na stronie głównej: niżej → czołówka (górne 5%)

Zmiany · 2 zapisy ze zmianami, najnowsze u góry

usunięte słowa dodane słowa ± akapit zmieniony + akapit dopisany akapit usunięty

  1. Treść

    ±Zarejestrowani dotychczas kandydaci na prezydenta Krakowa to: Michał Drewnicki (PiS), Jan Hoffman (jeden z inicjatorów referendum odwołującego ostatniego prezydenta), Aleksandra Owca (Razem), Monika Piątkowska (KWW Moniki Piątkowskiej Ponad Podziałami; poparcie KO i PSL), Łukasz Gibała (Kraków dla Mieszkańców), Michał Klimek (Konfederacja Korony Polskiej). Polskiej), Daria Gosek-Popiołek (Lewica), Sławomir Pietrzyk (Socjaldemokracja Polska).

  2. 08.09
    lead · 2 akapity zmienione · 8 akapitów usuniętych · 6 akapitów dopisanych
    Lead

    Wstyd, żenada, kompromitacja, frajerstwo - tak niektórzy mogliby podsumować sytuację, w jakiej znalazła się Konfederacja tuż przed wyborami na prezydenta Krakowa. To oczywiście cytat z jednej z nasłynniejszych... najsłynniejszych...

    Treść

    ±-No - No właśnie: trzecia siła polityczna w Polsce, popularni i charyzmatyczni liderzy, byli kandydaci na prezydenta RP, kilkanaście procent w sondażach, największe konta w mediach społecznościowych, największe poparcie wśród młodych, ambicje, by wyprzedzić PiS i przejąć władzę w kraju - to opis partii, która nie była w stanie prawidłowo zebrać 4 tysięcy podpisów poparcia dla własnego kandydata w wyborach prezydenckich w Krakowie - przypomina.

    ±- Takiej kompromitacji i klęski Konfederacji nie było od lat. Przyznaje to sam Sławomir Mentzen, dla którego to osobista porażka. Bartosz Bocheńczak - człowiek skądinąd bardzo sympatyczny i politycznie zdolny - to były szef skądinąd bardzo dobrej kampanii prezydenckiej Mentzena i sekretarz jego formacji - relacjonuje Wróblewski. - Tym bardziej dziwne, że w tak prostej sprawie, jaką jest - wydawałoby się - zbieranie podpisów, po prostu poległ. Nie zadbał o tzw. górkę i o to, by podpisy zostały złożone wcześniej. Nie przewidział tej klęski, był - być może - nazbyt pewny siebie - dodaje.

    - Nie zwala na nikogo winy, mimo że - jak słyszę nieoficjalnie - część małopolskich działaczy Konfederacji mogła kampanię Bocheńczaka po cichu bojkotować. W regione bowiem - jak donoszą źródła - trwał konflikt. A kandydatura przeforsowana przez Sławomira Mentzena nie wszystkim ponoć odpowiadała. Głos zabrał oczywiście również sam lider Konfederacji. "Podobnie jak i wielu naszych działaczy, wolontariuszy, sympatyków i wyborców, czuję się bardzo zawiedziony brakiem rejestracji kandydatury Bartosza Bocheńczaka w Krakowie" - pisze Sławomir Mentzen. Przyznaje, że "nie może nie wyciągnąć konsekwencji z tej kompromitacji". Odwołuje więc Bartosza Bocheńczaka z funkcji prezesa okręgu krakowskiego, a także zawiesza wszystkie osoby pełniące funkcje w strukturach krakowskich, oraz przekazuje ich sprawy do Sądu Partyjnego, który ustali ich indywidualną odpowiedzialność za tę - jak określa to wprost Mentzen - katastrofę - stwierdził.

    - Jednocześnie Mentzen utyskuje na obowiązujące prawo. Wskazuje, że przepisy są absurdalne, bo "wymaga się od sztabów przyniesienia podpisów spełniających wymagania, nie dając sztabom narzędzi do weryfikacji ich poprawności". Zaznacza przy tym, że "można było proces zbierania podpisów zorganizować lepiej, czego dowodem jest to, że innym kandydatom udało się jednak zarejestrować". We wszystkim tutaj Mentzen ma rację. Na wady systemu zwracają uwagę niektórzy politycy. Nie tylko Konfederacji, ale także choćby z Rozwoju Plus - jak Janusz Cieszyński. Polityk ten wskazuje, że "to co się wydarzyło z podpisami pod kandydaturą Bartosza Bocheńczaka, to porażka instytucji państwa i procesu demokratycznego". Twierdzi, że "w sprawnie działającym państwie sytuacja, w której kandydat zbierający podpisy nie może być pewien ich poprawności tak bardzo, że nawet kilkudziesięcioprocentowa "górka" nie wystarcza, jest nie do pomyślenia". Zareagował też Mateusz Morawiecki. "To, co wydarzyło się w Krakowie, trudno uznać za normalne. Kandydat prowadzi kampanię, zbiera podpisy z dużym zapasem, a ostatecznie nie może wystartować. Niezależnie od politycznych sympatii - taka sytuacja powinna skłaniać do refleksji nad tym, czy procedury wyborcze faktycznie służą obywatelom" - napisał - przypomina Wróblewski.

    Konkurencja Mentzena jednak - z każdej strony, od PiS, przez KO, po Lewicę - w większości drwi z niego i cieszy się z porażki z pewnego siebie jak dotąd polityka. Ta pewność siebie obróciła się jednak przeciwko Mentzenowi. Politycy wykpiwają serię jego krótkich filmików, które zamieszczał na swoich kontach na portalach społecznościowych. Mentzen - niestety dla niego - miał rację. Ciężkie jest życie prezesa. Zwłaszcza prezesa, który nie jest w stanie dowieźć kilku tysięcy podpisów w jednym z największych miast w Polsce. I daje się pokonać kandydatce partii Razem czy kandydatowi Korony Polskiej Grzegorza Brauna, który już kolejny raz góruje nad Konfederacją w Krakowie. Dla Sławomira Mentzena może być to tym bardziej bolesne, że osobiście mocno zaangażował się w krakowską kampanię. Pojawiał się ze swoim kandydatem na dzielnicowych festynach, piknikach, grillach, spotkaniach z mieszkańcami. Promował go na filmikach. Na jednym z nich pytał, jak i kiedy Bartosz Bocheńczak zaliczył w Krakowie pierwszego "zgona". Śmiechu było co niemiara - zauważa.

    No cóż, Konfederacja zgodnie z hasłem na końcu filmu Krakowa nie odzyska, a jej kandydat właśnie zaliczył najpoważniejszy jak dotąd polityczny zgon w swoim życiu. W dodatku formacja Sławomira Mentzena dała swoim rywalom pretekst do odegrania się. Dlaczego było to tak ważne? No bo to nie nikt inny, jak zwolennicy Konfederacji, przyczynili się w największym stopniu do odwołania byłego prezydenta z KO Aleksandra Miszalskiego. Wiceminister obrony i wiceszef KO Cezary Tomczyk, którego Mentzen niedawno publicznie obrażał, stwierdził, że ponoć "na korytarzach sejmowych od dłuższego czasu mówi się, że Sławomir Mentzen nie ma specjalnie mocnej pozycji w samych strukturach i że nie dba o te struktury" - przypomina Wróblewski.

    "Jak można mówić o gotowości do rządzenia państwem, skoro nie potrafi się dopilnować nawet podpisów poparcia dla własnego kandydata?" - pyta z kolei prześmiewczo rzecznik rządu i wiceszef Koalicji Obywatelskiej Adam Szłapka. "Konfa nie zdołała zebrać podpisów w Krakowie. Prawdziwa polityka to nie tylko tik-tok, ale ludzie na ulicy. I tu mają chłopaki kłopot" - dorzuca europoseł Bartosz Arłukowicz. Używane mają także politycy PiS. "Z całym szacunkiem dla kolegów z Konfederacji, ale nie zebrać w Krakowie 3 tys. prawidłowych, niebudzących wątpliwości podpisów, raczej nie pokazuje profesjonalizmu i sprawczości" - skwitowała sytuację posłanka Anita Czerwińska. Katastrofa kandydata Konfederacji i osobista porażka Sławomira Mentzena wywołuje burzliwe dyskusje w drugim skrzydle tej formacji. Poseł Michał Wawer, reprezentant narodowców, podkreśla, że Bartosz Bocheńczak jest członkiem Zarządu Nowej Nadziei Partii Sławomira Mentzena i "to jest jego kandydat". "Nie będziemy im partii meblować" - wskazuje Wawer. To jawne odcięcie się od działań swoich partnerów z ugrupowania. Czyli - tak jak w wielu przypadkach - "Sukces ma wielu ojców. A porażka jest sierotą" - zauważa Wróblewski.

    Nie pierwszy zresztą raz. Zarówno Krzysztof Bosak, jak i Michał Wawer, odcinali się wcześniej choćby od Przemysława Wiplera, przedstawiciela Nowej Nadziei Mentzena, ich zdaniem polityka mającego sporo na sumieniu w związku z tzw. aferą Zondacrypto i w kontekście jego dawnych kontaktów z Przemysławem Kralem. Panowie należą do jednego klubu sejmowego, ale nie firmują swoich działań. To każe stawiać pytania o konsolidację Konfederacji. Czy ta partia jeszcze zmierza w jednym kierunku? I czy jest w stanie w spokoju i skutecznie prowadzić wspólną kampanię? Niektórzy mają wątpliwości. "Jeśli pan Bocheńczak z prężnej skądinąd Konfederacji rzeczywiście nie zebrał wystarczającej liczby podpisów, to będzie to chyba dowód na to, że wewnętrzna niespójność tego obozu jest jednak większa niż to widać na co dzień. Bo nie chce się wierzyć, że to tacy polityczni partacze" - pisze publicysta Interii Tomasz Walczak - przypomina Wróblewski.

    - Nagle za sprawą tego jednego wydarzenia w Krakowie, Konfederacji przypominane są jej wpadki z przeszłości - m.in. to, że partii kojarzącej się z biegłością w ekonomii i aspirującej do przejęcia sterów w ministerstwie finansów dwukrotnie odrzucano sprawozdanie finansowe. O porządek w papierach nie zadbali bowiem ludzie Sławomira Mentzena. Co ciekawe, niektórzy przedstawiciele Konfederacji - jak wspomniany już Michał Wawer - zmieniają podejście w niektórych sprawach. Tak jest w przypadku oceny możliwości współpracy z Mateuszem Morawieckim i jego Rozwojem Plus. Wawer zadeklarował, że "jeżeli ceną odsunięcia Donalda Tuska od władzy i ceną zbudowania prawicowego rządu będzie to, żeby usiąść do stołu negocjacyjnego z Morawieckim i z nim zastanawiać się nad sformułowaniem jakiegoś programu dla odmiany dobrego dla Polski, to my się nie będziemy przed tym uchylać" - zadeklarował poseł Konfederacji w Radiu Zet. Tę wypowiedź podsyłali nam współpracownicy byłego premiera - z wyraźną satysfakcją. "Dobrze, że nadchodzi słuszna refleksja" - skomentowała posłanka Rozwoju Plus Olga Patkowska-Semeniuk. Wiemy jednak, że Mentzen z Morawieckim współpracować nie chce. Pytanie, jaki wkrótce lider Nowej Nadziei będzie miał wybór? I jak wyglądać będzie współpraca w samej Konfederacji? - zastanawia się komentator WP.

    - To pytania otwarte. Odpowiedzi przyniesie kampania parlamentarna i to, co po niej. Na razie pozycja Mentzena nieco osłabła, ale polityk ten już nie z takich kłopotów wychodził. A Bartosz Bocheńczak? Może być spokojny - po przyszłorocznych wyborach będzie posłem. Rozpoznawalność już ma. A podpisów pod swoją kandydaturą nie będzie musiał już zbierać - zauważa Michał Wróblewski.

    +Cały komentarz w nagraniu wideo.

    +Komisja odmówiła rejestracji kandydatury Bartosza Bocheńczaka (Konfederacja) z powodu zbyt małej liczby ważnych podpisów poparcia.

    +Informację o tym przekazał po wtorkowym posiedzeniu Miejskiej Komisji Wyborczej jej szef Krzysztof Dyl.

    +Wybory prezydenta Krakowa odbędą się 27 września po tym, gdy w maju w referendum mieszkańcy odwołali z tej funkcji Aleksandra Miszalskiego (KO).

    +Zarejestrowani dotychczas kandydaci na prezydenta Krakowa to: Michał Drewnicki (PiS), Jan Hoffman (jeden z inicjatorów referendum odwołującego ostatniego prezydenta), Aleksandra Owca (Razem), Monika Piątkowska (KWW Moniki Piątkowskiej Ponad Podziałami; poparcie KO i PSL), Łukasz Gibała (Kraków dla Mieszkańców), Michał Klimek (Konfederacja Korony Polskiej).

    +Miejska Komisja Wyborcza z powodu przedstawienia zbyt małej liczby podpisów poparcia dotychczas odmówiła rejestracji: Marianowi Banasiowi (b. prezes NIK), Stanisławowi Kułachowi i Marcie Ratuszyńskiej.