±97 - przez tyle tygodni z rzędu Aryna Sabalenka była liderką rankingu WTA. I już na starcie US Open stało się jasne, że ciężko jej będzie wyjść poza te dwa, dwa kolejne - nr 98 i 99, w których trwa rywalizacja w Nowym Jorku. Bo tu nie wszystko zależało od niej, a najwięcej do powiedzenia miała Jelena Rybakina. Awans Kazaszki do półfinału turnieju gwarantował jej historyczny awans na sam szczyt rankingu. I o ten awans miała grać, tak marzyliśmy, z Igą Świątek. Tenisistka z Polki przegrała jednak w poniedziałek z Qinwen Zheng - to Chinka stała się ostatnią przeszkodą Rybakiny. Aż w końcu dokonała się zmiana.
±Świątek nie stanęła na jej drodze do ćwierćfinału, Polka przegrała w poniedziałek z Qinwen Zheng. To Chinka dziś mogła jeszcze sprawić, że walka o numer 1 trwałaby dalej. I była blisko, wygrała pierwszego seta 6:3. A w trzecim miała break point na 5:3. Rybakina opanowała nerwy, wygrała kolejne trzy akcje, a później sama przełamała Chinkę. Wygrałą Wygrała mecz 3:6, 6:1, 6:4. I dziś już wiadomo, że w najbliższy poniedziałek jej nazwisko znajdzie się na szczycie rankingu.
+A Sabalenka może spaść nawet na czwartą pozycję. Na pewno znajdzie się na trzeciej, jeśli przegra w czwartek swój półfinał z Jessicą Pegulą. A jeśli wygra, wciąż będzie miała przewagę nad Amerykanką. Szansę na numer 2 ma jeszcze Coco Gauff, o ile najpierw awansuje do półfinału. A później będzie musiała pokonać Rybakinę, z którą nidawno... przegrała w Cincinnati. No i wygrać finał - czy to Sabalenką, czy to z Pegulą.