+Głos podczas uroczystości rocznicowych zabrała także była sekretarz stanu USA Condoleezza Rice, która stwierdziła, że Stany Zjednoczone nie dostrzegły zagrożenia na czas. Chcę powiedzieć coś głęboko osobistego. My, osoby sprawujące władzę w tym dniu, nie dostrzegliśmy skali zagrożenia na czas, by zapobiec atakowi z 11 września. Zawsze będę nosić w sobie głęboki żal z powodu bólu, który wy, rodziny poległych, wciąż odczuwacie, i z powodu traumy, jakiej doświadczył nasz kraj - dodała.
+Rice oceniła, że cudem jest fakt, że od 2001 r. nie doszło w Ameryce do podobnego zamachu.
+Podkreśliła, że za ten cud „jesteśmy głęboko wdzięczni naszym siłom zbrojnym i służbom wywiadowczym”. Ich służba i poświęcenie w wojnie z terroryzmem zapewniły nam bezpieczeństwo - wskazała.
+Wspominając sam moment zamachu - pełniąc rolę doradczyni ds. bezpieczeństwa narodowego prezydenta George'a W. Busha była wówczas w Białym Domu - na wieść o samolocie, który uderzył w północną wieżę WTC zadzwoniła do prezydenta, oceniając, że był to prawdopodobnie dziwny wypadek. Dopiero uderzenie w drugi z wieżowców uświadomił jej, że kraj jest „na wojnie”. Wspominała też, że tuż po uderzeniu w jedną ze ścian Pentagonu przez pewien czas nikt nie mógł się dodzwonić do ówczesnego szefa resortu Donalda Rumsfelda.
+Dodała, że po powrocie z miejsca uderzenia do Pentagonu jej ubranie miało „dziwny zapach” dymu i sadzy.
+Występując obok prezydenta Donalda Trumpa i szefa Pentagonu Pete'a Hegsetha, Rice podkreślała solidarną postawę sojuszników NATO i zwłaszcza Kanadyjczyków, z których wielu przyjęło pod swoje dachy ludzi, którzy z powodu wstrzymania lotów utknęli na lotniskach.
+Heroizm i współczucie były powszechne, ale niezwykłe w głębi i rozmachu ich hojności i dobroci. Zareagowaliśmy w sposób, którego źli ludzie, którzy nas zaatakowali, nigdy by sobie nie wyobrazili. Wierzyli, że zostaniemy sterroryzowani i zmuszeni do odwrotu, podczas gdy wybrali nieodpowiednich ludzi. Nie znali nas ani wtedy, ani teraz - oznajmiła.