+Na apel ministra spraw zagranicznych odpowiedział szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz.
+Według Przydacza to Sikorski wywołał kryzys w sprawie nominacji ambasadorskich, "łamiąc wszelkie zasady funkcjonujące dotychczas w sprawach obsady placówek". "Mówiąc wprost, że liczy pan na zwycięstwo Rafała Trzaskowskiego, który miał usankcjonować swoim podpisem pańskie działania. Tak się nie stało" - napisał na platformie X.
+"Mimo braku konstruktywnej postawy pana ministra - prezydent Karol Nawrocki podjął działania mające na celu wypracowanie porozumienia ze stroną rządową w tej sprawie. Negocjacje współpracowników pana ministra i pana prezydenta trwały wiele miesięcy i zakończyły się wypracowaniem porozumienia dobrego dla Polski. Z zachowaniem zgodności przepisów prawa i dotychczasowej wieloletniej praktyki" - podkreślił prezydencki minister.
+"Pan minister zgodził się na to porozumienie wobec prezydenta RP. Po czym po kilku dniach Kancelaria Prezydenta otrzymała z MSZ informację, że na żadne porozumienie z prezydentem nie godzi się premier" - dodał Przydacz.
+"Okazał się pan niewłaściwym podmiotem negocjacji, bez mandatu, bez uprawnienia, bez podmiotowości. Mimo ewidentnych uprawnień przysługujących ministrowi spraw zagranicznych. Po prostu za pana decyduje ktoś inny. Trudno prowadzić jest rozmowy z kimś, kto nie jest władny samodzielnie podejmować decyzji. Cała reszta jest pańską nieczystą grą polityczną" - oświadczył.
+Przydacz zaapelował do ministra Sikorskiego "o podmiotowość i powrót do praktyki funkcjonującej przez całe dekady".