±Od kilkudziesięciu godzin przez rodzime media przetacza się z głośnym łoskotem afera z Adrianem Siemieńcem w roli głównej. Trener Jagiellonii Białystok znalazł się w tarapatach, gdy okazało się, że na finiszu poprzedniego sezonu próbował dogadać na boku cichy układ z arbitrem Ekstraklasy. W piątkowy wieczór - po raz pierwszy - do sprawy po odniósł się sam zainteresowany. - Ta sytuacja bardzo dużo mnie nauczyła. I na pewno mogę obiecać, że to się już nie powtórzy. Już niczego takiego w przyszłości nie zrobię - oznajmił z pokorą przed kamera kamerą Canal+ Sport.
±Na podstawie korespondencji SMS-owej ustalono, że na finiszu poprzedniego sezonu szkoleniowiec Jagiellonii próbował namówić sędziego Pawła Raczkowskiego, by ten nie karał w jego zespole zawodników zagrożonych w następnym meczu kartkową absencją. Wybuchła afera, co było nieuniknione.
±- Ona miała charakter wyjaśniający, nie dyscyplinarny - zaznaczył. - I to jest bardzo ważny aspekt tej całej sytuacji. Ja się stawiłem i złożyłem wyjaśnienia przed komisją. Na ten moment stan sytacji sytuacji jest taki, wedłg moejj taki - według mojej najlepszej wiedzy, wiedzy - że nie toczy sięę się żadne postępowanie dyscyplinarne, jeśli chodzi o moją osobę. Nie zostały też stwierdzone żadne naruszenia, jeśli chodzi o przepisy PZPN.