← Alerty RCB w Lubelszczyźnie
Onet · ciche edycje po publikacji · wiadomosci.onet.pl ↗

Mieszkam na Lubelszczyźnie i mam dość alertów RCB. To jest absurd. Każdy to ignoruje

1 zmiana po publikacji w ciągu 331 h: lead raz, 6 akapitów zmienionych, 3 dopisane.

Pokazujemy każdą zmianę, jaką zaobserwowaliśmy między kolejnymi zapisami artykułu (2 zapisy, pierwszy 15.09 o 17:40). Godzina zmiany to przedział między dwoma zapisami, nie moment edycji w redakcji.

Oś zmian · kiedy zmieniano i gdzie artykuł był wtedy na stronie głównej

15.09 17:30 29.09 12:40
każda kreska to jedna zaobserwowana zmiana — kliknij, by do niej przejść pozycja na stronie głównej: niżej → czołówka (górne 5%)

Zmiany · 1 zapis ze zmianami, najnowsze u góry

usunięte słowa dodane słowa ± akapit zmieniony + akapit dopisany − akapit usunięty

  1. 29.09
    lead · 6 akapitów zmienionych · 3 akapity dopisane
    Lead

    Ślub, kościół pęka Syreny wyją w szwach. Gdzieś pomiędzy modlitwami nagle słychać sygnały telefonów zapominalskich, którzy Lublinie, ale w lokalu w centrum miasta nikt ich nie wyciszyli komórek. Ci, którzy po cichu sprawdzają, co słyszy. Siedzimy z kolegą przy późnym obiedzie, wokół nas pełna sala klientów. O alarmie dowiaduję się stało, tylko kiwają głową i wracają nie z uwagą do mszy. systemu ostrzegania, lecz z telefonu od córki.

    Treść

    ±Tydzień Kilka tygodni temu byłem na ślubie koleżanki. W trakcie mszy kilku osobom w kościele zawibrowały telefony. Alert RCB. O czym? O trwającym ataku Rosji na Ukrainę. W polskiej przestrzeni operuje lotnictwo i trzeba śledzić komunikaty. Ludzie przeczytali wiadomość, schowali telefony i ceremonia trwała.

    ±Nikt nie wstał, nikt nie szukał wyjścia, nikt nawet przez chwilę nie zachowywał się tak, jakby rzeczywiście groziło mu niebezpieczeństwo. Jasne, nie było takiej potrzeby — SMS dotyczył jedynie ataku rosyjskim rosyjskiego na terenie Ukrainy. Ale tu powstaje kluczowe pytanie:

    ±W takim razie, razie po co mieszkańcy Lubelszczyzny i Podkarpacia ciągle je dostają?

    ±W miniony weekend, Ponad tydzień temu, gdy drony uderzyły w rejonie przygranicznym, ostrzeżenie zobaczyłem dopiero rano, kilka godzin po jego wysłaniu. Podejrzewam, że podobnie było w wielu domach. W nocy telefon leży na szafce, często jest wyciszony. Sam SMS nie sprawia jeszcze, że człowiek nagle zaczyna działać.

    ±Część mieszkańców dostała w wiadomości dostała informację "udaj się w bezpieczne miejsce". Ale co to tak naprawdę znaczy?

    ±Tu zaczyna się kolejny problem. Polska infrastruktura ochronna przez lata była zaniedbywana, a przeciętny mieszkaniec nie ma pojęcia, gdzie w jego okolicy znajduje się miejsce, w którym rzeczywiście mógłby się ukryć. Została stworzona Powstała aplikacja, która ma pomóc znaleźć miejsce schronienia, ale wiele z nich tych miejsc jest niedostępnych.

    +Kiedy w poniedziałek 27 września br. przyszedł alert RCB o zagrożeniu z powietrza i poleceniu znalezienia bezpiecznego miejsca, nikt z gości lokalu w centrum Lublina nawet nie drgnął. Nikt nie przerwał posiłku, nikt nie sprawdził, co się dzieje, nikt nie zerwał się z krzesła i nie popędził do miejsca schronienia.

    +O tym, że zawyły syreny, dowiedzieliśmy się od mojej córki. — Tato, słyszysz syreny? — zapytała. Nie słyszałem. Musiałem wyjść na zewnątrz, by sprawdzić, czy rzeczywiście zostały włączone. A i tak będąc w centrum Lublina, przy jednej z głównych ulic, ledwo je słyszałem.

    +Jedna z kelnerek, o alertach i syrenach, dowiedziała się od nas. Uśmiechnęła się i po chwili wróciła do swojej pracy. W końcu musiała podać kolejną porcję jedzenia oczekującym klientom albo przyjąć zapłatę. Rakieta czy dron? Kogo to obchodzi. Na pewno nie jej szefa.