← Funkcjonowanie mediów przyfrontowych
OKO.press · ciche edycje po publikacji · oko.press ↗

„Jesteśmy niezłomni jak żelbet. Ale ludzie to nie roboty” [JAK PRACUJĄ PRZYFRONTOWE MEDIA]

2 zmiany po publikacji w ciągu 4 h: 35 usuniętych, 35 dopisanych.

Pokazujemy każdą zmianę, jaką zaobserwowaliśmy między kolejnymi zapisami artykułu (3 zapisy, pierwszy 16.09 o 11:50). Godzina zmiany to przedział między dwoma zapisami, nie moment edycji w redakcji.

Oś zmian · kiedy zmieniano i gdzie artykuł był wtedy na stronie głównej

16.09 11:35 16.09 15:51
każda kreska to jedna zaobserwowana zmiana — kliknij, by do niej przejść pozycja na stronie głównej: niżej → czołówka (górne 5%)

Zmiany · 2 zapisy ze zmianami, najnowsze u góry

usunięte słowa dodane słowa ± akapit zmieniony + akapit dopisany akapit usunięty

  1. 13:50–15:51 · dopisanie · 35 akapitów, 2146 słów rozwiń
    1. Treść

      +W weekendy chodzę i rozmyślam o planie bezpieczeństwa redakcji Gwara Media w Charkowie. To dokument analityczny, którym kierujemy się podczas zarządzania ryzykiem. Opracowany w 2023 roku, już po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji, stanowi ważny drogowskaz, do którego wracamy w trudnych czasach.

      +Ostatni raz był aktualizowany latem 2024 roku podczas ofensywy na Wowczańsk, który został zniszczony przez rosyjskie wojska. Tej nocy przyśniło mi się, że rosyjskie wojska ponownie zbliżają się do Charkowa, i obudziłem się zlany zimnym potem.

      +W 2026 roku ponownie wrócę do tego dokumentu, ponieważ w ciągu kilku lat znacznie zmienił się zarówno przebieg wojny, jak i jej wymiar technologiczny, a nasza redakcja musi na nowo przemyśleć swoje metody pracy. Cykle technologiczne we współczesnej wojnie są szybkie, dlatego musimy nieustannie aktualizować nasze procesy redakcyjne i protokoły zgodnie z sytuacją na froncie.

      +W tych letnich miesiącach żyjemy w atmosferze obecności światłowodowych dronów FPV, które przedostają się do Charkowa i atakują stacje benzynowe. Pamiętam dzień pod koniec maja, kiedy pracowałem w mieście, relacjonując pierwsze ataki na stacje benzynowe, i pomyślałem: „Oto zaczęła się nowa letnia kampania wojskowa”.

      +Przez cały dzień miasto było ostrzeliwane przez różnego rodzaju drony: „Shahidy”, V2U, „Mołnie”, a ja przemieszczałem się między stacjami benzynowymi i szukałem tych miejsc. Wtedy jeszcze nie myśleliśmy o tym, że stanie się to systematycznym kierunkiem ataków rosyjskich wojsk w tym roku. Nazwałbym te drony dronami typu mid-strike.

      +Z czasem do miasta zaczęły docierać nie tylko drony średniej wielkości, lecz także małe drony FPV sterowane światłowodem. Było to szczególne doświadczenie, ponieważ po takich wydarzeniach zmienia się sposób postrzegania przestrzeni i pojawia się lepkie, ledwo zauważalne, a zarazem niekontrolowane poczucie ukrytego lęku.

      +Informują o tym czytelnicy w mediach społecznościowych oraz pracownicy redakcji. Wyobraźnia podsuwa negatywne scenariusze, więc na początku lata z ostrożnością zaczęliśmy odczuwać przestrzeń miasta zupełnie inaczej niż wcześniej.

      +Podczas jednego z takich incydentów nasi reporterzy na własne oczy zobaczyli światłowód od drona znajdujący się w miejscu ataku na stację benzynową. Napisaliśmy o tym, ponieważ była to informacja leżąca w interesie publicznym, choć władze cywilne domagały się, aby nie skupiać się na tym temacie, żeby „nie siać paniki”. W rzeczywistości była to panika administracji cywilnej, która nie wiedziała, co z tym zrobić, i próbowała ukryć tę informację. To problem, nad którym pracujemy i który nieustannie wywiera na nas presję, ponieważ pięć lat wojny odciska piętno na świadomości każdego menedżera w społecznościach lokalnych, przez co uważają, iż muszą kontrolować wszystko. Prawdopodobnie może to oznaczać potrzebę dialogu na temat bezpieczeństwa cywilnego ze strony wojska, ale nie ze strony organów cywilnych, które przekraczają swoje kompetencje.

      +Dlatego nasza redakcja nie jest szczególnie lubiana, ponieważ chcemy szukać ukrytych informacji i koncentrować się na problemach. Dotyczy to zarówno dostępu do informacji z zakresu bezpieczeństwa, jak i dostępu do informacji cywilnych oraz realizacji wniosków o udostępnienie informacji. Niedawno, na potrzeby jednego z naszych śledztw, trzykrotnie odmówiono nam udostępnienia informacji, zatem rozważamy pozwanie jednej z administracji cywilnych — po raz pierwszy od rozpoczęcia pełnoskalowej wojny.

      +Szef Charkowskiej Administracji Wojskowej podczas briefingu mówi, że tylko jeden na dziesięć dronów FPV jest w stanie przedrzeć się przez pozycje wojskowe do miasta, i to wyłącznie na jego obrzeżach. Jednocześnie eksperci technologiczni oraz dowódca jednego z najlepszych korpusów wojskowych, „Chartii”, mówią, że drony już latają nad Charkowem.

      +Tego lata zaopatrzyliśmy się w nowy sprzęt, który bardzo mnie cieszy. Kupiliśmy CZUJKĘ oraz jej modyfikację — wyrzutnię sieci CHIPA — a także mobilnego Starlinka do pracy w warunkach kryzysowych. Zmienia to nasze protokoły działania, więc teraz w wolnym czasie skanujemy przestrzeń radiową i sprawdzamy, czy podczas naszych wyjazdów na tereny przyfrontowe nie latają drony. Wyrzutnia sieci CHIPA do przechwytywania i unieszkodliwiania drona to zupełnie nowe narzędzie i na szczęście jeszcze nie musieliśmy z niego korzystać. Jest jednorazowego użytku z nabojem pirotechnicznym. Planujemy je zabierać ze sobą do pracy na terenach przyfrontowych. To narzędzie ostatniej szansy i jesteśmy zmuszeni śledzić trendy, które zmieniają kontekst bezpieczeństwa, aby szukać sposobów radzenia sobie z nimi.

      +Jeśli chodzi o stan psychiczny, piąty rok pełnoskalowej wojny przebiega według wzorca dynamicznego. O ile pierwsze trzy lata były czasem przeładowania, zaciętej walki i ogromnego stresu, o tyle w 2025 i 2026 roku jako redakcja zostaliśmy zmuszeni do szukania nowych sposobów funkcjonowania newsroomu. Jednym z naszych priorytetów stała się praca nad dokumentacją, tak aby w momentach kryzysu móc wracać do tej dokumentacji i nie tracić wiedzy. Wkładamy w to wiele wysiłku oraz systematycznie nad tym pracujemy.

      +Dużo myślę o kondycji zespołu, programie wsparcia i polityce HR. Przez około 70% czasu funkcjonujemy w warunkach kryzysowych. Kiedy kryzysu akurat nie ma i trafiają nam się rzadkie tygodnie względnego spokoju, staramy się koncentrować na produktywności i rozwoju redakcji. To często demotywuje zespół, który pragnie szybkich rezultatów, ale mówię im: skupmy się na długoterminowej odporności, a nie na natychmiastowych wynikach. Nie chcę już bardziej eksploatować zespołu w imię ponadprzeciętnych rezultatów, żeby następnego dnia ludzie się wypalili, a my musieli szukać nowych specjalistów.

      +Chcemy zachować trzon zespołu, ponieważ ci wspaniali ludzie wspólnie przeszli przez najtrudniejsze momenty wojny i widzieli rzeczy, których, niestety albo na szczęście, większość reporterów z krajów żyjących w spokoju nigdy nie zobaczy. To ogromne wyzwanie, a

      +Wydaje się, że to jedyna rzecz, która daje nam teraz siłę, by nie popaść w rozpacz podczas tak długiej wojny.

      +W ostatnim czasie włożyłem dużo wysiłku w rozwój umiejętności mentalnych i radzenie sobie ze stresem. Wprowadziliśmy również program wsparcia psychicznego dla dziennikarzy, a z organizacją na stałe współpracuje zespół specjalistów ds. wsparcia psychicznego. Każdy dziennikarz ma możliwość skorzystania z dwóch profesjonalnych konsultacji z psychologiem miesięcznie. Koledzy twierdzą, że znacząco poprawia to ich samopoczucie, pozwala uporać się z osobistymi lękami i problemami, które szczególnie nasilają się w warunkach stresu i kryzysu. Mam nadzieję, że pomaga im to nie tylko osiągnąć stabilność, ale także wspiera ich w osobistym rozwoju i pozwala dziennikarzom pełniej realizować swój potencjał.

      +W ubiegłym roku w naszej niewielkiej 30-osobowej redakcji po raz pierwszy pojawiło się stanowisko HR, ponieważ wyzwania stojące przed zespołem wymagały już większego nakładu pracy. Inwestujemy w dobrostan ludzi poprzez programy edukacyjne, pobyty wypoczynkowe, nowy sprzęt oraz ubezpieczenia, ale znalezienie nowych współpracowników nie jest łatwe.

      +Przeciwko redakcjom i organizacjom działającym w regionie przyfrontowym przemawia niemal każdy czynnik. Wielu zostało zmobilizowanych i walczy. Inni przenieśli się do innych regionów albo za granicę. Praca dziennikarzy na terenach przygranicznych jest ryzykowna, trudna i niestabilna — a to nie jest najlepsza motywacja. Ponadto wynagrodzenie jest niewielkie, zatem nie rekompensuje ponoszonego ryzyka. Pozostaje nadzieja na motywację społeczną i wartościową przyszłych współpracowników, których staramy się wybierać podczas rozmów rekrutacyjnych. Jest to jednak proces stopniowy.

      +Nie mniej ważna jest dyskusja o ekonomicznym przetrwaniu redakcji. W 2025 roku poprzez różne środki komunikacji skontaktowaliśmy się z około 1300 firmami z regionu, proponując współpracę i relacjonowanie ich wydarzeń. Prawie nikt nie odpowiedział: przedsiębiorstwa są zajęte blackoutami, poszukiwaniem pracowników w związku z mobilizacją, zmianą lokalizacji oraz budowaniem alternatywnej infrastruktury energetycznej. Naszymi klientami są przede wszystkim organizacje społeczne oraz firmy krajowe, które realizują projekty i mają swoje oddziały w obwodzie charkowskim.

      +Ogólnie rzecz biorąc, średniej wielkości redakcja jak nasza zajmuje dość szczególne miejsce w krajowym ekosystemie medialnym. Na szczycie są media krajowe i nadawca publiczny, które dysponują mechanizmami budżetowymi albo mają wsparcie dużych grup biznesowych, co sprawia, że ich model biznesowy jest nieco nienaturalny, a w warunkach przedłużającej się wojny jest to jeszcze bardziej widoczne. Po drugie, istnieje szczególny segment krajowych i regionalnych anonimowych kanałów na Telegramie oraz blogerów, którzy często kierują się specyficznymi motywacjami i niejasnymi zasadami redakcyjnymi.

      +Średnie media, takie jak my, plasujące się w ścisłej czołówce 1–5 mediów w regionie, mają szczególny status, który zapewnia większą swobodą, ale jednocześnie narzuca większą odpowiedzialność. Dzięki temu możemy eksperymentować z tematami, formatami, śledztwami i wprowadzaniem nowych produktów — i właśnie to robimy. Jest to nam potrzebne do wypracowania własnego modelu autonomicznego finansowania, abyśmy mogli nadal informować czytelników i relacjonować wydarzenia. To ciągły, żywy proces, bez jednej, precyzyjnej odpowiedzi. Kluczowe znaczenie ma tutaj konsekwentna kontynuacja działań.

      +Przeciwnicy naszego modelu zazwyczaj odwołują się do grantów przyznawanych przez darczyńców, ale obliczu cięć finansowych i potencjalnego wycofywania się sponsorów w obecnej sytuacji geopolitycznej zaczęliśmy myśleć w perspektywie dekad. Jednym z radykalnych pomysłów jest uruchomienie przez nas funduszu instytucjonalnego, który wspierałby nasze wydawnictwo w perspektywie długoterminowej. Obecnie jesteśmy na ważnym etapie tworzenia rady nadzorczej i budowania kapitału, dlatego szukamy partnerów i ekspertów, którzy mogliby nam w tym pomóc.

      +Stale analizujemy i zastanawiamy się nad naszą grupą odbiorców. Obecnie wspiera nas około stu czytelników i ta liczba nie rośnie. Postrzegamy to jako wyczerpanie grupy odbiorców, ale z zasady odmawiamy wprowadzenia paywalla, dlatego zastanawiamy się, jak można to zmienić. Z rzeczy pozytywnych — znamy większość naszych darczyńców. Minusem jest to, że ich wkład finansowy ma raczej symboliczny charakter — stanowi około 2–5% naszych rocznych przychodów. Wierzymy jednak, że z czasem sytuacja ulegnie zmianie.

      +Inspiruje nas to, że w przestrzeni medialnej są inne media, które wdrażają ten schemat oraz działania promujące go, takie jak inicjatywa „100 000 fanów dla ukraińskich mediów”.

      +Tematyka bezpieczeństwa pozostaje aktualna, choć wyraźnie odczuwalne jest zmęczenie wiadomościami. Wśród odbiorców istnieje również duże zapotrzebowanie na kwestie sprawiedliwości społecznej — aktualne jest więc zarówno dziennikarstwo śledcze, jak i relacjonowanie ruchów społecznych. Już drugi rok z rzędu latem w Ukrainie odbywają się masowe protesty przeciwko różnym aspektom polityki państwa. W 2025 roku była to próba likwidacji państwowych instytucji antykorupcyjnych, z kolei w 2026 roku trwa dyskusja na temat sposobów zarządzania armią oraz relacji między Ministerstwem Obrony a wojskiem. Jako naród polityczny rozwijamy się i dostrzegam wyraźne przesunięcie punktu ciężkości z konkretnych nazwisk na zasady, wartości i sposobów funkcjonowania społeczeństwa. To mnie cieszy.

      +Jednocześnie redakcja jest przez to rozdzierana na strzępy. Dziennikarze pracują w bardzo specyficznych warunkach i pod względem psychicznym niezwykle trudno jest przełączać się między różnymi stanami. W jednym tygodniu, z powodu intensywnego ostrzału, większość zespołu nie spała przez kilka nocy, a następnie w ciągu dnia pracowała na zwykłych zmianach. Możemy zaplanować nakręcenie nowego reportażu śledczego, ale potem nadlatuje dron-rakieta „Banderol” i musimy pojechać to sfilmować. Są to zupełnie różne psychologiczne tryby funkcjonowania i pracy, co bardzo mocno przeciążają redakcję. Staramy się jednak sobie z tym radzić poprzez procesy, procedury, zewnętrzne wsparcie psychologiczne, odpoczynek i wyjazdy regeneracyjne.

      +Tego lata widziałem wyczerpanie zespołu, który nie był w stanie odpocząć, dlatego w czerwcu i lipcu organizowaliśmy spontaniczne wyjazdy na plażę z namiotami. Usłyszałem wtedy od jednej z koleżanek, która leżąc na piasku i myśląc o poprzednim tygodniu, powiedziała: „Wreszcie mogę się trochę odprężyć”. Psycholodzy pracujący z naszym zespołem twierdzą, że takie sygnały są oznaką niskiej odporności psychicznej.

      +W szóstym roku również chwilowo straciłem równowagę. Mam 35 lat i przez ostatnie lata wojny i COVID-u nie miałem pełnoprawnych urlopów. Zwykle były to wyjazdy edukacyjne, szkolenia albo zmiana rodzaju aktywności. W tym roku zdiagnozowano u mnie wyczerpanie — dysfunkcję autonomicznego układu nerwowego oraz uraz nerwu i mięśnia — i zrozumiałem, że ja również mam swoje granice. Więc trochę odpocząłem w szpitalu.

      +Na poziomie moralno-wolicjonalnym chciałem i mogłem nadal pracować, ale z czysto biologicznego punktu widzenia moje zasoby się wyczerpały. Obecnie kończę już rehabilitację i chociaż w ciągu ostatnich dwóch miesięcy moja zdolność do pracy spadła ze standardowych 100% do 30%, to czuję się już znacznie lepiej i zmierzam ku pełnemu powrotowi do zdrowia.

      +Kluczowy wniosek dotyczący zachowania lokalnego dziennikarstwa jest następujący: menedżerowie mediów i społeczeństwo powinni skupiać się nie tylko na samym dziennikarstwie, ale również na budowaniu trwałego ekosystemu wsparcia dla dziennikarstwa. Zacząłem się na tym skupiać od 2025 roku, kiedy już czułem, że wojna trwa zbyt długo i że nie wystarczy mi sił, aby nieustannie funkcjonować w trybie „heroicznym”.

      +W Charkowie funkcjonuje mit niezłomności i przekonanie, że Charków jest jak żelbet. To hasło powstało na początku pełnoskalowej inwazji i wywodzi się z dawnej kultury przemysłowej miasta oraz jego symbolu — Derżproma. Często odnosi się także do samych mieszkańców Charkowa. Jednak ta narracja wymaga krytycznej analizy i refleksji.

      +Mimo iż pod względem moralno-wolicjonalnym jesteśmy niezłomni jak żelbet, widzimy jednak, że ludzie to nie roboty. W regionie rośnie liczba przypadków wyczerpania psychicznego, zaburzeń i zachorowań na nowotwory. Obwodowy departament zdrowia podaje, że mimo spadku liczby ludności, z powodu ciągłego stresu i migracji liczba osób chorych onkologicznie wzrosła półtorakrotnie. Chociaż naukowcy dopiero planują dokładniej zbadać to zjawisko, wyczerpanie organizmu jest już odczuwalne. W tym duchu i dla własnego spokoju w wieku 35 lat wykupiłem najprostsze ubezpieczenie onkologiczne za 10 euro miesięcznie. Ponadto uruchamiamy program wsparcia zdrowia naszego zespołu. Dobrze widać kontrast między regionami przyfrontowymi a centralnymi, do których rakiety i drony docierają rzadziej.

      +Nadal pracujemy i planujemy: oczywiście trochę bardziej chaotycznie i w zwolnionym tempie, ale idziemy do przodu.

      +Czasami, by podtrzymać morale, żartujemy, że nadal zostajemy w Charkowie, bo jeśli gdzieś w pobliżu rozpocznie się kolejny konflikt zbrojny, będziemy wszyscy razem się bronić i razem trwać. A nasze doświadczenie sprawi, że nasze życie będzie najbezpieczniejsze, bo już wszystko wiemy. Wiemy, jak brzmią różne modele dronów, jak korzystać z Czujki i Chipy oraz jak reagować w różnych sytuacjach.

      +Jestem pewien, że to jedyna możliwa droga — mimo wszystkich niekorzystnych okoliczności, mimo wszystko, spokojnie i konsekwentnie szukać zasobów, sił i równowagi, by iść dalej i rozwijać się choćby o ułamek procenta.

  2. 16.09
    35 akapitów usuniętych
    Treść

    W weekendy chodzę i rozmyślam o planie bezpieczeństwa redakcji Gwara Media w Charkowie. To dokument analityczny, którym kierujemy się podczas zarządzania ryzykiem. Opracowany w 2023 roku, już po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji, stanowi ważny drogowskaz, do którego wracamy w trudnych czasach.

    Ostatni raz był aktualizowany latem 2024 roku podczas ofensywy na Wowczańsk, który został zniszczony przez rosyjskie wojska. Tej nocy przyśniło mi się, że rosyjskie wojska ponownie zbliżają się do Charkowa, i obudziłem się zlany zimnym potem.

    W 2026 roku ponownie wrócę do tego dokumentu, ponieważ w ciągu kilku lat znacznie zmienił się zarówno przebieg wojny, jak i jej wymiar technologiczny, a nasza redakcja musi na nowo przemyśleć swoje metody pracy. Cykle technologiczne we współczesnej wojnie są szybkie, dlatego musimy nieustannie aktualizować nasze procesy redakcyjne i protokoły zgodnie z sytuacją na froncie.

    W tych letnich miesiącach żyjemy w atmosferze obecności światłowodowych dronów FPV, które przedostają się do Charkowa i atakują stacje benzynowe. Pamiętam dzień pod koniec maja, kiedy pracowałem w mieście, relacjonując pierwsze ataki na stacje benzynowe, i pomyślałem: „Oto zaczęła się nowa letnia kampania wojskowa”.

    Przez cały dzień miasto było ostrzeliwane przez różnego rodzaju drony: „Shahidy”, V2U, „Mołnie”, a ja przemieszczałem się między stacjami benzynowymi i szukałem tych miejsc. Wtedy jeszcze nie myśleliśmy o tym, że stanie się to systematycznym kierunkiem ataków rosyjskich wojsk w tym roku. Nazwałbym te drony dronami typu mid-strike.

    Z czasem do miasta zaczęły docierać nie tylko drony średniej wielkości, lecz także małe drony FPV sterowane światłowodem. Było to szczególne doświadczenie, ponieważ po takich wydarzeniach zmienia się sposób postrzegania przestrzeni i pojawia się lepkie, ledwo zauważalne, a zarazem niekontrolowane poczucie ukrytego lęku.

    Informują o tym czytelnicy w mediach społecznościowych oraz pracownicy redakcji. Wyobraźnia podsuwa negatywne scenariusze, więc na początku lata z ostrożnością zaczęliśmy odczuwać przestrzeń miasta zupełnie inaczej niż wcześniej.

    Podczas jednego z takich incydentów nasi reporterzy na własne oczy zobaczyli światłowód od drona znajdujący się w miejscu ataku na stację benzynową. Napisaliśmy o tym, ponieważ była to informacja leżąca w interesie publicznym, choć władze cywilne domagały się, aby nie skupiać się na tym temacie, żeby „nie siać paniki”. W rzeczywistości była to panika administracji cywilnej, która nie wiedziała, co z tym zrobić, i próbowała ukryć tę informację. To problem, nad którym pracujemy i który nieustannie wywiera na nas presję, ponieważ pięć lat wojny odciska piętno na świadomości każdego menedżera w społecznościach lokalnych, przez co uważają, iż muszą kontrolować wszystko. Prawdopodobnie może to oznaczać potrzebę dialogu na temat bezpieczeństwa cywilnego ze strony wojska, ale nie ze strony organów cywilnych, które przekraczają swoje kompetencje.

    Dlatego nasza redakcja nie jest szczególnie lubiana, ponieważ chcemy szukać ukrytych informacji i koncentrować się na problemach. Dotyczy to zarówno dostępu do informacji z zakresu bezpieczeństwa, jak i dostępu do informacji cywilnych oraz realizacji wniosków o udostępnienie informacji. Niedawno, na potrzeby jednego z naszych śledztw, trzykrotnie odmówiono nam udostępnienia informacji, zatem rozważamy pozwanie jednej z administracji cywilnych — po raz pierwszy od rozpoczęcia pełnoskalowej wojny.

    Szef Charkowskiej Administracji Wojskowej podczas briefingu mówi, że tylko jeden na dziesięć dronów FPV jest w stanie przedrzeć się przez pozycje wojskowe do miasta, i to wyłącznie na jego obrzeżach. Jednocześnie eksperci technologiczni oraz dowódca jednego z najlepszych korpusów wojskowych, „Chartii”, mówią, że drony już latają nad Charkowem.

    Tego lata zaopatrzyliśmy się w nowy sprzęt, który bardzo mnie cieszy. Kupiliśmy CZUJKĘ oraz jej modyfikację — wyrzutnię sieci CHIPA — a także mobilnego Starlinka do pracy w warunkach kryzysowych. Zmienia to nasze protokoły działania, więc teraz w wolnym czasie skanujemy przestrzeń radiową i sprawdzamy, czy podczas naszych wyjazdów na tereny przyfrontowe nie latają drony. Wyrzutnia sieci CHIPA do przechwytywania i unieszkodliwiania drona to zupełnie nowe narzędzie i na szczęście jeszcze nie musieliśmy z niego korzystać. Jest jednorazowego użytku z nabojem pirotechnicznym. Planujemy je zabierać ze sobą do pracy na terenach przyfrontowych. To narzędzie ostatniej szansy i jesteśmy zmuszeni śledzić trendy, które zmieniają kontekst bezpieczeństwa, aby szukać sposobów radzenia sobie z nimi.

    Jeśli chodzi o stan psychiczny, piąty rok pełnoskalowej wojny przebiega według wzorca dynamicznego. O ile pierwsze trzy lata były czasem przeładowania, zaciętej walki i ogromnego stresu, o tyle w 2025 i 2026 roku jako redakcja zostaliśmy zmuszeni do szukania nowych sposobów funkcjonowania newsroomu. Jednym z naszych priorytetów stała się praca nad dokumentacją, tak aby w momentach kryzysu móc wracać do tej dokumentacji i nie tracić wiedzy. Wkładamy w to wiele wysiłku oraz systematycznie nad tym pracujemy.

    Dużo myślę o kondycji zespołu, programie wsparcia i polityce HR. Przez około 70% czasu funkcjonujemy w warunkach kryzysowych. Kiedy kryzysu akurat nie ma i trafiają nam się rzadkie tygodnie względnego spokoju, staramy się koncentrować na produktywności i rozwoju redakcji. To często demotywuje zespół, który pragnie szybkich rezultatów, ale mówię im: skupmy się na długoterminowej odporności, a nie na natychmiastowych wynikach. Nie chcę już bardziej eksploatować zespołu w imię ponadprzeciętnych rezultatów, żeby następnego dnia ludzie się wypalili, a my musieli szukać nowych specjalistów.

    Chcemy zachować trzon zespołu, ponieważ ci wspaniali ludzie wspólnie przeszli przez najtrudniejsze momenty wojny i widzieli rzeczy, których, niestety albo na szczęście, większość reporterów z krajów żyjących w spokoju nigdy nie zobaczy. To ogromne wyzwanie, a

    Wydaje się, że to jedyna rzecz, która daje nam teraz siłę, by nie popaść w rozpacz podczas tak długiej wojny.

    W ostatnim czasie włożyłem dużo wysiłku w rozwój umiejętności mentalnych i radzenie sobie ze stresem. Wprowadziliśmy również program wsparcia psychicznego dla dziennikarzy, a z organizacją na stałe współpracuje zespół specjalistów ds. wsparcia psychicznego. Każdy dziennikarz ma możliwość skorzystania z dwóch profesjonalnych konsultacji z psychologiem miesięcznie. Koledzy twierdzą, że znacząco poprawia to ich samopoczucie, pozwala uporać się z osobistymi lękami i problemami, które szczególnie nasilają się w warunkach stresu i kryzysu. Mam nadzieję, że pomaga im to nie tylko osiągnąć stabilność, ale także wspiera ich w osobistym rozwoju i pozwala dziennikarzom pełniej realizować swój potencjał.

    W ubiegłym roku w naszej niewielkiej 30-osobowej redakcji po raz pierwszy pojawiło się stanowisko HR, ponieważ wyzwania stojące przed zespołem wymagały już większego nakładu pracy. Inwestujemy w dobrostan ludzi poprzez programy edukacyjne, pobyty wypoczynkowe, nowy sprzęt oraz ubezpieczenia, ale znalezienie nowych współpracowników nie jest łatwe.

    Przeciwko redakcjom i organizacjom działającym w regionie przyfrontowym przemawia niemal każdy czynnik. Wielu zostało zmobilizowanych i walczy. Inni przenieśli się do innych regionów albo za granicę. Praca dziennikarzy na terenach przygranicznych jest ryzykowna, trudna i niestabilna — a to nie jest najlepsza motywacja. Ponadto wynagrodzenie jest niewielkie, zatem nie rekompensuje ponoszonego ryzyka. Pozostaje nadzieja na motywację społeczną i wartościową przyszłych współpracowników, których staramy się wybierać podczas rozmów rekrutacyjnych. Jest to jednak proces stopniowy.

    Nie mniej ważna jest dyskusja o ekonomicznym przetrwaniu redakcji. W 2025 roku poprzez różne środki komunikacji skontaktowaliśmy się z około 1300 firmami z regionu, proponując współpracę i relacjonowanie ich wydarzeń. Prawie nikt nie odpowiedział: przedsiębiorstwa są zajęte blackoutami, poszukiwaniem pracowników w związku z mobilizacją, zmianą lokalizacji oraz budowaniem alternatywnej infrastruktury energetycznej. Naszymi klientami są przede wszystkim organizacje społeczne oraz firmy krajowe, które realizują projekty i mają swoje oddziały w obwodzie charkowskim.

    Ogólnie rzecz biorąc, średniej wielkości redakcja jak nasza zajmuje dość szczególne miejsce w krajowym ekosystemie medialnym. Na szczycie są media krajowe i nadawca publiczny, które dysponują mechanizmami budżetowymi albo mają wsparcie dużych grup biznesowych, co sprawia, że ich model biznesowy jest nieco nienaturalny, a w warunkach przedłużającej się wojny jest to jeszcze bardziej widoczne. Po drugie, istnieje szczególny segment krajowych i regionalnych anonimowych kanałów na Telegramie oraz blogerów, którzy często kierują się specyficznymi motywacjami i niejasnymi zasadami redakcyjnymi.

    Średnie media, takie jak my, plasujące się w ścisłej czołówce 1–5 mediów w regionie, mają szczególny status, który zapewnia większą swobodą, ale jednocześnie narzuca większą odpowiedzialność. Dzięki temu możemy eksperymentować z tematami, formatami, śledztwami i wprowadzaniem nowych produktów — i właśnie to robimy. Jest to nam potrzebne do wypracowania własnego modelu autonomicznego finansowania, abyśmy mogli nadal informować czytelników i relacjonować wydarzenia. To ciągły, żywy proces, bez jednej, precyzyjnej odpowiedzi. Kluczowe znaczenie ma tutaj konsekwentna kontynuacja działań.

    Przeciwnicy naszego modelu zazwyczaj odwołują się do grantów przyznawanych przez darczyńców, ale obliczu cięć finansowych i potencjalnego wycofywania się sponsorów w obecnej sytuacji geopolitycznej zaczęliśmy myśleć w perspektywie dekad. Jednym z radykalnych pomysłów jest uruchomienie przez nas funduszu instytucjonalnego, który wspierałby nasze wydawnictwo w perspektywie długoterminowej. Obecnie jesteśmy na ważnym etapie tworzenia rady nadzorczej i budowania kapitału, dlatego szukamy partnerów i ekspertów, którzy mogliby nam w tym pomóc.

    Stale analizujemy i zastanawiamy się nad naszą grupą odbiorców. Obecnie wspiera nas około stu czytelników i ta liczba nie rośnie. Postrzegamy to jako wyczerpanie grupy odbiorców, ale z zasady odmawiamy wprowadzenia paywalla, dlatego zastanawiamy się, jak można to zmienić. Z rzeczy pozytywnych — znamy większość naszych darczyńców. Minusem jest to, że ich wkład finansowy ma raczej symboliczny charakter — stanowi około 2–5% naszych rocznych przychodów. Wierzymy jednak, że z czasem sytuacja ulegnie zmianie.

    Inspiruje nas to, że w przestrzeni medialnej są inne media, które wdrażają ten schemat oraz działania promujące go, takie jak inicjatywa „100 000 fanów dla ukraińskich mediów”.

    Tematyka bezpieczeństwa pozostaje aktualna, choć wyraźnie odczuwalne jest zmęczenie wiadomościami. Wśród odbiorców istnieje również duże zapotrzebowanie na kwestie sprawiedliwości społecznej — aktualne jest więc zarówno dziennikarstwo śledcze, jak i relacjonowanie ruchów społecznych. Już drugi rok z rzędu latem w Ukrainie odbywają się masowe protesty przeciwko różnym aspektom polityki państwa. W 2025 roku była to próba likwidacji państwowych instytucji antykorupcyjnych, z kolei w 2026 roku trwa dyskusja na temat sposobów zarządzania armią oraz relacji między Ministerstwem Obrony a wojskiem. Jako naród polityczny rozwijamy się i dostrzegam wyraźne przesunięcie punktu ciężkości z konkretnych nazwisk na zasady, wartości i sposobów funkcjonowania społeczeństwa. To mnie cieszy.

    Jednocześnie redakcja jest przez to rozdzierana na strzępy. Dziennikarze pracują w bardzo specyficznych warunkach i pod względem psychicznym niezwykle trudno jest przełączać się między różnymi stanami. W jednym tygodniu, z powodu intensywnego ostrzału, większość zespołu nie spała przez kilka nocy, a następnie w ciągu dnia pracowała na zwykłych zmianach. Możemy zaplanować nakręcenie nowego reportażu śledczego, ale potem nadlatuje dron-rakieta „Banderol” i musimy pojechać to sfilmować. Są to zupełnie różne psychologiczne tryby funkcjonowania i pracy, co bardzo mocno przeciążają redakcję. Staramy się jednak sobie z tym radzić poprzez procesy, procedury, zewnętrzne wsparcie psychologiczne, odpoczynek i wyjazdy regeneracyjne.

    Tego lata widziałem wyczerpanie zespołu, który nie był w stanie odpocząć, dlatego w czerwcu i lipcu organizowaliśmy spontaniczne wyjazdy na plażę z namiotami. Usłyszałem wtedy od jednej z koleżanek, która leżąc na piasku i myśląc o poprzednim tygodniu, powiedziała: „Wreszcie mogę się trochę odprężyć”. Psycholodzy pracujący z naszym zespołem twierdzą, że takie sygnały są oznaką niskiej odporności psychicznej.

    W szóstym roku również chwilowo straciłem równowagę. Mam 35 lat i przez ostatnie lata wojny i COVID-u nie miałem pełnoprawnych urlopów. Zwykle były to wyjazdy edukacyjne, szkolenia albo zmiana rodzaju aktywności. W tym roku zdiagnozowano u mnie wyczerpanie — dysfunkcję autonomicznego układu nerwowego oraz uraz nerwu i mięśnia — i zrozumiałem, że ja również mam swoje granice. Więc trochę odpocząłem w szpitalu.

    Na poziomie moralno-wolicjonalnym chciałem i mogłem nadal pracować, ale z czysto biologicznego punktu widzenia moje zasoby się wyczerpały. Obecnie kończę już rehabilitację i chociaż w ciągu ostatnich dwóch miesięcy moja zdolność do pracy spadła ze standardowych 100% do 30%, to czuję się już znacznie lepiej i zmierzam ku pełnemu powrotowi do zdrowia.

    Kluczowy wniosek dotyczący zachowania lokalnego dziennikarstwa jest następujący: menedżerowie mediów i społeczeństwo powinni skupiać się nie tylko na samym dziennikarstwie, ale również na budowaniu trwałego ekosystemu wsparcia dla dziennikarstwa. Zacząłem się na tym skupiać od 2025 roku, kiedy już czułem, że wojna trwa zbyt długo i że nie wystarczy mi sił, aby nieustannie funkcjonować w trybie „heroicznym”.

    W Charkowie funkcjonuje mit niezłomności i przekonanie, że Charków jest jak żelbet. To hasło powstało na początku pełnoskalowej inwazji i wywodzi się z dawnej kultury przemysłowej miasta oraz jego symbolu — Derżproma. Często odnosi się także do samych mieszkańców Charkowa. Jednak ta narracja wymaga krytycznej analizy i refleksji.

    Mimo iż pod względem moralno-wolicjonalnym jesteśmy niezłomni jak żelbet, widzimy jednak, że ludzie to nie roboty. W regionie rośnie liczba przypadków wyczerpania psychicznego, zaburzeń i zachorowań na nowotwory. Obwodowy departament zdrowia podaje, że mimo spadku liczby ludności, z powodu ciągłego stresu i migracji liczba osób chorych onkologicznie wzrosła półtorakrotnie. Chociaż naukowcy dopiero planują dokładniej zbadać to zjawisko, wyczerpanie organizmu jest już odczuwalne. W tym duchu i dla własnego spokoju w wieku 35 lat wykupiłem najprostsze ubezpieczenie onkologiczne za 10 euro miesięcznie. Ponadto uruchamiamy program wsparcia zdrowia naszego zespołu. Dobrze widać kontrast między regionami przyfrontowymi a centralnymi, do których rakiety i drony docierają rzadziej.

    Nadal pracujemy i planujemy: oczywiście trochę bardziej chaotycznie i w zwolnionym tempie, ale idziemy do przodu.

    Czasami, by podtrzymać morale, żartujemy, że nadal zostajemy w Charkowie, bo jeśli gdzieś w pobliżu rozpocznie się kolejny konflikt zbrojny, będziemy wszyscy razem się bronić i razem trwać. A nasze doświadczenie sprawi, że nasze życie będzie najbezpieczniejsze, bo już wszystko wiemy. Wiemy, jak brzmią różne modele dronów, jak korzystać z Czujki i Chipy oraz jak reagować w różnych sytuacjach.

    Jestem pewien, że to jedyna możliwa droga — mimo wszystkich niekorzystnych okoliczności, mimo wszystko, spokojnie i konsekwentnie szukać zasobów, sił i równowagi, by iść dalej i rozwijać się choćby o ułamek procenta.