±Generałowi chodzi jednak o to, żeby ludzie dostawali bieżące informacje, a nie jeden komunikat i ciszę aż do odwołania alarmu. Jeśli ktoś dostaje polecenie, żeby "znaleźć bezpieczne miejsce", często nie wie, gdzie ma się schronić. Zdaniem Polki to wręcz paraliżuje pracę firm i szkół.
±Polko uważa, że państwo za często przerzuca odpowiedzialność na obywateli. - Mamy pretensje do ludzi, że ignorują alarmy i nie uciekają do schronów. Tylko często nie wiedzą, gdzie jest najbliższy schron. Inna rzecz, że tych brakuje. Nie można uciekać od problemów. A problem jest w tym, kiedy i w jakim zakresie uruchamiamy alarmy alarmy. A obywatelom brak świadomości sytuacyjnej co robić - podkreśla.