← Interwencja Rzecznika Praw Dziecka
Polsat News · zmienił nagłówek po publikacji · www.polsatnews.pl ↗

Dzieci odebrane rodzicom. Horna-Cieślak przywołała sprawę Kamilka

Rzecznik praw dziecka w ogniu pytań. Tłumaczy swoje zachowanie

6 zmian po publikacji w ciągu 1 h 5 min: nagłówek raz, 6 akapitów zmienionych, 1 usunięty, 11 dopisanych.

Pokazujemy każdą zmianę, jaką zaobserwowaliśmy między kolejnymi zapisami artykułu (7 zapisów, pierwszy 23.09 o 15:46). Godzina zmiany to przedział między dwoma zapisami, nie moment edycji w redakcji.

Oś zmian · kiedy zmieniano i gdzie artykuł był wtedy na stronie głównej

23.09 15:30 23.09 17:20
każda kreska to jedna zaobserwowana zmiana — kliknij, by do niej przejść pozycja na stronie głównej: niżej → czołówka (górne 5%)

Zmiany · 6 zapisów ze zmianami, najnowsze u góry

usunięte słowa dodane słowa ± akapit zmieniony + akapit dopisany akapit usunięty

  1. 23.09
    3 akapity zmienione · 1 akapit dopisany
    Treść

    ±Cholewiński po raz kolejny przytoczył uzasadnienie sądu, z którego wynika, że Horna-Cieślak "z żarliwością zaangażowała się w podejmowanie nieformalnych, pozaprocesowych i pospiesznych czynności, które w konsekwencji doprowadziły do niepotrzebnego umieszczenia maleńkich dzieci w placówce opiekuńczo-wychowawczej". - Mówię bardzo jasno, że kwestionuje to, co mówi sąd w zakresie tego, jak wyglądała ta historia. Nie zgadzam się z takim przedstawieniem sytuacji, w której dochodziło do przemocy wobec dzieci - odpowiedziała rzecznik praw dziecka.

    ±Podkreślała, że jej interwencja to tylko jeden z elementów, bo "ta rodzina jest w zainteresowaniu służb od bardzo dawna". - Więc policja ma obowiązek podjąć określone działania w tym zakresie. działania. Między innymi musi skorzystać z procedur, które są przewidziane w prawie, czyli przeanalizować stan faktyczny do tego, czy istnieją czynniki krzywdzenia i zagrożenia dla bezpieczeństwa dziecka. I w tej sprawie to było. Wszyscy działali zgodnie z prawem na mocy obowiązującego prawa - dodała.

    ±Horna-Cieślak przyznała, że oprosiła poprosiła w komendzie stołecznej o zorganizowanie spotkania interdyscyplinarnego. - Mieliśmy już dużo materiału w zakresie tego, co się dzieje w tej rodzinie. I kiedy zebraliśmy cały materiał dowodowy w tej sprawie, to policja wypełniła formularz. Właśnie się podjęła działania w zakresie przeanalizowania jeszcze raz sytuacji rodziny i podjęła działanie związane z tym, żeby zabezpieczyć po prostu dobro dzieci, które doświadczały przemocy - stwierdziła.

    +Cholewiński po raz kolejny przytoczył uzasadnienie sądu, z którego wynika, że Horna-Cieślak "z żarliwością zaangażowała się w podejmowanie nieformalnych, pozaprocesowych i pospiesznych czynności, które w konsekwencji doprowadziły do niepotrzebnego umieszczenia maleńkich dzieci w placówce opiekuńczo-wychowawczej".

  2. 16:21–16:41 · 2 dopisania · 4 akapity, 225 słów rozwiń
    1. Treść

      +Horna-Cieślak przyznała, że oprosiła w komendzie stołecznej o zorganizowanie spotkania interdyscyplinarnego. - Mieliśmy już dużo materiału w zakresie tego, co się dzieje w tej rodzinie. I kiedy zebraliśmy cały materiał dowodowy w tej sprawie, to policja wypełniła formularz. Właśnie się podjęła działania w zakresie przeanalizowania jeszcze raz sytuacji rodziny i podjęła działanie związane z tym, żeby zabezpieczyć po prostu dobro dzieci, które doświadczały przemocy - stwierdziła.

      +Następnie prowadzący zapytał, czy ze strony biura RPD dochodziło do nacisków na sąd. - Sąd nie pracuje w długi weekend. (...) Skontaktowaliśmy się z sędzią dyżurującym, mówiąc o tym, że skierowaliśmy określone pisma i wnioski dowodowe do sądu, uważamy, że sprawa jest pilna, a z racji tego, że sędzia będzie mógł się z nimi zapoznać w poniedziałek, prosimy o to, żeby zapoznał się z materiałami w dniu dzisiejszym - mówiła.

      +- Nie było żadnych nacisków, nie naciskamy i nie będziemy naciskać na żadne instytucje - zapowiedziała.

    2. Treść

      +Podkreślała, że jej interwencja to tylko jeden z elementów, bo "ta rodzina jest w zainteresowaniu służb od bardzo dawna". - Więc policja ma obowiązek podjąć określone działania w tym zakresie. Między innymi musi skorzystać z procedur, które są przewidziane w prawie, czyli przeanalizować stan faktyczny do tego, czy istnieją czynniki krzywdzenia i zagrożenia dla bezpieczeństwa dziecka. I w tej sprawie to było. Wszyscy działali zgodnie z prawem na mocy obowiązującego prawa - dodała.

  3. 23.09
    1 akapit zmieniony · 1 akapit dopisany
    Treść

    ±Podczas rozmowy prowadzący Michał Cholewiński przytoczył fragment orzeczenia sądu dotyczące tego, że działania Hornej-Cieślak "mogą nosić wyraźne znamiona przemocy instytucjonalnej, a machina państwowa i urzędowa została uruchomiona w sposób rażąco nieproporcjonalny do zaistniałego zdarzenia".

    +Cholewiński po raz kolejny przytoczył uzasadnienie sądu, z którego wynika, że Horna-Cieślak "z żarliwością zaangażowała się w podejmowanie nieformalnych, pozaprocesowych i pospiesznych czynności, które w konsekwencji doprowadziły do niepotrzebnego umieszczenia maleńkich dzieci w placówce opiekuńczo-wychowawczej". - Mówię bardzo jasno, że kwestionuje to, co mówi sąd w zakresie tego, jak wyglądała ta historia. Nie zgadzam się z takim przedstawieniem sytuacji, w której dochodziło do przemocy wobec dzieci - odpowiedziała rzecznik praw dziecka.

  4. 23.09
    nagłówek · 1 akapit usunięty · 5 akapitów dopisanych
    Nagłówek

    Dzieci odebrane rodzicom. Horna-Cieślak przywołała sprawę Kamilka Rzecznik praw dziecka w ogniu pytań. Tłumaczy swoje zachowanie

    Treść

    Minister podkreślała, że "obecnie dzieci nie znajdują się w środowisku domowym".

    +Podczas rozmowy prowadzący przytoczył fragment orzeczenia sądu dotyczące tego, że działania Hornej-Cieślak "mogą nosić wyraźne znamiona przemocy instytucjonalnej, a machina państwowa i urzędowa została uruchomiona w sposób rażąco nieproporcjonalny do zaistniałego zdarzenia".

    +Według sądu "punktem wyjścia było co najwyżej szarpnięcie dziecka przez matkę i słowa, że 'przez całe życie muszę się z tobą męczyć' oraz wulgaryzmy wobec pani Moniki Horny-Cieślak". Również wezwani na miejsce policjanci mieli nie widzieć podstaw do tego, żeby odebrać dzieci rodzicom. Mimo to dochodziło do tajemniczych weekendowych spotkań RPD z komendantem stołecznym policji, które policja określiła mianem "roboczych". - Czy wywierała pani presję na policję, żeby dzieci od rodziców zabrać? - zapytał.

    +- Po pierwsze, bardzo bym chciała, żeby sąd bazował na całości materiału dowodowego. (...) Kiedy dowiedzieliśmy się w poniedziałek, że jest rozprawa, która ma dotyczyć tego, co się wydarzyło, sąd mnie nawet nie wezwał, żebym składała zeznania w charakterze świadka. Sama się stawiłam - odpowiedziała. - Druga rzecz, nie spotykałam się z żadnym panem komendantem - dodała.

    +Dalej tłumaczyła, że omawiany incydent wydarzył się w piątek, a instytucje pomocowe nie działają w weekendy. - Na przykład Ośrodek Pomocy Społecznej nie pracuje i kiedy skierowaliśmy prośbę o działanie, otrzymaliśmy odpowiedź, że podejmie je dopiero w poniedziałek - dodała.

    +Minister podkreślała, że "obecnie dzieci nie znajdują się w środowisku domowym". - Cały materiał dowodowy mówi o tym, że ta rodzina już była wcześniej znana służbą. Była tam wcześniej procedura niebieskiej karty, interweniowali sąsiedzi, były awantury, a obecnie dzieci nie są w domu - przekazała.

  5. Treść

    ±Horna-Cieślak na antenie Polsat News dopytywana o orzeczenie sądu przywołała sprawę ośmioletniego Kamilka z Częstochowy. - Nie komentuję orzeczeń sądu, natomiast wielokrotnie jako rzeczniczka praw dziecka nie zgadzałam się z różnymi orzeczeniami w zakresie tego, czy dochodzi do krzywdzenia dzieci. Proszę pamiętać o tym, że w sprawie Kamilka też wcześniej były sygnały świadczące o tym, co się dzieje w rodzinie. I naszą rolą, moją rolą jako Rzecznika Praw Dziecka jest reagowanie, kiedy widzimy czynniki krzywdzenia dziecka. I te czynniki krzywdzenia dziecka po prostu były. I ja zareagowałam jako świadek przemocy wobec dzieci - mówiła.

    ±Odnosząc się do wydarzeń z 14 sierpnia wyjaśniła, że kiedy czekała na przystanku autobusowym była "świadkiem bezpośrednim stosowania agresywnej przemocy fizycznej i psychicznej wobec dzieci". psychicznej". Tłumaczyła, że kobieta w bardzo wulgarny sposób odnosiła się do swojego kilkuletniego dziecka. - Więc proszę sobie wyobrazić, jeżeli w miejscu publicznym matka w taki sposób mówi do własnych dzieci, to co się dzieje w czterech ścianach? - pytała.