Afera po interwencji rzeczniczki praw dziecka. Monika Horna-Cieślak zabrała głos
Monika Horna-Cieślak przedstawiła swoją wersję zdarzeń w sprawie, która wzbudziła oburzenie wśród m.in. wśród niektórych polityków. — Powiedziałam, że dzwonię na policję, a matka dzieci wtedy zaczęła dzwonić do swojego partnera, oni zaczęli mnie obrażać w obecności swoich 5-letnich dzieci — mówiła rzeczniczka praw dziecka w rozmowie z Gońcem.
±Portal Zero.pl opisał jedną z interwencji rzeczniczki praw dziecka, po której — pomimo sprzeciwu sądu oraz policji — rodzicom odebrano dwoje dzieci i umieszczono je w domu dziecka. Powodem miało być krzyknięcie przez matkę na wbiegającego na ulicę potomka i kilka wulgaryzmów skierowanych w stronę Moniki Horny-Cieślak. Niektórzy politycy po tej interwencji domagali się odwołania rzeczniczki.
±Rzeczniczka praw dziecka podkreśliła również, że matka zaczęła się oddalać, a dzieci nie chciały iść razem z nią. Horna-Cieślak liczyła na interwencje interwencję ośrodka pomocy społecznej, jednak ten przekazał, że będzie mógł zrobić coś dopiero po weekendzie, a w momencie zgłoszenia był piątek.
±Horna-Cieślak dodała także, że ma fragment nagrania, na którym widać agresję matki wobec dzieci. Podkreśliła także, że rodzina była już znana policji, bo dochodziło tam do awantur domowych, była założona Niebieska Karta. domowych i miała założoną Niebieską Kartę.
±Jak dodała, "prawo, które obecnie obowiązuje, zostało opracowane przez osoby, które teraz domagają się mojej dymisji". — Moją rolą jest stawanie w obronie dzieci, niezależnie czy się to komuś podoba, czy nie — podsumowała działaczka.