Dyskusja nad - moim zdaniem błędnymi, nawet jeśli wyrastającymi z dobrych intencji - działaniami rzeczniczki praw dziecka zabrnęła w rejony absurdalne. Oskarżanie jej o to, że jest ona "złym człowiekiem", obelgi... człowiekiem" i...
±Monika Horna-Cieślak, o czym pisałem dla Wirtualnej Polski, moim zdaniem nadużyła władzy i niezależnie od swojej argumentacji zachowała się ponad-standardowo ponadstandardowo wobec rodziców dziecka. dzieci. Jej decyzje i działania realnie zaszkodziły dziecku dzieciom i naruszyły zaufanie do instytucji państwowych, a - wiele na to wskazuje - były także złamaniem reguł prawnych. I nie zmienia tego fakt, że rodzina miała niebieską kartę czy to, że sądy - jej zdaniem - działały zbyt opieszale. Owszem Owszem, to wyjaśnia jej motywy, ale wcale nie sprawia, że jej model działania stał się bardziej uzasadniony.
±Od tej – dość jasno wyłożonej przeze mnie (i wielu innych komentatorów) tezy – do oskarżenia o to, że jest "złym człowiekiem" (o czym mówił i pisał Krzysztof Stanowski, a przed czym bronił jej Piotr Trudnowski) jest jednak dość daleka droga. Ludzie nie muszą być źli, by się mylić, popełniać błędy czy nawet nadużywać władzy; dobrzy władzy. Dobrzy ludzie, niekiedy kierując się dobrymi intencjami, czynią zło, a niekiedy dobrymi intencjami – jak mówi polskie przysłowie – jest piekło wybrukowane. Świat i ludzkie działania są o wiele bardziej skomplikowane, niż chcieliby internetowi populiści.
±Ale zostawiając na boku religię, warto zauważyć, że tego rodzaju oskarżenia w istocie uniemożliwiają poważną rozmowę i debatę, a nawet zrozumienie drugiego człowieka. Jeśli po drugiej stronie jest "zły człowiek", to nie ma żadnych powodów, by słuchać jego argumentacji, by spróbować zrozumieć jego decyzje (nawet polemizując z nimi) czy spróbować próbować zmienić jego myślenie. Obelga unieważnia nie tylko jego działania, ale i jego samego. Wyklucza go z debaty i oznacza w istocie odrzucenie wszystkiego, co za nim stoi, bo ze złem nie da się dyskutować.
±Medialne i moralne wzmożenia, z jakimi mamy do czynienia w przypadku rzeczniczki, nie są zresztą niczym zaskakującymi zaskakującym ani właściwymi właściwym tylko jednej stronie debaty. Unieważnianie poglądów poprzez uznanie ich nosicieli za "złych", "głupich", "ograniczonych" czy "niemoralnych" ma długą tradycję i właściwe jest wszystkim stronom i wszystkim debatom. I po każdej stronie nie prowadzi to do niczego dobrego, bo w istocie uniemożliwia rozmowę, spotkanie, dialog i wspólne bycie w tym samym kraju…
±Jeśli po drugiej stronie są "źli", "zdrajcy" czy "Judasze" – to, jak napisał mi jeden z oburzonych jednym z moich tekstów czytelników – "nie możemy żyć w jednym kraju… My "My albo On" czy też szerzej "my albo oni". Tyle że troska o dzieci, przeciwdziałanie przemocy, a wreszcie Polska nie jest ich ani nasza, ale wspólna i będziemy w niej razem, czy się to komuś podoba, czy nie. I choćby dlatego warto rozmawiać, a nie okładać się obelgami.