Gościem Marcina Giełzaka w programie "Dzieje" był Ryszard Chojnowski – znany tłumacz, pasjonat i ekspert branży. tłumacz gier komputerowych. Rozmowa toczyła się wokół fascynującej historii elektronicznej rozrywki, jej ewolucji od prostych... prostych pikseli do...
±Rozpoczynając dyskusję, Marcin Giełzak przywołał słowa legendarnego krytyka filmowego Rogera Eberta, który bezwzględnie odmawiał grom miana sztuki, porównując je do zwykłych szachów. Ryszard Chojnowski stanowczo odbił ten argument. - To bym mu powiedział, że literatura nie jest alfabetem i szachy to jest zbiór zasad przedstawiających określoną grę i tylko tyle - ripostował. Ekspert zauważył, że gracz, mając realny wpływ na losy bohaterów, przeżywa wirtualne wydarzenia o wiele głębiej. - Możemy stworzyć grę, w której szachy będą bohaterem i możemy sprawić, by to była opowieść. Interaktywna opowieść, w której gracz dozna wielu wzruszeń, radości i przeżyje może nawet swoiste katharsis - argumentował gość.
±Chojnowski zwrócił uwagę, że dawne bariery sprzętowe często stymulowały wyobraźnię programistów i artystów. - Skoro nie możemy tych budynków, tego wszystkiego, to zrobimy mgłę. I tam mgła nieprawdopodobnie dodaje klimatu - wspominał kulisy powstawania klasycznej gry "Silent Hill", w czasach, gdy brakowało pamięci RAM. Tłumacz z entuzjazmem podkreślał też edukacyjny walor cyfrowych produkcji. - Wystarczy zagrać w "Civilization" chociażby, żeby poznać dzieje ludzkości, oczywiście bardzo skondensowane i w dużej mierze uproszczone - zauważył ekspert. Dodał, że tytuły takie jak polskie "This War of Mine" czy gra "Papers, Please" potrafią uczyć empatii i pokazywać przerażające mechanizmy państw autorytarnych.
±Szczególnie gorącym wątkiem okazały się narodziny polskiego gamedevu, który dziś święci triumfy pod każdą szerokością geograficzną. Gość Giełzaka wygłosił na ten temat mocną, nieco kontrowersyjną tezę. - Moim zdaniem tak naprawdę bez piractwa w latach osiemdziesiątych nie byłoby polskiej branży - ocenił bez ogródek Chojnowski. Przypomniał, że w czasach PRL-u i we wczesnych latach 90. legalne oprogramowanie było nad Wisłą abstrakcją, a rozkwit talentów miał miejsce na gwarnych giełdach. - Wiem, że można teraz na to się krzywić, że to było nielegalne. Wtedy to było legalne (...) Gdyby nie to, nie rozwinęłaby się wtedy polska branża, nie byłoby nikogo stać na to - podsumował znawca, wspominając też złotą erę czasopism poświęconych grom, takich jak "Top Secret" czy "Secret Service".
+Ekspert zauważył, że gracz, mając realny wpływ na losy bohaterów, przeżywa wirtualne wydarzenia o wiele głębiej. - Możemy stworzyć grę, w której szachy będą bohaterem i możemy sprawić, by to była opowieść. Interaktywna opowieść, w której gracz dozna wielu wzruszeń, radości i przeżyje może nawet swoiste katharsis - argumentował gość.
+Chojnowski zwrócił uwagę, że dawne bariery sprzętowe często stymulowały wyobraźnię programistów i artystów.
+- Skoro nie możemy tych budynków, tego wszystkiego, to zrobimy mgłę. I tam mgła nieprawdopodobnie dodaje klimatu - wspominał kulisy powstawania klasycznej gry "Silent Hill", w czasach, gdy brakowało pamięci RAM.
+Szczególnie gorącym wątkiem okazały się narodziny polskiego gamedevu, który dziś święci triumfy pod każdą szerokością geograficzną. Gość Giełzaka wygłosił na ten temat mocną, nieco kontrowersyjną tezę.
+- Moim zdaniem tak naprawdę bez piractwa w latach osiemdziesiątych nie byłoby polskiej branży - ocenił Chojnowski. Przypomniał, że w czasach PRL-u i we wczesnych latach 90. legalne oprogramowanie było nad Wisłą abstrakcją, a rozkwit talentów miał miejsce na gwarnych giełdach.