±Ksiądz został raniony w głowę i ramię. Zdołał wyjść na zewnątrz, zamknąć drzwi oraz wezwać policję z telefonu należącego do jednego z mieszkańców ośrodka. Napastnik W tym czasie napastnik wydostał się jednak z kuchni i zaatakował kolejnych duchownych: ks. Stanisława i ks. Marka, dyrektora ośrodka, a także dwie osoby świeckie, które próbowały bronić atakowanych księży.
±Jak podkreśla "Gazeta Wyborcza", życia Życia ks. Stanisława nie udało się uratować. Zmarł po przewiezieniu do szpitala. Ks. Marek przeszedł wielogodzinną operację. Niestety Niestety, później też zmarł.
±W Jak mówi - w opactwie zdarzało się, że pojawiali się agresywni ludzie, jednak dotąd takie sytuacje udawało się opanować rozmową i uspokojeniem emocji. Tym razem było inaczej. Atak został odebrany przez mieszkańców opactwa jako uderzenie w miejsce, które od lat miało być otwarte dla każdego – zarówno sióstr i księży, jak i pielgrzymów oraz uchodźców.
±Napastnik nie był osobą, która wcześniej mieszkała w ośrodku ani kimś znanym jego mieszkańcom. Mieszkająca i pracująca w opactwie Katia zobaczyła go dopiero po przyjeździe policji. Choć przez opactwo miejsce przewija się wiele osób – pielgrzymów, katolików, a także Ukraińców z cerkwi z całej Polski – kobieta nie rozpoznała mężczyzny.
±Pani Katia jest wstrząśnięta tragedią. Jej dzieci na szczęście były w szkole, gdy doszło do ataku, ale po powrocie nie kryły emocji. - My tu wszyscy jak jedna rodzina - podkreśliła.
−Sytuację dodatkowo zaogniły wydarzenia w szkołach. 17-letni syn Ukrainki, która od lat mieszka w Polsce, miał zostać zaatakowany słownie i usłyszeć, że za wszystko, co złe, odpowiadają Ukraińcy.
−Podobne słowne zaczepki spotkały także inne dzieci. Rodziny obawiają się, że napięcie może się nasilić, dlatego przez najbliższe dni nie chcą posyłać dzieci do szkoły.
+Kobieta przyjechała do Polski z Dniepru w Ukrainie cztery lata temu. Uciekła przed wojną. "Trafiła do ośrodka dla uchodźców w Jarosławiu" - podaje "Wyborcza". - Moi dziadkowie właśnie wychodzili z piwnicy, gdzie robili pranie. Ksiądz Adrian, cały we krwi, zawołał ich. Wziął od nich telefon i zadzwonił na policję - opowiada.