±– Ja jestem tym faktem trochę zdziwiona, ponieważ wielokrotnie, chociażby kiedy była procedowana ustawa Kamilka, byłam w Sejmie i w Senacie przedstawiana jako pracownik i ekspert, przede wszystkim współpracownik Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości – stwierdziła w programie "Pytanie dnia" Tvp TVP Info rzeczniczka praw dziecka, odnosząc dziecka. Odniosła się do tego, że niektórzy politycy koalicji przyznają dziś wprost – wprost: nie byli świadomi jej współpracy z Instytutem podległym Ziobrze.
±– Moje miesięczne wynagrodzenie to było około dwóch tysięcy dwustu złotych 2200 zł netto, a przez ten czas przygotowałam siedem projektów ustaw, które zostały przyjęte – tłumaczyła w TVP Info. – Wszystkie ustawy, które ja prowadziłam, w których brałam udział, były przyjęte ponad podziałami. I to jest najważniejsze. To był moment, kiedy wszyscy się jednoczyli na rzecz dzieci – przekonywała Monika Horna-Cieślak.
±Szczególnie istotny okazuje się kontekst z 2025 r. Rząd Donalda Tuska przygotował poprawki do ustawy Kamilka, które łagodziły część jej przepisów uznanych za nadmiernie uciążliwe – uciążliwe, m.in. wymóg zaświadczeń z Krajowego Rejestru Karnego dla rodziców jadących z klasą na wycieczkę. Sejm uchwalił zmiany 5 sierpnia 2025 r. Czternaście dni później Horna-Cieślak wysłała prezydentowi Karolowi Nawrockiemu pismo krytykujące nowelizację. Nie wspomniała w nim ani słowem o swoim udziale w tworzeniu pierwotnych przepisów ani o publicznych pieniądzach, które za to otrzymała. Prezydent zawetował poprawki, powołując się na jej opinię.