±- – Mimo że wysiedli z poważnie uszkodzonego pojazdu, pytali: "czy "Czy my cię uderzyliśmy?", jakby nie chcąc wierzyć, że do czegoś doszło - – opowiadał Sieliwończyk.
±- – Wcześniej pojawiła się policja i karetka pogotowia. Mężczyzna, który podał się za kierowcę, starał się tłumaczyć tym, że nie widział dziecka. Zdaje się, że pytany, dlaczego odjechali, milczał, ale to już nie ja zadawałem mu te pytania - – mówi reporter.