±Zgodnie z nowymi zasadami w diecie dzieci musi być więcej produktów roślinnych. Oznacza to, że bywają dni, w których uczniowie nie mają w ogóle wyboru, tylko muszą jeść dania z ciecierzycy, soczewicy czy warzyw. W części dni mogą zdecydować, co wybierają. Przez tydzień moich obserwacji w szkolnej stołówce byłam przerażona nie tylko tym, ile jedzenia ląduje w śmietniku, ale także tym, że dzieci wychodziły głodne, odstawiając do zwrotu pełne talerze. — Ostatnio wciąż muszę synowi szykować drugi obiad w domu, bo tego, co dostaje w szkole szkole, nie chce jeść. Próbuje, ale mu nie smakuje. Nie da się zmusić, żeby jadł coś, co mu zupełnie nie leży. Na dodatek tracę pieniądze na opłacenie tych szkolnych obiadów. A nie jest to mała suma — mówi pani Martyna, mama 8-letniego Kuby z Poznania.
±Może się wydawać, że lepiej jest, gdy uczniowie wyboru nie mają i w menu jest wyłącznie danie roślinne. Co mnie jednak zaskoczyło, sytuacja wtedy wygląda niespecjalnie lepiej. Myślałam, że głodne dzieci zjedzą np. kotlet z ciecierzycy. Ich reakcja jednak bardzo mnie zaskoczyła. Do kuchni wracały albo pełne talerze, albo takie, na gdzie z których zjedzono ziemniaki, ewentualnie surówkę, ale kotlet zostawiano. Niemal każdy nadgryziony. Widać, że dzieci próbowały, chciały zjeść, ale nie dały rady.