±W piątek szef Z ustaleń przekazanych przez szefa prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej wynika, że wielomiesięczne starania o wzmocnienie amerykańskiej obecności militarnej nad Wisłą przyniosły ostateczny efekt. W piątek Marcin Przydacz poinformował o przełomie w rozmowach ze stroną amerykańską. Z deklaracji urzędnika wynika, przekazał, że władze w Waszyngtonie podjęły amerykańska administracja podjęła już polityczną kierunkową decyzję o utworzeniu nowej bazy wojsk Stanów Zjednoczonych na terytorium Polski. w Polsce.
±Szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej podkreślił, że administracja państwowa i resorty obrony muszą teraz przekuć polityczne deklaracje w realne działania infrastrukturalne. - Wtedy będziemy mieli sto procent pewności, 100-procentową pewność, że ona powstała. Na tym etapie jest decyzja polityczna, którą trzeba implementować - dodał polityk.
−Informacja o ostatecznej zgodzie amerykańskiej administracji padła po serii spotkań przeprowadzonych w Białym Domu oraz Departamencie Stanu, które dotyczyły kwestii bezpieczeństwa. Oznacza to zamknięcie etapu wstępnych negocjacji na najwyższym szczeblu państwowym.
−Polski urzędnik zaznaczył, że zielone światło od rządu federalnego to kluczowy krok, jednak sam proces tworzenia bazy wymaga teraz ścisłego zaangażowania i współpracy struktur wojskowych z obu państw.
+Urzędnik Kancelarii Prezydenta poinformował o tym podczas briefingu podsumowującego jego spotkania w Waszyngtonie. Rozmawiał tam przez blisko 40 minut z Michaelem Needhamem, zastępcą doradcy do spraw bezpieczeństwa narodowego prezydenta USA, a także z dwiema zastępczyniami sekretarza stanu Marco Rubio. Głównymi tematami tych negocjacji były kwestia stałej bazy, obecność sprzętu wojskowego oraz amerykańskie inwestycje.
+Prezydencki minister nawiązał w ten sposób do czwartkowej wypowiedzi Donalda Trumpa, który zapytany o tę kwestię przez dziennikarzy, potwierdził, że sprawa jest rozpatrywana, dając do zrozumienia, że kierunkowa decyzja mogła już zapaść.
+Z politycznego punktu widzenia projekt otrzymał akceptację, jednak jego realizacja wymaga teraz skomplikowanych działań na szczeblu wojskowym i infrastrukturalnym. Według wiedzy przekazanej przez Przydacza, kształt i skala amerykańskiej obecności zostaną precyzyjnie określone w dokumencie przeglądowym globalnego rozmieszczenia sił, który Pentagon ma opublikować prawdopodobnie w listopadzie.
+Po stronie polskiej proces ten będzie wymagał uchwalenia odpowiedniej specustawy, wytypowania dogodnej lokalizacji w porozumieniu z Amerykanami oraz wybudowania niezbędnej infrastruktury, która pomieści żołnierzy i sprzęt.
+- Pan prezydent wywalczył tę bazę dla Polski, dla Polaków, ale teraz trzeba ją jeszcze stworzyć - zaznaczył szef BPM.
+W sprawę inwestycji osobiście zaangażował się również Karol Nawrocki. Podczas niedawnej wizyty w Nowym Jorku prezydent rozmawiał z Donaldem Trumpem. Jak relacjonował Przydacz, choć spotkanie trwało zaledwie kilka minut, dotyczyło bezpośrednio bazy wojsk USA oraz budowy centrum serwisowego dla pocisków do systemów Patriot. W tej drugiej sprawie głowa państwa interweniowała na wyraźną prośbę polskiego rządu. Z relacji ministra wynika, że prezydent usłyszał od przywódcy USA bardzo pozytywne słowa.
+Kwestia tworzenia amerykańskiej bazy stała się również tłem dla ostrej krytyki polskiego rządu ze strony Kancelarii Prezydenta. Marcin Przydacz uderzył bezpośrednio w wicepremiera i szefa MON Władysława Kosiniaka-Kamysza, zarzucając mu brak odpowiedniego zaangażowania w relacje z amerykańskimi partnerami.
+Poszło o brak spotkania szefa polskiego MON z sekretarzem obrony USA Pete'em Hegsethem. Polskie ministerstwo tłumaczyło odwołanie rozmów konfliktem kalendarzy i trwającą w tym samym czasie wizytą chińskiego przywódcy w Waszyngtonie. Szef BPM ocenił jednak, że Kosiniak-Kamysz zabiegał o ten kontakt niezbyt intensywnie.
+- Trzeba kuć żelazo, póki gorące. Apelujemy do pana Władysława Kosiniaka-Kamysza, by być może mniej zajmował się wewnętrznymi utarczkami politycznymi, pouczaniem kolegów polityków, a bardziej zainteresował się tym, co jest dzisiaj najważniejsze. Najważniejsze jest bezpieczeństwo państwa polskiego - powiedział Przydacz.
+Minister potwierdził jednocześnie, że Kancelaria Prezydenta pomogła w zorganizowaniu spotkania Władysława Kosiniaka-Kamysza z Donaldem Trumpem podczas niedawnej wizyty wicepremiera w USA. Przydacz wykorzystał tę okazję do wbicia szpili szefowi MSZ Radosławowi Sikorskiemu, który publicznie domagał się notatki z tej rozmowy. Przedstawiciel prezydenta stwierdził wprost, że przepływ informacji między wicepremierami w obecnym rządzie nie do końca funkcjonuje odpowiednio.
+Oprócz rozmów dwustronnych Marcin Przydacz wziął w Waszyngtonie udział w trzecim spotkaniu tak zwanych szerpów grupy G20, przygotowującym grudniowy szczyt liderów w Miami. Minister poinformował, że w projekcie końcowej deklaracji uwzględniono wszystkie najważniejsze polskie priorytety. Polskę na florydzkim szczycie, jako gość specjalny zaproszony przez Donalda Trumpa, będzie reprezentował prezydent Karol Nawrocki.
+Ambicje Warszawy sięgają jednak dalej niż tylko rola gościa. Szef BPM potwierdził, że polska dyplomacja realizuje dwutorową strategię. Planem maksimum jest dołączenie Polski do G20 jako pełnoprawnego, 22. stałego członka grupy. Minister przyznał, że będzie to niezwykle trudne, ponieważ wymaga jednomyślności wszystkich obecnych państw członkowskich.
+Zabezpieczeniem tej strategii jest tak zwany plan B, czyli wynegocjowanie zaproszenia do udziału w przyszłorocznych pracach G20 od Wielkiej Brytanii, która przejmie prezydencję w grupie. W związku z tym prezydent Karol Nawrocki tuż przed grudniowym wylotem do Miami uda się z oficjalną wizytą do Londynu.
+Podczas briefingu prezydencki urzędnik poruszył również niezwykle głośny w Polsce temat nasilenia rosyjskich działań sabotażowych. Jego słowa wywołały potężne kontrowersje, ponieważ wprost zarzucił kłamstwo szefowi rządu.
+Przydacz oświadczył, że podczas spotkań z przedstawicielami amerykańskiej administracji żaden z jego rozmówców nie przekazał alarmujących informacji o sabotażu i nie uderzał w dramatyczny ton. W związku z tym oskarżył premiera Donalda Tuska oraz jego ministrów o celowe zaostrzanie języka wyłącznie po to, aby zdobywać punkty w polityce wewnętrznej.
+- Próba wykorzystywania tego do zbijania wewnętrznych punktów politycznych, moim zdaniem, po pierwsze jest przeciwskuteczna, po drugie jest szkodliwa, bo znieczula Polaków na potencjalne zagrożenia - ocenił urzędnik.
+Na tym jednak nie poprzestał. Przydacz oskarżył Donalda Tuska o okłamanie obywateli w sprawie rzekomego raportu dotyczącego zagrożeń, który szef rządu miał otrzymać bezpośrednio od dyrektora CIA. Według wiedzy szefa prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej taki dokument nie istniał, a premier oparł swoje słowa jedynie na relacji ministra Tomasza Siemoniaka z jego wizyty w Stanach Zjednoczonych.