+Oświadczenie w związku z zatrzymaniami opublikował także Orlen. Spółka "przypomina", co działo się w 2023 r. "To wówczas bez żadnej ustawy, podstawy prawnej, ze złamaniem procedur spółki notowanej na giełdzie, postanowiono wpłynąć na wyniki wyborów parlamentarnych, sztucznie zaniżając ceny paliw" — czytamy.
+Orlen podkreślił, że straciło na tym bezpieczeństwo Polski, rynek i sami kierowcy, którzy nie mogli zatankować. "Co by się wydarzyło, gdyby to szaleństwo trwało dłużej? W Polsce wyschłyby źródła paliw. Na tym procederze, na tej przedwyborczej akcji, straty Orlenu wyniosły 3,5 mld zł. A byłby jeszcze większe, gdyby ta sytuacja trwała dłużej" — wskazano. Spółka dodaje, że na procederze zyskali za to nasi zachodni sąsiedzi, którzy "zatankowali wtedy w Polsce ponad 80 mln litrów paliwa".
+"Dzisiaj mamy do czynienia z największym kryzysem paliwowym w historii. Światowym. Wówczas »kryzysem«, z którym zarządzający Orlenem postanowili się zmierzyć, były wybory" — czytamy w komunikacie.
+Orlen tłumaczy także mechanizm, który zadziałał, kiedy w 2023 r. obniżono ceny paliw. "Od początku lipca do końca września 2023 r. globalne notowania diesla wzrosły o ok. 40 proc. W tym samym czasie Polska była jedynym krajem w UE, gdzie ceny paliw spadły. Najwyraźniej żaden inny kraj w UE nie wpadł na to, żeby tak spektakularnie zignorować prawa ekonomii" — zaznaczono.