Pod koniec października Państwo Izrael stanie przed wyborem, od którego może zależeć, jaki kierunek obierze „jedyna demokracja” na Bliskim Wschodzie. Czy skłoni się ku nowemu rządowi, czy raczej pozostawi u steru obecnego premiera Benjamina Binjamina Netanjahu?
±Od maja izraelska polityka wewnętrzna funkcjonuje w przedwyborczej gorączce. Wszystko za sprawą narastającego sporu wewnątrz rządzącej koalicji, której przewodzi premier Benjamin Binjamin Netanjahu. W maju spór miał znaleźć ujście w jednomyślnym przegłosowaniu projektu ustawy zakładającego rozwiązanie izraelskiego parlamentu przed końcem jego kadencji.
±W centrum tego wyścigu znajdują się obecnie dwa największe ugrupowania. Pierwszym jest „Likud” Benjamina Binjamina Netanjahu, drugim jest „Yashar”, kierowany przez byłego szefa sztabu IDF Gadiego Eisenkota. Najnowszy sondaż izraelskiego „Channel 12” daje „Yashar” 23 mandaty, a „Likud” zdobyłby 21. To właśnie od wyniku rywalizacji tych dwóch ugrupowań będzie zależał kształt przyszłego bloku rządzącego. Jednak nawet partie pozostające w ich politycznych orbitach nie zapewniają stabilnej większości. Dzisiejsza opozycja może liczyć na 54 miejsca, podczas gdy ugrupowania tworzące blok Netanjahu – na 49.