±Ale Republika w swej propagandzie jest przewidywalna. Nieporównanie istotniejszy jest pojedynek na szczycie — kolejne starcie premiera z prezydentem. Donald Tusk ogłosił, że za ataki odpowiedzialność spada na Karola Nawrockiego, który na początku roku zawetował przepisy umożliwiające rządowi szybkie blokowanie patologicznych treści w internecie Internecie — w tym forów namawiających do przemocy, zabójstw i samobójstw.
±Tamta zawetowana w styczniu ustawa wdrażała w Polsce zapisy unijnego aktu o usługach cyfrowych (Digital Services Act, DSA). Jest to rozporządzenie, którego celem jest zwiększenie bezpieczeństwa użytkowników sieci, ograniczenie rozpowszechniania w internecie Internecie nielegalnych materiałów oraz zapewnienie większej przejrzystości działania serwisów społecznościowych.
±Nawrocki tak tłumaczył swe weto: "Choć słuszna jest idea stworzenia bezpieczniejszego środowiska internetowego, to jednak uzasadnione obawy budzi sposób realizacji tej idei przez polskiego ustawodawcę. Mechanizm administracyjnego blokowania treści w internecie Internecie oznacza przekazanie rządowym organom wykonawczym (...) uprawnienia do blokowania treści bez uprzedniego orzeczenia sądu. (…) negatywnie należy ocenić rozwiązanie, by o ochronę wolności słowa użytkowników dbał organ administracji rządowej, a nie sąd. Powierzenie tej roli organom administracji rządowej tworzy system podatny na wpływy polityczne. Organy nie są wolne od polityki, skoro przez polityków wybierane jest ich kierownictwo. I choć nad decyzjami organów nadzór będzie sprawował sąd powszechny, to obawy o upolitycznienie ich decyzji są realne. Optymalnym rozwiązaniem byłoby pozostawienie rozstrzygania o bezprawności treści niezależnym sądom, zamiast kreować administracyjny tryb nakazowy" — czytamy.
±Weto Nawrockiego nie było przypadkiem. To absolutnie logiczna konsekwencja przekonania polityków prawicy, że odnoszą sukcesy głównie dzięki internetowi. Rzeczywiście, prawica rośnie w siłę od momentu, gdy internet Internet stał się ważnym medium informacyjnym i wyborczym. Z jednej strony platformy społecznościowe promują polaryzujące, radykalne treści — a to faworyzuje prawicową agendę.
±Z drugiej strony politycy polskiej prawicy potrafią lepiej wykorzystywać internet Internet do profesjonalnego robienia kampanii — w tym profilowania i targetowania wyborców. Przykładem jest sam Nawrocki, który wygrał wybory w dużej mierze dzięki pomocy rumuńskiej firmy Follow Digital Solutions, która odpowiadała za jego kampanię w internecie. Internecie.
±To logiczne, że Nawrocki zawetował przepisy, które — jak podejrzewał — mogłyby utrudnić powrót prawicy do władzy za rok, a jemu samemu utrudnić reelekcję za cztery lata. Ponieważ rząd był pod presją terminów, to usunął z projektu cały rozdział, który nie podobał się Nawrockiemu i przesłał mu ustawę ponownie — i pod koniec września prezydent złożył podpis. Na tamtym etapie Nawrocki osiągnął swój cel: rząd musiał wycofać się z blokowania treści w internecie. Internecie.
±No bo spójrzmy, o co chodziło w tym rozdziale rządowej ustawy, który tak oburzył prezydenta. Projekt przewidywał wprowadzenie procedury administracyjnego blokowania nielegalnych treści w internecie, Internecie, ale jednocześnie umożliwiał użytkownikom odwoływanie się od decyzji o ich usunięciu. Wnioski mieli rozpatrywać przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji (KRRiT) albo prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej (UKE).
±Skoro prezydent uznał w styczniu, że blokowanie treści w internecie Internecie to cenzura, to premier mówi mu po serii szkolnych ataków jasno: "Tak, chcę takiej cenzury".
±To dlatego Tusk teraz idzie tą samą drogą w sprawie blokowania treści w internecie. Internecie. Jak się tym razem zachowa Nawrocki? Jego ministrowie — na czele z szefem Kancelarii Prezydenta Zbigniewem Boguckim — na razie buńczucznie zapowiadają, że konsekwentnie będzie stał na straży wolności słowa.