+Zgodnie z ustaleniami regionalnego dziennika „Schwaebische Zeitung” mężczyźni przyjechali do Polski 23 września z Karlsruhe samochodem osobowym Mini Clubman na niemieckich tablicach rejestracyjnych. Za kierownicą siedziała 24-letnia Turczynka. Samochód był zarejestrowany na firmę z miejscowości Bad Schoenborn w Badenii-Wirtembergii.
+Według gazety mężczyźni dotarli wczesnym popołudniem do Woli Krobowskiej na Mazowszu, gdzie znajduje się stacja Starlink. Następnie jeden z nich zaczął spacerować z papierową torbą wzdłuż ogrodzenia obiektu, a drugi wszedł do pobliskiego sadu. Kobieta, która przywiozła ich do Polski, opuściła kraj, nim doszło do podpalenia.
+Jak czytamy, na krótko przed godz. 21 mężczyźni przedostali się przez ogrodzenie stacji, oblali szafę elektryczną substancją łatwopalną i podłożyli ogień. Na terenie obiektu przebywali około trzech minut, po czym uciekli. Przebieg zdarzenia zarejestrowała kamera monitoringu.
+Z relacji „Schwaebische Zeitung” wynika, że następnego dnia rano, w odległości ok. 10 km od bazy, mężczyzn skontrolował patrol policji. Jeden z nich podał dane, które (jak się później okazało – red.) były fałszywe, nie zostali aresztowani. Następnie udali się taksówką do Warszawy w brudnych i mokrych ubraniach, twierdząc, że noc spędzili w lesie.
+Ich rozmowy nagrał kierowca taksówki i przekazał śledczym – podał niemiecki dziennik. Policja przetłumaczyła je na język polski; jeden z mężczyzn mówi na nagraniu o „akcji”, „bazie” i „satelicie” oraz wspomina, że dla kobiety, która prowadziła samochód, przewidziano „cztery tysiące”. Następnego dnia niezidentyfikowany dotąd mężczyzna przyjechał do Warszawy Mercedesem na berlińskich tablicach rejestracyjnych i zawiózł podejrzanych do Niemiec.