+Swoje ustalenia w sprawie przedstawiły także media niemieckie.
+Według „Schwaebische Zeitung” dwaj Turcy, których legitymowała polska policja to 34-letni Muslum T. oraz 38-letni Umit E. Obaj mieli wpaść w poniedziałek na dworcu kolejowym w Nuertingen w Badenii-Wirtembergii na południowym zachodzie Niemiec.
+Zgodnie z ustaleniami gazety mężczyźni przyjechali do Polski 23 września z Karlsruhe samochodem osobowym Mini Clubman na niemieckich tablicach rejestracyjnych. Za kierownicą siedziała 24-letnia Turczynka. Samochód był zarejestrowany na firmę z miejscowości Bad Schoenborn w Badenii-Wirtembergii.
+Według „Schwaebische Zeitung” mężczyźni dotarli wczesnym popołudniem do Woli Krobowskiej na Mazowszu, gdzie znajduje się stacja Starlink. Następnie jeden z nich zaczął spacerować z papierową torbą wzdłuż ogrodzenia obiektu, a drugi wszedł do pobliskiego sadu. Kobieta, która przywiozła ich do Polski, opuściła kraj, nim doszło do podpalenia.
+Jak poinformowała gazeta, na krótko przed godz. 21 mężczyźni przedostali się przez ogrodzenie stacji, oblali szafę elektryczną substancją łatwopalną i podłożyli ogień. Na terenie obiektu przebywali około trzech minut, po czym uciekli. Przebieg zdarzenia zarejestrowała kamera monitoringu.
+Z relacji „Schwaebische Zeitung” wynika, że w czasie wspomnianej policyjnej kontroli, jeden z Turków podał polskim funkcjonariuszom fałszywe dane.
+Następnie udali się taksówką do Warszawy w brudnych i mokrych ubraniach, twierdząc, że noc spędzili w lesie.
+Ich rozmowy nagrał kierowca taksówki i przekazał śledczym - podał niemiecki dziennik. Policja przetłumaczyła je na język polski; jeden z mężczyzn mówi na nagraniu o „akcji”, „bazie” i „satelicie” oraz wspomina, że dla kobiety, która prowadziła samochód, przewidziano „cztery tysiące”. Następnego dnia niezidentyfikowany dotąd mężczyzna przyjechał do Warszawy Mercedesem na berlińskich tablicach rejestracyjnych i zawiózł podejrzanych do Niemiec.