±Uzupełnienie: Kilka godzin po przekazaniu powyższego tekstu do publikacji ze zdziwieniem przeczytałem, że to, co wydawało mi się szczytem absurdu, powróciło jako realna propozycja polityczna. Jak relacjonuje to m.in. Business Insider, podczas kongresu PiS 3 października w Warszawie dr hab. Mariusz Andrzejewski zaproponował dobrowolne zwiększenie pensum z 18 do 22 godzin. W zamian zaoferował wynagrodzenia zasadnicze wynoszące około 6100, 6700 i 8000 zł brutto, odpowiednio dla nauczycieli początkujących, mianowanych i dyplomowanych. Rozwiązanie nazwał „bezkosztowym dla budżetu państwa”.
±Przede wszystkim jest to dowód niezrozumienia, że sam mechanizm pensum jest archaiczny. Jego podniesienie bez zabezpieczeń płacowych otwiera drogę do dalszego obniżania wynagrodzenia w przeliczeniu na obowiązkową lekcję. Płace początkujących już dziś szorują niebezpiecznie blisko najniższej krajowej (pisałem o tym w tekście „Dwie dekady spadku. Co stało się z wynagrodzeniami nauczycieli”). Wystarczy kilka lat podwyżek wolniejszych od wzrostu płacy, aby także wynagrodzenie za etat z 22-godzinnym pensum ponownie zbliżyło się do tego minimum. W takim scenariuszu miesięczna płaca przypadająca na jedną godzinę lekcyjną realizowaną co tydzień zbliży się do 1/22 zamiast 1/18 najniższej krajowej – poziomu o ponad 18 proc. niższego. Ustawowa ochrona płacy minimalnej dotyczy przy tym wynagrodzenia z uwzględnianymi dodatkami, a nie samej pensji zasadniczej ani odrębnej stawki za lekcję.
+Właśnie taki sposób rozmowy o zawodzie nauczyciela jest przykładem ignorancji, przez którą środowisko woli, żeby już lepiej zostało tak, jak jest.