±Ostatnie dni to ostra wymiana ciosów między Kijowem a Waszyngtonem. Trump powtórzył, że wojna nigdy nie powinna się zacząć i że Ukraina potrzebuje nowego prezydenta. Zełenski odpowiedział oskarżeniem: Amerykanie mieli wstrzymać współpracę wywiadowczą, a przez brak danych zginęli ludzie w Kijowie. Chodziło o pocisk, który trafił w elektrociepłownię, elektrociepłownię i drugi, który zniszczył blok mieszkalny.
±Parafianowicz uważa, że to nieprawda. Na Warsaw Security Forum szef MSZ Ukrainy Andrij Sybiha zaprzeczył, że współpraca została zawieszona. Zaprzeczył także Biały Dom. Według dziennikarza pociski, które uderzyły w Kijów, słabo widać na radarach NATO i USA, więc trudno je śledzić. – Gdyby prezydent Ukrainy dodał, co to były za pociski, mielibyśmy sprawę rozwiązaną. To jest marketing – mówi. Jego zdaniem Zełenski próbuje założyć sojusznikowi "moralnego nelsona", czyli wymusić coś na nim przez poczucie winy, winy i pokazać, że Ukraina została zdradzona o świcie.
±Parafianowicz podchodzi do tych doniesień ostrożnie. Przyznaje, że jeszcze w w środę w południe, gdy rozmawiał o sprawie z Piotrem Zychowiczem, wiedział mniej. Do wieczora sytuacja się wyjaśniła. – Z relacji ukraińskich wojskowych widzę, że Starlink w Ukrainie działa – mówi. Zastrzega jednak, że nie przesądza, jak jest naprawdę. – Poruszamy się w obszarze chaosu informacyjnego – podkreśla.