← Śmierć dwóch strażaków w pożarze magazynu w Nisku
WP · ciche edycje po publikacji · wiadomosci.wp.pl ↗

Śmierć strażaków w Nisku. "To są bardzo sporadyczne sytuacje"

2 zmiany po publikacji w ciągu 40 min: 3 akapity zmienione.

Pokazujemy każdą zmianę, jaką zaobserwowaliśmy między kolejnymi zapisami artykułu (3 zapisy, pierwszy 16.10 o 14:00). Godzina zmiany to przedział między dwoma zapisami, nie moment edycji w redakcji.

Oś zmian · kiedy zmieniano i gdzie artykuł był wtedy na stronie głównej

16.10 13:50 16.10 15:10
każda kreska to jedna zaobserwowana zmiana — kliknij, by do niej przejść pozycja na stronie głównej: niżej → czołówka (górne 5%)

Zmiany · 2 zapisy ze zmianami, najnowsze u góry

usunięte słowa dodane słowa ± akapit zmieniony + akapit dopisany − akapit usunięty

  1. Treść

    ±– To są bardzo sporadyczne sytuacje, żeby w których ogień odciął strażakowi drogę ewakuacji. Wręcz niespotykane. – podkreśla w nieoficjalnej rozmowie z WP strażak z prawie 30-letnim doświadczeniem w służbie. Jak mówi, wchodząc do pożaru, strażak "zawsze musi wiedzieć, którędy ma wyjść". Ratownik kieruje się z nawodnioną linią gaśniczą, która nie tylko umożliwia mu natychmiastowe rozpoczęcie gaszenia, ale też zapewnia bezpieczeństwo i jednocześnie wskazuje drogę ewakuacji.

    ±– Strażacy pracują w takim zadymieniu, że nic nie widać, ale dym nie jest dla nas niczym nadzwyczajnym. Do tego jesteśmy szkoleni. Idziemy przy ścianie, dzięki czemu wiemy, w którym miejscu mniej więcej się znajdujemy – doświadczony strażak przyznaje, że sytuacje są różne i np. może się skończyć powietrze w butli. Niemniej w aparatach oddechowych ratowników są jednak sygnalizatory. – Tego sygnału akustycznego nie da się nie usłyszeć. Żeby strażak nie był w stanie sam ewakuować się, musi wydarzyć się coś nagłego, jak zawalenie stropu czy ściany – wymienia w rozmowie z WP.

  2. Treść

    ±Żeby strażak nie był w stanie opuścić sam palącego się pomieszczenia, musi wydarzyć się coś naprawdę nieprzewidywalnego. Dobrze wie o tym zastępca wielkopolskiego komendanta wojewódzkiego PSP st. bryg. Tomasz Wiśniewski. Jadąc do pożaru piwnicy dwa lata temu, żaden z poznańskich strażaków nie spodziewał się, że są tam składowane baterie. A ich nie gasi się jak każdego innego "zwykłego" pożaru. W wyniku pożaru i wybuchu akcji zginęło dwóch strażaków, a kilkunastu poszkodowanych zostało rannych. 11 oraz 3 mieszkańców.