±– To są bardzo sporadyczne sytuacje, żeby w których ogień odciął strażakowi drogę ewakuacji. Wręcz niespotykane. – podkreśla w nieoficjalnej rozmowie z WP strażak z prawie 30-letnim doświadczeniem w służbie. Jak mówi, wchodząc do pożaru, strażak "zawsze musi wiedzieć, którędy ma wyjść". Ratownik kieruje się z nawodnioną linią gaśniczą, która nie tylko umożliwia mu natychmiastowe rozpoczęcie gaszenia, ale też zapewnia bezpieczeństwo i jednocześnie wskazuje drogę ewakuacji.
±– Strażacy pracują w takim zadymieniu, że nic nie widać, ale dym nie jest dla nas niczym nadzwyczajnym. Do tego jesteśmy szkoleni. Idziemy przy ścianie, dzięki czemu wiemy, w którym miejscu mniej więcej się znajdujemy – doświadczony strażak przyznaje, że sytuacje są różne i np. może się skończyć powietrze w butli. Niemniej w aparatach oddechowych ratowników są jednak sygnalizatory. – Tego sygnału akustycznego nie da się nie usłyszeć. Żeby strażak nie był w stanie sam ewakuować się, musi wydarzyć się coś nagłego, jak zawalenie stropu czy ściany – wymienia w rozmowie z WP.