"Dostaną kiedyś za to rachunek". Spór o prezesa IPN. PSL grozi KO i Tuskowi
± Aktualny wiceszef Instytutu Pamięci Narodowej 17 lipca został wybrany na prezesa Instytutu głosami Prawa i Sprawiedliwości, Konfederacji, PSL oraz częściowo także Polski 2050. Szpytmę poparło 226 posłów, 194 było przeciwko, a cztery osoby wstrzymały się od głosu. Żeby mógł zastąpić na czele IPN p.o. prezesa prof. dr hab. Karola Polejowskiego konieczna jest jeszcze aprobata Senatu.
± PSL kandydaturę dr. Mateusza Szpytmy próbuje przeforsować już od kilku miesięcy. Jak słyszymy w partii, temat z ramienia ludowców pilotuje wicemarszałek Sejmu Piotr Zgorzelski, który prowadzi m.in. prowadzi rozmowy z koalicjantami. Dotychczas jednak punkt dotyczący wyboru nowego prezesa IPN dwukrotnie spadał z porządku obrad Sejmu. Powód: brak konsensusu w koalicji rządzącej co do obsady zwolnionego przez Karola Nawrockiego stanowiska.
± Sytuacja dla rządzących jest niełatwa, mają bardzo niewielkie pole manewru. O ile konkurs na prezesa IPN ma charakter otwarty, to do Sejmu wyłonionego w jego toku kandydata do Sejmu zgłasza dziewięcioosobowe Kolegium IPN. Przewagę głosów 7:2 ma w nim PiS i Pałac Prezydencki, co oznacza, że obecna ekipa rządząca w tej kadencji Sejmu nie ma widoków na odbicie Instytutu.
± Jeśli Senat odrzuci kandydaturę Szpytmy, Instytut nadal będzie pozostawać bez pełnoprawnego prezesa, a na jego czele Instytutu pozostanie wskazany przez poprzedniego prezesa prof. dr hab. Karol Polejowski. Kolegium IPN będzie natomiast zmuszone ponownie rozpisać konkurs na prezesa Instytutu.
± De facto wybór jest więc między nim Polejowskim a Szpytmą. Z informacji Interii wynika, że dla Koalicji Obywatelskiej i Lewicy to żaden wybór, obu traktują bowiem jako równie duże zło. Z kolei dla ludowców wybór ma znaczenie fundamentalne różnica jest fundamentalna i w fotelu prezesa IPN chcą widzieć Szpytmę.
± Mówi polityk z kierownictwa PSL: - Szpytma zrobił dla PSL-u kawał dobrej roboty w kwestiach historycznych. Doceniamy to, ponieważ dla nas to jest bardzo ważny wątek historyczny i tożsamościowy. tożsamościowy jest bardzo ważny. Nasi partnerzy tego nie rozumieją, bo dla nich polityka historyczna i polityka pamięci nie mają dużego znaczenia. Dlatego upieramy się właśnie na Szpytmę.
± Inne źródło z władz ludowców: - Nasze oczekiwanie jest takie, żeby nasi partnerzy uszanowali nasz wybór i naszą wrażliwość. Jeśli tego nie zrobią, będzie zadra w przyszłej współpracy, będzie duża zadra. Szpytma to dobry wybór na miarę naszych obecnych czasów i najlepszy z punktu widzenia historii ruchu ludowego. Kropka.
± W odróżnieniu od ludowców, formacja Donalda Tuska nie zamierza bowiem przymykać oczu na fakt, że Szpytma przez kilka lat był wiceprezesem IPN i jednym z najbliższych ludzi Karola Nawrockiego. KO obarcza Szpytmę współwiną za światopoglądowy przechył IPN w prawą stronę, czystki personalne, a także skrajne upolitycznienie Instytutu oraz jego zaangażowanie w bieżącą politykę po stronie Zjednoczonej Prawicy.
± - Po co mamy firmować złego kandydata? Nie popieramy go i nie poprzemy. Jeśli PSL chce, to niech samo bierze za niego odpowiedzialność. Chcą być w porządku wobec kogoś, kto według nich szanuje ruch ludowy. Droga wolna. Dla nas liczył się wybór Rzecznika Praw Obywatelskich, a nie szefa INP IPN - mówi wprost jeden z ministrów w rządzie Donalda Tuska.
± - Mamy za dużą wiedzę o działalności pana Szpytmy - ocenia jeden to z prominentnych senatorów kolei głos prominentnego senatora KO. I Nasz rozmówca dodaje: - Przecież, nawet pomijając kwestie polityczne i historyczne, jest raport NIK, który mówi o 6-7 mln zł nieprawidłowości w wydatkowaniu środków w ostatnich latach. Pan Szpytma był wtedy wiceprezesem Instytutu, więc ponosi dużą część odpowiedzialności za taki stan rzeczy. Do tego dochodzi protest przeciwko tej nominacji ponad 170 byłych pracowników IPN i historyków. Argumentów przeciwko jest naprawdę dużo. To przesądza sprawę.
± Jak twierdzą, "wbrew budowanej narracji o swojej apolityczności i profesjonalizmie Mateusz Szpytma był i jest nadal jedną z twarzy skrajnego upolitycznienia IPN, który na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat stał się de facto partyjną przybudówką PiS-u". W ich ocenie, Podkreślają też, że Szpytma "ponosi współodpowiedzialność za dewastację instytucji, która powinna służyć wszystkim obywatelkom i obywatelom Polski, bez względu na ich ideowe wybory i pochodzenie".
± Do Koalicji Obywatelskiej nie trafia natomiast przekaz o eksperckości i apolityczności Szpytmy. - Różnica byłaby, gdybyśmy mogli wybrać na prezesa IPN kogoś uznanego, mądrego, z ciekawą wizją naprawy Instytutu. A i pan Polejowski, i pan Szpytma to są ludzie Karola Nawrockiego, więc dla nas to nie jest dobry wybór - zauważa polityk z władz KO.
± PSL jako argumentu używa jeszcze kwestii wyboru Sylwii Gregorczyk-Abram na Rzeczniczkę Praw Obywatelskich. Jak przekonują nasi Ludowcy poparli w Sejmie jej kandydaturę. Nasi rozmówcy z partii Władysława Kosiniaka-Kamysza, Kosiniaka-Kamysza wskazują to dowód na to, jako dowód, że PSL szanuje wrażliwość KO i Lewicy, chociaż Gregorczyk-Abram nie jest faworytką ludowców. ich faworytką. Nasze źródła w KO i Lewicy zapewniają jednak, że nie było żadnego politycznego porozumienia, wedle którego PSL poparłoby kandydaturę Gregorczyk-Abram na funkcję RPO, a w zamian KO i Lewica Szpytmę na prezesa IPN.
± W jego ocenie, Jak przekonuje, "Platformie jest na rękę, żeby w IPN do końca kadencji był namaszczony przez Nawrockiego ultraprawicowiec, który dalej będzie obrzydzać tę instytucję". - Dzięki temu kiedyś dużo łatwiej będzie Platformie IPN zlikwidować - przewiduje nasz rozmówca.
± W PSL przewidują jednak jeszcze coś. A mianowicie to, że upór w kwestii Szpytmy wyjdzie Donaldowi Tuskowi i KO bokiem i bokiem. I to prędzej niż później. - Rachunek za to też kiedyś dostaną, bo każdy koalicjant prowadzi sobie w kajeciku listę swoich krzywd. I my sobie w nim zapiszemy, co premier i Platforma zrobili w temacie Szpytmy - odgraża się osoba z władz ludowców.