Maturalny absurd odbiera szanse na wymarzone studia. Tłumaczymy, na czym polega problem
± Dotyczą one procedury wglądów i odwołań po egzaminie dojrzałości. Temat zawsze budzi emocje, bo chodzi o podważenie punktacji przyznanej przez egzaminatorów. Ale w tym roku sprawa ociera się o absurd. Bo maturzyści zgłaszają się do przysługującej im procedury, licząc na podniesienie punktacji jeszcze w czasie trwania głównych etapów rekrutacji na popularne uczelnie. A wyznaczanie terminu wglądów na październik przekreśla możliwość udziału w rekrutacji z większymi szansami na wymarzone studia.
± Główny powód tej zwiększonej liczby wniosków wynika z dawnych reform systemu edukacji: m.in. kwestii sześciolatków oraz wygaszania gimnazjów. W efekcie liczba tegorocznych absolwentów liceów i techników maturzystów przekroczyła 320 tys., zaś w 2025 r. było ich ponad 250 tys.
± Ale już przed rokiem Najwyższa Izba Kontroli (NIK) opublikowała swój raport dotyczący jakości oceniania matur. Wynika z niego, egzaminu dojrzałości. Z raportu wynika, że w latach 2021-2024 prawie dwukrotnie wzrosła liczba wniosków o wgląd do pracy maturalnej — do 53 tys. Wnioski z 2024 r. w 16 tys. przypadków zakończyły się poskutkowały kolejnymi — o weryfikację punktacji. I ostatecznie w 3,5 tys. przypadków podniesieniem wyniku.