Pracują na Wołyniu przy "dole śmierci". Na czaszkach widać ślady po uderzeniach
± Na dnie wykopu widać ludzkie szczątki, leżące w nieładzie. Na ich czaszkach widać ślady po uderzeniach tępymi narzędziami. Zdaniem badaczy, badaczy tego typu miejsc kaźni może być nawet kilka tysięcy. Część z nich została zlokalizowana, ale ekshumacji było zaledwie kilka, bo przez lata nie wyrażała na nie zgody strona ukraińska. Teraz sytuacja ma się zmienić. ulec zmianie.
± Pracom specjalistów towarzyszy dr Leon Popek, badacz zbrodni wołyńskiej i historyk z lubelskiego IPN. Dr Popek Specjalista zaangażowany jest w prace ekshumacyjne na tych terenach od samego początku, czyli od 1992 r.
+ Leon Popek zaczął zbierać relacje osób ocalałych z rzezi wołyńskiej pod koniec lat 70. Udało mu się nagrać relacje bezpośrednich świadków wydarzeń. Wśród nich był mężczyzna, który uciekł z miejsca kaźni mimo zadanych mu sześciu ran.
+ Mężczyźni byli przyprowadzani małymi grupami, po czym wprowadzano ich do stodoły. Okłamywano ich, że są prowadzeni na komisję lekarską. W środku musieli się rozebrać i oddać przedmioty osobiste. Następnie, w samych kalesonach, prowadzono ich przez drugie drzwi na tyły budynku.