← wróć
Onet 1 obserwowana zmiana

Kolarski festyn w Alpach za darmo. Fantazja kibiców i obawy o bezpieczeństwo.

Pokazujemy każdą zmianę, jaką zaobserwowaliśmy między kolejnymi zapisami.

zmiana treści zaobserwowano 27.07 12:20 · kopiuj link do tej zmiany

Kolarski festyn w Alpach za darmo. Fantazja kibiców i obawy o bezpieczeństwo.

Treść

± — Nigdy nie widziałem czegoś takiego. Ile tu może być osób? — zagaduje Amerykanin, obok którego idę Amerykanin przy trasie 19. etapu Wielkiej Pętli. — Nie wiem, bo jak to policzyć? — odpowiadam brzmi odpowiedź ze śmiechem i szacuję, szacunkiem, że kilkaset tysięcy. Pytam, czy Czy jego zdziwienie wynika z faktu, że jest na Tour de France przypadkiem. przypadkiem? — Nie, przylecieliśmy tu specjalnie, to było marzenie od lat. Wczoraj sami podjeżdżaliśmy do Alpe d’Huez i przy drodze już stało mnóstwo kamperów i nawet nas wiele osób dopingowało. Niewiarygodne... — mówi.

± Wróćmy do teraźniejszości… A skoro do Alpe d’Huez w dniu etapu na czterech kolach wjechać nie można, to zostały dwie możliwości dotarcia na górę — dwa koła albo nogi. Kolorowy tłum wspinał się zatem od wczesnych godzin porannych. Młodsi i starsi, głównie na rowerach szosowych, ale też na elektrycznych, niektórzy na trekingowych czy nawet górskich. No i pieszo.

± Mimo tak międzynarodowego tłumu nie dochodzi raczej do spięć. Może tylko czasem w trakcie przejazdu kolumny reklamowej kilkadziesiąt minut przed kolarzami. Wiele razy większej niż ta znana z naszego krajowego Tour de Pologne. W niej także mamy festiwal pomysłowości, tym razem sponsorów, którzy przygotowali pojazdy o niesamowitych kształtów. kształtach.

± Patrząc na to, co się działo na tym podjeździe — i niektórych innych — można dojść do wniosku, że to cud, iż takich sytuacji i poważnie poszkodowanych wśród kibiców i uczestników nie było więcej. Pojawia się poważne pytanie, czy można coś zrobić, by zwiększyć bezpieczeństwo. Barierki na całym podjeździe? Mało wykonalne, Zamknięcie (jak dzień później na Col de Sarenne) części drogi dla fanów? Nierealne, bo skumulowałoby ludzi na mniejszym odcinku słynnego podjazdu. Rezygnacja z niego? Cóż, ludzie przyjdą na inne tak jak to bywało wtedy, gdy Alpe d’Huez nie było w planie. Będzie ich trochę mniej, ale wariaci się znajdą.

± A może gdyby Alpe d’Huez było w programie nie rzadziej, ale częściej, to ludzi byłoby nieco mniej, a na trasie bezpieczniej? Raczej nie, ale tego nie sprawdzimy. Faktem jest, że teraz granice szaleństwa były w wielu miejscach mocno naginane. Szczególnie gdy jechali kolarze spoza czołówki. Owszem, Pogačar nawet zdenerwowany machał kibicom ręką, by się odsunęli, a wicelider Remco Evenepoel został przyblokowany przez motor przyblokowany przez fanów. Ale im dalej za nimi, tym bardziej było swobodnie i zawodnicy często mieli przed sobą las podnoszących się rąk. Niektórzy kolarze pedałujący wiele minut za czołówką sami zachęcali kibiców do wiwatowania i dobrze się przy tym bawili.

± On i inni jadący z dużą stratą byli Oglądając tych tego dnia słabsi, ale tempo na podjeździe także u nich naprawdę bardzo mocne (co wymusza limit czasu, po którego przekroczeniu zawodnik jest dyskwalifikowany). Szczególnie jeśli porównamy z amatorami, których kilka godzin wcześniej widzieliśmy zmagających się z górą. Można słabszych można też przekonać się, że na górze stoją nie (a przynajmniej nie tylko) imprezowicze, ale znawcy kolarstwa, którzy wielu zawodników rozpoznają po sylwetce z daleka. Byłego mistrza świata Kwiatkowskiego również, chociaż tutaj pomogły pewnie także przysługujące mu tęczowe wstawki na rękawach.

± Posiadacze samochodów i kamperów tym bardziej, choć wielu nie wyglądało na takich, którzy gdzieś się tego dnia wybierają. W końcu dzień później w miasteczku Alpe d’Huez zaplanowano finisz kolejnego etapu, etapu (z dojazdem z innej strony), więc można było tam ponownie pokibicować. Albo przynajmniej udać się na start do Bourg d‘Oisans.

± Po kilkudziesięciu godzinach kończą się zamknięte drogi, kończą się gigantyczne kolejki w jedynym supermarkecie we wspomnianym Bourg d’Oisans, wyjeżdżają ostatni goście i miejscowi wreszcie mogą odetchnąć z ulgą. Albo zaczną zacząć tęsknić za najlepszym kolarskim festynem na świecie. Nie wiadomo nawet, kiedy tu wróci...

+ Tu na moment cofnijmy się trochę w czasie, by przybliżyć historię i wyjaśnić, skąd wzięła się sława tego podjazdu. Swój udział w tym miał polski imigrant Jean Pomagalski, który właśnie w Alpe d'Huez zainstalował w okresie międzywojennym pierwszy wymyślony przez siebie wyciąg talerzykowy. W ramach rozwoju ośrodka doprowadzono drogę zaczynającą się w dolinie rzeki Romanche. Charakterystyka terenu sprawiła, że musiała być bardzo kręta.

+ W Tour de France trasa zadebiutowała w 1952 r. na wniosek biznesmenów, którzy zbudowali w ośrodku hotele. Zaprosili przedstawicieli wyścigu i przekonali ich, że warto spróbować. I to mimo tego, że w trakcie marcowej inspekcji warunki były tak trudne, iż do przedarcia się przez zaspy potrzeba było łańcuchów na kołach. Pierwszy etap do Alpe d'Huez wygrał Włoch Fausto Coppi. Po debiucie podjazd musiał czekać na powrót do programu aż do 1976 roku, ale od tego czasu pojawia się regularnie.

+ Patrząc na to, co się działo na tym podjeździe — i niektórych innych — można dojść do wniosku, że to cud, iż takich sytuacji i poważnie poszkodowanych wśród kibiców i uczestników nie było więcej. Pojawia się poważne pytanie, czy można coś zrobić, by zwiększyć bezpieczeństwo.

+ A może gdyby Alpe d’Huez było w programie nie rzadziej, ale częściej, to ludzi byłoby nieco mniej, a na trasie bezpieczniej? Raczej nie, ale tego nie sprawdzimy. Faktem jest, że teraz granice szaleństwa były w wielu miejscach mocno naginane. Szczególnie gdy jechali kolarze spoza czołówki.

+ Jechał w grupie kolarzy z dużą stratą, ale ich tempo na podjeździe także było naprawdę bardzo mocne (co wymusza limit czasu, po którego przekroczeniu zawodnik jest dyskwalifikowany). Szczególnie jeśli porównamy z amatorami, których kilka godzin wcześniej widzieliśmy zmagających się z górą.