Putin i słoń. Jak propaganda opowiada o katastrofie Rosji [GOWORIT MOSKWA]
± Jednocześnie władza wie, że dla ludzi czasy są „nieproste” w bardzo konkretny sposób. Że zmagają się z tym na co dzień – władza musi więc dostarczyć jakichś objaśnień. Ale Jednak nie może wspomnieć o słoniu – czyli o przyczynie katastrofy.
± Weźmy wypowiedź rzecznika Putina Pieskowa: „Trwa wyścig technologiczny, mierzony tygodniami. Z każdym tygodniem lub miesiącem wszystko się zmienia. Dlatego, naturalnie, nasi projektanci i elektronicy pracują nad produktami, które będą lepiej i dokładniej w stanie neutralizować to zagrożenie ze strony rakiet i dronów” dronów”. (26 lipca)
± Czasem (jak np. w „Wiestiach” z 22 lipca) propagandziści żalą się, że z wielu rosyjskich trafień nie ma zdjęć w social mediach. mediach, ale „filmowanie ataków jest w Ukrainie zakazane”. Jest akurat odwrotnie – zakazane to jest w Rosji. To maleńkie kłamstwo naprowadza jednak widza na trop, że relacje z płonącej Ukrainy są odbiciem tego, co dzieje się w Rosji.
± Ukraina od dawna była w propagandzie figurą „gorszej Rosji”. Takiej, w której dzieje się to samo, co u Putina, tyle że bardziej. Intensywność rosyjskich ataków i intensywność opowiadania o tym nich w rządowych mediach świadczy o tym, że w Rosji jest coraz gorzej.
± Nigdy i nigdzie władza nie przyznała się, że Ukraina od początku 2025 r. roku trafiła w rosyjskie rafinerie 160 razy! (a my to mamy na naszej mapce)
± Słoń musiał też coś zrobić z centrami logistycznymi firmy Wildberries. Bo telewizja pokazała jej właścicielkę, właścicielkę Tamarę Kim, która obiecała „pomóc kontrahentom”.
± W tych bajaniach nie ma noc nic nowego – pochwałę rozbiorów, w tym rozbiorów Ukrainy, Putin i jego współpracownicy głoszą od lat. Ale pierwszy raz Putin przyznaje się publicznie, że niczego Ukrainie nie może „gwarantować”, bo mimo czterech i pół roku krwawej operacji specjalnej nie przejął kontroli nad Ukrainą. I raczej nie przejmie. Pozostanie mu „przywracanie historycznego biegu” w Donbasie, przez równanie go z ziemią.
± Rosja uwięziona w imperialistycznej opowieści, że państwa istnieją po to, by podbijać ludy tubylcze i obdzielać je koralikami oraz wyższą cywilizacją najeźdźcy, ma teraz do wyboru: mordować albo mordować bardziej. Na zakończenie sesji Dumy Putin podzielił się z zebranymi rada, jaka radą, jaką miał od kogoś usłyszeć: „Wygramy, ale trzeba śmielej”.
± Po Rosji krążą opowieści o mobilizacji – oficjalnie dementowane, więc coś jest na rzeczy, rzeczy. Niezależny portal „Wiorstka” wprost pisze, że na stole jest też stan wojenny – z zamrożeniem działalności partii i organizacji publicznych, zakazem wszelkich masowych protestów, odwołaniem wszystkich wyborów, całkowitą cenzurą, godziną policyjną i ograniczeniami w przemieszczaniu się obywateli.
± Władza te doniesienia czyta. Zaraz potem wierny druh Putina Miedwiediew ogłosił, że żadnej mobilizacji nie będzie. Ale jak władza dementuje, to znaczy, że … że… będzie śmielej.