Cztery gole Aarhus w Poznaniu. Karne decydowały o awansie w Lidze Mistrzów
± Gdy w ubiegłym tygodniu Lech wygrał w Danii z mistrzem tego kraju Aarhus GF aż 4:1, trudno byłoby pewnie znaleźć w Poznaniu kogoś, kto nie połączyłby tego z pewnym już awansem do 3. rundy kwalifikacji Ligi Mistrzów. Został jeszcze rewanż przy niemal 40-tysięcznej publiczności w stolicy Wielkopolski. I w tym rewanżu nie minęła nawet godzina, a "Kolejorz" przegrywał 0:2. Wciąż sunęły ataki na bramkę Mateusza Lisa. Aż w końcu padła trzecia bramka dla AGF. Dogrywka przyniosła kolejne dwie bramki, dwa gole, po jednej jednym dla obu stron. Decydowały rzuty karne. Lech dokonał historycznej rzeczy, odpadł mimo tak gigantycznej zaliczki.
± Patrząc jak mocno osłabiony był w tym spotkaniu mistrz Danii, można było od "Kolejorza" oczekiwać lepszej postawy. Zwłaszcza że w 32. minucie goście dopięli swego - nonszalanckie zagranie piłki przez Roberta Gumnego przyniosło stratę, Radosław Murawski nie zdążył z pokryciem Arnstada, a Tobias Bech z dość ostrego kąta pokonał Mateusza Lisa. Stało się to, czego obawiał się Frederisek Frederiksen - gracze AGF uwierzyli, że są w stanie odwrócić losy tego dwumeczu.