Premier stawił się na naradzie, zaczął z wysokiego C. "Byliśmy gotowi do zestrzelenia"
± Dowódca Operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych generał gen. Ireneusz Nowak podczas konferencji przekazał, że "monitorując sytuację w sferze bezpieczeństwa naszego państwa państwa, widzieliśmy symptomy już wczoraj wieczorem przed północą, że będzie się coś działo, że jest przygotowywany duży atak na Ukrainę".
± - To się wiązało m.in. z przebazowaniem bombowców Tu-95MS Federacji Rosyjskiej na lotnisko Olenogolsk. Odnotowaliśmy również start dużej grupy bombowców, zakładając, że będą one prowadziły atak z użyciem rakiet Ch-101 na Ukrainę. Na początku nie wiedzieliśmy wiedzieliśmy, czy obiektem ataku będzie wyłącznie Kijów i Odessa Odessa, tak jak to się działo w poprzednich tygodniach. Okazało się, że tym razem był to atak bardziej strefowy na całe terytorium Ukrainy, włączając tę część Ukrainy zachodniej, która przylega do granic naszego państwa - poinformował wojskowy.
± Jak tłumaczył, bombowce rosyjskie bombowce wystrzeliły ok. 20-22 rakiet Ch-101. - My przygotowując się do odparcia tego ataku powzięliśmy kroki zmierzające do podniesienia gotowości środków, które są w systemie obrony powietrznej naszego państwa - opisywał generał i wymieniał, że polska zaangażował a "parę myśliwców F-16 z 32. bazy lotnictwa taktycznego w Łasku, która znajdowała się w 15-minutowej gotowości do startu i parę samolotów MiG-29 z bazy w Malborku".
± - Sekwencja zdarzeń jest taka, że wychwyciliśmy z tej całej salwy pocisków wystrzelonych przeciwko Ukrainie dwa, które bezpośrednio zagrażały i stwarzały ryzyko naruszenia przestrzeni powietrznej Polski. Musieliśmy koncentrować swoją uwagę na dwóch kierunkach. Sytuacja taktyczna była bardzo kompleksowa i skomplikowana, ponieważ strona ukraińska broniła się tej nocy, poderwała wszystkie swoje samoloty taktyczne, używała środków obrony powietrznej i walczyła, żeby odeprzeć ten atak rosyjski - przekazał gen. Ireneusz Nowak.
± Do wydania polecenia doszło przed godziną 3.40. - Jeden z naszych samolotów po wykryciu tego obiektu, który spadła spadł niedaleko Tarnawy-Kolonii, dostał polecenie wykonania lotu w kierunku tego obiektu, przechwycenia go i dokonania identyfikacji wzrokowej. Ja byłem cały czas w gotowości do wydania polecenia zestrzelenia tego obiektu. Złożyło się tak, że nasz myśliwiec F-16 znalazł się dokładnie w momencie i miejscu upadku, kiedy ten pocisk uderzył w ziemię. Gdyby ta rakieta kontynuowała lot, podjęta byłaby decyzja o jej zestrzeleniu. Natomiast rakieta upadła w terenie przygodnym, niezamieszkałym, niezabudowanym, nie stwarzając ryzyka i krzywdy nikomu - przekazał generał.