MON bije się w pierś. Zapowiada zmiany po incydencie z rakietą
± Po incydencie z naruszeniem polskiej przestrzeni powietrznej przez niezidentyfikowany obiekt rozpoczęły się dyskusje na temat skuteczności obecnych procedur alarmowych. W nocy ze środy na czwartek doszło do wykrycia nieznanego obiektu, którego upadek zlokalizowano który spadł w pobliżu miejscowości Tarnawa-Kolonia w województwie lubelskim. Premier Donald Tusk potwierdził później, MON potwierdziło już, że był to najprawdopodobniej rosyjski pocisk Ch-101.
± Wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz mówił, mówił w czwartek, że jeden z obiektów rzeczywiście naruszył polską przestrzeń powietrzną, a inny był tego bliski - jednak zawrócił jeszcze przed granicą. Policja i służby wojskowe wprowadziły ogłosiły alarm, aktywując włączając syreny szczególnie w woj. lubelskim, a służby podkarpackie były utrzymywane w gotowości.
± Jak tłumaczył minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński, systemy alarmowe uruchomiono około godz. 3.00, 3, tuż po pojawieniu się informacji o możliwym zagrożeniu. Okres bezpośredniego zagrożenia trwał około 13 minut. Zastosowano syreny alarmowe, aby jak najszybciej ostrzec ludność przed niebezpieczeństwem. Po ustaniu sytuacji syreny poinformowały o zakończeniu alarmu.
± Minister Marcin Kierwiński zapowiedział przegląd istniejących procedur pod kątem wprowadzenia dodatkowego sposobu przekazywania informacji o zakończeniu alarmu, jak również systematyczne ulepszanie komunikacji RCB. Dodał, że syrena alarmowa zawsze sygnalizuje zagrożenie oraz konieczność przestrzegania instrukcji zawartych w "Poradniku bezpieczeństwa".