← Jakub Dymek o prawicy pobudki i prawicy drzemki. Czyli o co chodzi po rozłamie w PiS? [OPINIA]
Zero · ciche edycje po publikacji · zero.pl ↗

Jakub Dymek o prawicy pobudki i prawicy drzemki. Czyli o co chodzi po rozłamie w PiS? [OPINIA]

2 zmiany po publikacji w ciągu 6 h 10 min: lead 2 razy, 20 akapitów zmienionych.

Pokazujemy każdą zmianę, jaką zaobserwowaliśmy między kolejnymi zapisami artykułu (3 zapisy, pierwszy 02.08 o 12:50). Godzina zmiany to przedział między dwoma zapisami, nie moment edycji w redakcji.

Oś zmian · kiedy zmieniano i gdzie artykuł był wtedy na stronie głównej

02.08 12:45 05.08 14:20
każda kreska to jedna zaobserwowana zmiana — kliknij, by do niej przejść pozycja na stronie głównej: niżej → czołówka (górne 5%)

Zmiany · 2 zapisy ze zmianami, najnowsze u góry

usunięte słowa dodane słowa ± akapit zmieniony + akapit dopisany akapit usunięty

  1. 02.08
    lead · 20 akapitów zmienionych
    Lead

    Czy w dusznym upale warszawskiego lata, między nagrzanym betonowym parkingiem, a skwierczącą na ruszcie kiełbasą, można spróbować ludzi… obudzić i poderwać? Tego zadania podjął się wczoraj Mateusz Morawiecki, na pierwszym zjeździe stowarzyszenia Rozwój+. Rozwój Plus. W boju o kształt prawicy przyszłości wybrzmiał tam bowiem konflikt prawicy pobudki z prawicą drzemki – pisze dla Zero.pl Jakub Dymek.

    Treść

    ±Zanim jednak powiem, co moim zdaniem ukrywa się za tymi hasłami, powiem powiem, kto i po co w piątek na “grilla „grilla u Morawieckiego” przyjechał. Wbrew pozorom - różni ludzie i o różnych celach.

    ±Gdyby ludzie z biznesu, samorządu czy organizacji społecznych nie wierzyli, że Rozwój ma cokolwiek do zaoferowania, to by tam nie przyszli. Ale byli i sympatycy “PiS-u „PiS-u prezesa” na przeszpiegach czy klubów Gazety Polskiej Klubów „Gazety Polskiej” oraz struktur terenowych, którzy przyszli zmierzyć temperaturę i dyskretnie się rozeznać. Wypada krzyczeć “Mateusz, Mateusz!” „Mateusz, Mateusz!”, czy nie wypada?

    ±Byli po godzinach pracy przedstawiciele pół tuzina prawicowych redakcji, którzy z największą konsekwencją udawali najbardziej wobec wszystkiego obojętnych i zdystansowanych. Wreszcie byli wszyscy ci, którzy po prostu przyszli posłuchać Garriego Kasparowa, gen. Andrzejczaka, Jana Rokity, Marcina Giełzaka, Kacpra Kity, Pauliny Matysiak, Krzysztofa Mazura i samego Mateusza Morawieckiego. I zjeść (pyszną!) kiełbaskę albo pierogi z gęsiną. Czy założycielski cel ściągnięcia ludzi bardziej różnorodnych i o polowe połowę młodszych niż średnia wieku wyborcy PiS się udał? Słowem: tak.

    ±I tu dopiero na prawicy robi się ciekawie po podziale. Wystarczy tylko przyłożyć ucho. Premier Morawiecki zaczyna ostatnio każde wystąpienie od kilku faktów. “W – W ogóle nie jesteśmy w salonie największych gospodarczych potęg, tylko za progiem i musimy się tam dosłownie wedrzeć, bo nikt po dobroci nas nie wpuści” - wpuści – mówi. – “Polska Polska jest w G20 tylko pod względem nominalnego PKB, a nie innych miar rozwoju.

    ±Gdzie nasz majątek, współczynnik innowacji, wydatki na badania i rozwój, wyrwanie się z modelu rozwoju zależnego? Nie jesteśmy u celu, przeciwnie przeciwnie, dopiero musimy zbudować bardziej zaawansowany przemysł, nie być biorcą cudzych rozwiązań. Do tego trzeba inwestycji, solidnego budżetu, walki z rajami podatkowymi, polskiego kapitału, własnej polityki przemysłowej i migracyjnej oraz świadomego działania w realiach zaostrzającej się konkurencji na protekcjonizm. Słowem, możemy jeszcze sporo osiągnąć, ale nie możemy tego przespać”, przespać, dlatego: POBUDKA.

    ±Po drugiej stronie jest jednak prawica drzemki. Sławomir Mentzen, Przemysław Czarnek, a moim zdaniem - choć oczywiście zgromadzeni w stowarzyszeniu Rozwój+ Rozwój Plus nie mogą tego powiedzieć - prezydent Karol Nawrocki również. Oni na różne sposoby usypiają Polaków. Nic nie trzeba robić, a już na pewno nie płacić podatki, inwestować i prowadzić świadomą politykę przemysłową czy w ogóle jakąś suwerenną politykę.

    ±Trzeba się wyluzować, rozpalić grill albo usnąć bezpiecznie w ramionach pana prezydenta i niczym się nie martwic. martwić. OZE-SROZE, w Unii będziemy albo nie, ważne, żeby nikt niczego od nas nie chciał, do niczego nie zmuszał, nie wzywał do żadnych wyrzeczeń w imię czegokolwiek. Po co płacić podatki albo uszczelniać budżet? Niemcy nam zapłacą reparacje albo mafie VAT-owskie oddadzą miliardy, które schowały pod krzakiem.

    ±Nic złego nie może nas spotkać, bo czuwa nad nami Ameryka. Migranci będą pracować na nas (wersja Czarnka) albo (wersja Mentzena) Ukraińcy po tym, jak się im zabierze socjał 500+ i dostęp do lekarza lekarza, potroją wysiłki na polskim rynku pracy.

    ±Polityki zagranicznej i własnych zbrojeń tez też lepiej nie robić, bo każda złotówka wydana nie w USA może rozgniewać pana prezydenta Trumpa. Także spij śpij Polaku, drzem sobie dalej, dobrobyt zrobi się sam, jak tylko przestaniemy płacić podatki, w szczególności te zielone, a zmuszeni przez Trumpa albo silnymi rękami Karola Nawrockiego gnuśni zachodni Europejczycy zaczną płacić w końcu na nas i za nas.

    ±Żyjemy w dobie vibes-based-politics. Czyli: polityce uczućka czu czy wajbu - niech komentatorzy sami powiedzą powiedzą, jak najlepiej to spolszczyć. Emocje, przede wszystkim te odnoszące się do naszej indywidualnej wygody, konsumpcji i psychologicznego komfortu, dominują nad treścią polityki. Jak niemowlaki przyklejone do IPad iPada oglądamy polityczny slop slop, by się “ululać” „ululać” i otępić. To coś innego niż zagrożenie populizmem czy demagogia. Demagog czy populista też czasami mówi niewygodne prawdy. Polityk czasów wajbu już nie mówi nic poważnego, tylko bawi i uspokaja, łącząc w sobie role figury ojcowskiej, internetowego komika, influencera i terapeuty.

    ±Nieważne, kto ma rozwiązania lepsze albo bardziej spójne. Ważne jest to, dzięki któremu JA - dziś zawsze chodzi o jakieś “ja” - „ja” – się dobrze czuje. Jak jakiś polityk mówi o wyzwaniach i wysiłku, to JA sie się nie czuje dobrze. Ale jak mówi ze mówi, że jest wesoło, wszystko będzie dobrze i najważniejsza jest dobre samopoczucie, to fajnie.

    ±Przecież wszystko jest winą innych - Ukraińców, Niemców, UE, ETS, ZUS, Zełeńskiego, WHO, TVN i innych - a ja zawsze wszystko robię dobrze. Żadne moje nieszczęście nie jest moją indywidualną winą, bo za każde odpowiada ktoś z listy powyżej. A zatem nie ma niczego, co warto zrobić dla rozwoju Polski czy poprawy własnego losu - poza rytualnym wskazaniem palcem na winnych. To także rezultat “przeterapeutyzowania” „przeterapeutyzowania” świata. I dziś w jeszcze większym niż kiedyś lewice stopniu, model polityki jako terapii przeżera prawice. prawicę.

    ±Chcemy od polityków słuchać, że zasłużyliśmy na wszystko, co dobre, i jeszcze trochę. W tym świecie przesiąkniętym językiem terapeutycznym polityka także służy za pewną formę kolektywnej terapii. Mówi nam coraz częściej: "jesteś „jesteś w porządku, z tobą wszystko jest ok, masz prawo czuć się, kim chcesz, robić robić, co chcesz, konsumować konsumować, co chcesz, ty wiesz, co jest dla ciebie dobre, zadbaj o siebie". siebie”. I nikt nie ma prawa od ciebie nic wymagać.

    ±W ostatnim wieczornym panelu spotkali się na scenie Jan-Maria Jan Rokita, gen. Rajmund Andrzejczak i Mateusz Morawiecki. Wszyscy proponowali różne wymiary pobudki. Rokita mówił, że wyczerpały się dwie dostępne Polsce drogi rozwoju - liberalno-rynkowa i interwencjonistyczna.

    ±To umyka - twierdził Rokita - w dobie łatwego podburzania na migrantów, dekadencji wobec Zachodu, relatywizowania rosyjskiego zagrożenia i naszych narodowych interesów. Rokita mówił o nieodzowności Ukrainy w naszej polityce i nie uleganiu nieuleganiu nacjonalistycznej emocji w imię większego dobra - co już, zauważyłbym, jest formą pewnego wyrzeczenia czy kompromisu z rzeczywistością.

    ±Do warstwy idei i strategii, mówił z kolei Morawiecki, trzeba dołożyć zdolny to sfinansować system fiskalny. Słowem zdrowe finanse publiczne i bazę kapitałową pod rozwój. Do tego trzeba również szybkich działań, reform i redukcji deficytu. Możemy snuć różne wizje polskiej potęgi, ale żadna nie będzie kompletna bez zdrowych fundamentów gospodarczych, mówił. Świadom, jak sądzę, lekcji utraty niepodległości wynikającej z miedzy innymi m.in. gospodarczego niedorozwoju i zapóźnień w naszej historii.

    ±Nie trzeba wielce się natężyć, żeby wyczytać z tych wystąpień trzy komplementarne warstwy, które jednak składają się na jedną i spójną wiadomość - trzeba się obudzić. Czasy nie będą łatwiejsze. Tyle tylko, że to jest dokładnie przeciwny komunikat do tego, jaki gotowa jest przyjąć dziś polska klasa średnia - a uważa się za nią 76% 76 proc. Polaków - i wczorajsi beneficjenci polityki gospodarczej PiS.

    ±Oni uzyskali poziom konsumpcji, zadowolenia z życia, bezpieczeństwa majątkowego - ale i tanich świadczonych przez migrantów usług oraz wygód internetowych zakupów i życia na kredyt - ze – że nie chcą słuchać o tym, że coś ma się w Polsce zmienić. Chcą się dobrze bawić, mieć ciastko (tanie usługi, towary i wygody) i zjeść ciastko (pozbyć się imigrantów, zerwać z tania praca, tanią pracą, a przy tym podnosić płace Polakom, obniżać podatki i nie podnosić wieku emerytalnego). emerytalnego), brać środki z UE i zerwać z polityką UE zarazem. Chcą bezpiecznej Polski, ale nie szkoleń wojskowych i pomocy Ukrainie. I tak dalej. I jeszcze polityka, który im to wszystko obieca.

    ±Rokita, Andrzejczak i Morawiecki zgodzili się, że polityka potrzebuje dziś w Polsce więcej powagi. Pewnie i zgodziłby się z tym niejeden komentujący. Mateusz Morawiecki ma “wajb” „wajb” kujona. Jego najsłabszą stroną są infantylne i zaczepne formuły, do których zmusza internet i tiktok. TikTok.

    ±Dobrze czuje się w świecie liczb i systemowych zależności, gorzej idzie mu opowiadanie kołysanek i żartów. Ma - co akurat dziennikarze wiedzą - wielką erudycję historyczną, którą musi raczej ukrywać ze względów kampanii niż z niej korzystać. Nie jest za to urodzonym komikiem, nie jest figurą ojcowsko-bratersk, ojcowsko-braterską, nie jest tez też hipnotyzerem z głębin algorytmu. Dlatego może z prawicą drzemki przegrać - bo Polacy wcale niekoniecznie chcą się obudzić.

  2. Lead

    Czy w dusznym upale warszawskiego lata, między nagrzanym betonowym parkingiem, a skwierczącą na ruszcie kiełbasą, można spróbować ludzi… obudzić i poderwać? Tego zadania podjął się wczoraj Mateusz Morawiecki, na pierwszym zjeździe stowarzyszenia Rozwój+. W boju o kształt prawicy przyszłości wybrzmiał tam bowiem wczoraj konflikt prawicy pobudki z prawicą drzemki – pisze dla Zero.pl Jakub Dymek.